Raz na górze, raz na dole…

W Realu Madryt krytyka za słabsze występy spada na zawodnika błyskawicznie. Jedni sobie z tym radzą, a drudzy nie potrafią wytrzymać olbrzymiej presji i albo grają poniżej swojego poziomu, albo szybko zmieniają otoczenie. Ostatnimi czasy sporej huśtawce nastrojów poddany został Gonzalo Higuain. 

Higuain znany jest z łatwości z jaką dochodzi do kolejnych sytuacji strzeleckich i z tego, że potrafi te sytuacje seryjnie wręcz marnować. Łatka napastnika nieskutecznego towarzyszyła mu szczególnie w pierwszych sezonach gry w Realu Madryt. Teraz, po pięciu latach spędzonych w Madrycie, Argentyńczyk wydaje się być napastnikiem niemalże kompletnym. Zawodnikowi temu nigdy nie było w Realu szczególnie łatwo. U każdego nowego szkoleniowca zaczynał jako rezerwowy, i u każdego z nich stawał się zawodnikiem pierwszej drużyny. Nie poddawał się, imponował walką. Nie przeszkodziła mu nawet bardzo poważna kontuzja pleców, której nabawił się w poprzednim sezonie, i która zakończyła się operacją.

Obecny sezon Pipita, bo taki przydomek nosi Higuain, rozpoczął w znakomitym stylu. Świetna gra i wiele bramek. Z czasem jednak jego postać znowu zaczęła przygasać, a pierwszym napastnikiem drużyny został Benzema, który niesamowicie rozwinął się pod skrzydłami Jose Mourinho. Debata na temat formy Argentyńczyka rozpoczęła się po rewanżowym meczu z Barceloną, w którym zagrał beznadziejny mecz marnując kolejno znakomite sytuacje bramkowe. W 61 minucie tamtego spotkania Higuain został zmieniony przez Benzemę, który parę minut później strzelił bramkę na 2:2. Był to obrazek symboliczny, który pokazywał niepodważalną wtedy wyższość Francuza nad Argentyńczykiem.

Jose Mourinho przestał stawiać na Higuaina, który był coraz bardziej krytykowany. 21 lutego, w pierwszym spotkaniu fazy pucharowej Ligi Mistrzów, Real Madryt mierzył się w Moskwie z CSKA. Na początku spotkania Benzema odnosi przypadkową kontuzję podczas uderzenia futbolówki, zastępuje go Argentyńczyk, który do końca spotkania nie pokazuje niczego wielkiego. Sytuacja powtarza się tydzień temu w spotkaniu z Rayo Vallecano. Mourinho nie ma wyjścia i musi postawić na Higuaina, który znowu nie zachwyca. Napastników rozlicza się z bramek, a Argentyńczyk ostatnią strzela ponad miesiąc wcześniej.

Gonzalo Higuain miał przyjemność grać w Madrycie gdy występował tam doskonale znany wszystkim napastnik, Ruud van Nistelrooy. Holender miał zwyczaj powtarzać, że bramki są jak ketchup. Raz bardzo chcemy go wycisnąć, ale z butelki nie uroni się ani kropla, a raz wypryskuje się go aż nadto. Metafora ta doskonale opisuje sytuację jaką przechodził Argentyńczyk przez ostatni czas.

Wczoraj na Santiago Bernabeu przyjechał Espanyol, który do Barcelony wrócił z bagażem pięciu bramek. Fantastyczny mecz zagrał Higuain, był najlepszym zawodnikiem na boisku. Przełamanie nastąpiło w 47 minucie spotkania kiedy Argentyńczyk wykorzystał znakomite podanie Kaki (sam Brazylijczyk również zaliczył wczoraj fantastyczne spotkanie) i strzelił nie do obrony. Po tym trafieniu widać było u niego niesamowitą ulgę, wróciła mu radość gry. Spotkanie zakończył ostatecznie z 2 bramkami i 2 asystami.

Raz na wozie, raz pod wozem. Wydaję się, że spotkaniem z Espanyolem Gonzalo Higuain zakończył debatę odnośnie jego słabszej formy. Napastnik przechodził tylko przez gorszy okres i teraz wszystko wydaję się już wracać do normy. Warto wspomnieć, że do gry wróci zaraz Karim Benzema, który może nie mieć takiego łatwego zadania z odzyskaniem miejsca w pierwszej jedenastce. Wszystko pozostaje teraz w nogach Gonzalo Higuaina.

http://matwcislo.wordpress.com/


pubsport.pl
Mateusz Wcisło
Aktualnie student zamieszkały w Katowicach. Na co dzień pasjonat sportu, a w szczególności piłki nożnej. W wolnych chwilach lubiący słuchać muzyki oraz czytać dobre książki, szczególnie te z gatunku fantastyki. Zapraszam również na swojego bloga: http://matwcislo.wordpress.com/
http://matwcislo.wordpress.com