Realowi zabrakło najmniej jak tylko mogło

Kolejny pasjonujący mecz w tej edycji Ligi Mistrzów za nami. Naprawdę, od początku do końca spotkanie na Santiago Bernabeu trzymało (przynajmniej mnie) w napięciu. Nawet gdyby skończyło się 0:0, to i tak mówiłbym o ciekawym widowisku, choć pewnie byłbym rozczarowany brakiem goli.

Tak jednak nie było. Barykada ustawiona przez Jurgena Kloppa w Madrycie przełamała się dopiero w 83. minucie, choć powinna znacznie wcześniej, pewnie jeszcze w ciągu pierwszych 45 minut. W ogóle możemy mówić o festiwalu niewykorzystanych szans z obu stron. Prawdę mówiąc, to dziś powinniśmy byli widzieć na tablicy wynik iście hokejowy.

Można było przewidzieć, że Królewscy rzucą się na rywala od samego początku – im wcześniej strzeliliby bramkę, tym lepiej dla nich. Trzeba przyznać, że kwestię awansu mieli w swoich rękach. Brakowało skuteczności – z 21 strzałów ogólem, tylko dwa znalazły drogę do bramki Romana Weidenfellera. Naprawdę, mają czego żałować. Szczerze mówiąc, to współczuję piłkarzom i kibicom, bo po takim meczu naprawdę nic tylko się popłakać.

Inna sprawa, że tych łez można było też uniknąć w inny sposób. Dziś Robert Lewandowski dał popis nieskuteczności, niczym w reprezentacji Polski. Aż się prosilo, by wykorzystał choćby jedną z tych trzech, czy czterech stuprocentowych okazji. Podejrzewam, że tym razem jego notowania trochę spadły. Należy jednak zaznaczyć, że o ile pustymi okazały się słowa Jose Mourinho przed meczem na Signal Iduna Park – „mamy sposób na Roberta [i Goetze]” – o tyle dzisiaj faktycznie to się udało, choć niewiele miało wspólnego z grą fair.

Do Łukasza Piszczka większych zastrzeżeń mieć nie można, zaś o Kubie Błaszczykowskim w ogóle ciężko coś powiedzieć, bo gdzieś nam zniknął na tym boisku. No i jeszcze teoretycznie (wg grafiki UEFA na ekranach telewizorów) został zmieniony przez Felipe Santanę… A to nie jedyna gafa ze strony medialnej, bo na ligomistrzowym twitterze pojawił się komunikat o czerwonej kartce dla Gundogana.

Wśród zawodników z Dortmundu wyróżnić można właściwie tylko obrońców, ale wypada to zrobić, szczególnie w przypadku stoperów – Nevena Suboticia i Matsa Hummelsa. Ten pierwszy obok szalejącego w bramce Romana Weidenfellera może zostać uznany za bohatera swojej drużyny w spotkaniu rewanżowym. Zaangażowanie w grę tego drugiego opisałem na twitterze:

Chyba nie muszę dodawać, że on by się tam przydał…

Po drugiej stronie żałować, iż nie udało się nic ustrzelić mają prawo Di Maria, Higuain, Oezil, a szczególnie Cristiano Ronaldo. Portugalczyk w ciągu dwumeczu był właściwie cieniem samego siebie. Gdyby nie to, że strzelił tę jedną, mogącą zadecydować o awansie Realu bramkę na wyjeździe, to pewnie mówilibyśmy o jego występie jako o tragicznym, nie zaś słabym (jak na siebie oczywiście).

Pytanie, czy Real zasłużył na wejście do finału na Wembley pozostawiam piłkarskim filozofom. Od siebie dodam tylko, że po rewanżu zdecydowanie tak, choć pewnie najbardziej sprawiedliwym rozwiązaniem byłaby dogrywka i rzuty karne. Mimo wszystko awans Borussii do finału jest dla mnie niespodzianką. Widać było przed sezonem, że zanosi się na silną ekipę, ale nie na tyle, by znaleźć się w bezpośredniej konfrontacji o Puchar Europy.

Naturalną rzeczą jest, że po takich meczach pojawia się mnóstwo spekulacji o przyszłości zawodników, trenerów, czy nawet całych klubów. Intrygujący punkt widzenia Dortmundu i Monachium w przyszłym sezonie przedstawił Michał Trela z natemat.pl. Wygląda to całkiem logicznie i prawdopodobnie. Nie musi się sprawdzić, ale gdyby tak się stało, to za kilka lat mój redakcyjny kolega mógłby wykrzyczeć na cały świat kultowe „a nie mówiłem?”.

Z kolei w stolicy Hiszpanii coraz głośniej mówi się o powrocie Mourinho do Chelsea. On już od kilku miesięcy „zalatuje” Londynem. No a poza tym, to jest jego trzeci sezon, czyli ze statystycznego punktu widzenia, musi być ostatni. Tyle, że jak odejdzie szkoleniowiec, to pewnie wraz z nim kilku(nastu) piłkarzy. To jest teraz problem Realu.

Wbrew temu, co w większości czytałem w różnych miejscach internetu, bardzo mi się podobało spotkanie rewanżowe na Santiago Bernabeu. Być może, gdyby takie 0:0, które utrzymywalo się do 83. minuty miało miejsce z udziałem innych drużyn w innym miejscu i w innych rozgrywkach, mówiłbym inaczej. Ale ja zostanę przy swoim. Oby więcej takich meczów!

PS. A może o coś podobnego pokusiłaby się Barcelona z Bayernem?  Nie miałbym nic przeciwko, choć też marzy mi się wypowiedzenie „a nie mówiłem?” w kwestii zwycięzcy Ligi Mistrzów (do tego osiągnięcia od początku tego roku typuję Bawarczyków).


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl