Remis na pełnych obrotach – lwie refleksje

Kibice zgromadzeni w SAP Arenie oraz ci, którzy zasiedli przed szklanym ekranem z pewnością nie pożałowali gardeł (a mając na uwadze niemiecki styl kibicowania to jednak raczej rąk), pieniędzy czy tak ważnego w dzisiejszym świecie czasu, aby obejrzeć szlagierowo zapowiadający się mecz 3. kolejki Velux Champions League. Szczypiorniści odwdzięczyli się fanom fascynującym widowiskiem i jeszcze większymi emocjami. Każdy kto widział środowe starcie zdaje sobie sprawę, że był to handball w samej jego esencji…

Sześćdziesiąt minut przepełnionych walką oraz niesamowitą intensywnością nie przyniosło rozstrzygnięcia. Obie ekipy były o krok od wiktorii, lecz finalnie zespoły podzieliły się punktami. Wynik sprawiedliwy, bowiem żadna z drużyn nie potrafiła udowodnić rywalowi swojej wyższości ani uniknąć słabszych fragmentów gry.

Zawody świetnie rozpoczęły się w wykonaniu żółto-biało-niebieskich. Szybkie 2:0 wydawało się być zwiastunem dobrej postawy kielczan na niemieckim parkiecie. Po 5. minutach było 2:4, ale zaledwie 180 sekund później, po trzech celnych rzutach, do remisu doprowadził najpierw Stefan Kneer, a potem Gedeon Guardiola dał gospodarzom pierwsze prowadzenie (5:4). Mecz stał na bardzo wysokim poziomie, zawodnicy obu drużyn dawali z siebie wszystko. Po kwadransie gry na tablicy świetlnej było 8:7, a trener Dujszebajew dokonał tradycyjnej rotacji. Nowe twarze w zespole Mistrzów Polski, dzięki wydatnej pomocy dobrze spisującego się od początku meczu Sławomira Szmala, w 20. minucie szybkim kontratakiem Manuela Strleka wyprowadziły gości na dwubramkowe prowadzenie (10:12). Wówczas o pierwszy czas poprosił szkoleniowiec Rhein-Neckar Loewen. Od tego momentu gra przybrała charakterystyczny w dalszych losach spotkania format – zespoły grały interwałami. Pierwszą falę, a właściwie nawałnicę, przeprowadzili Niemcy. Vive w ostatnich minutach pierwszej odsłony spotkania było jedynie tłem dla fantastycznie dysponowanych w tym okresie gospodarzy. Wysoka obrona „Lwów” zaowocowała gradem niewymuszonych błędów kielczan. Gra mistrzów Polski była wręcz fatalna, Polacy raz za razem podawali piłkę wprost w ręce gospodarzy. Po 30. minutach rezultat brzmiał 19:15 tylko dlatego, że „Kasa” pierwszą połowę zwieńczył obroną sezonu oraz ósmym zawodnikiem VTK okazywał się być Mikael Appelgren, niemogący zderzyć się z piłką…

W drugiej połowie między słupkami gości Sławomira Szmala zmienił Marin Sego. Obrona Vive nie dawała wielu szans na wykazanie się Chorwatowi. Cieniującą obronę gości ratował Michał Jurecki, będący najjaśniejszą postacią całego meczu. Po jego siódmym trafieniu, w 35. minucie, było 22:19. Z drugiej strony barykady szaleli Harald Reinkind oraz Kim Ekdahl Du Rietz. Nagle w zespole Mistrzów Polski coś drgnęło – Sego włączyła się opcja „blokuj wszystko”, skrzydłowi bezbłędnie wykorzystali nadarzające się szanse i na ponad kwadrans przed końcem żółto-biało-niebiescy dźwignęli się z -5 na kolejny w tym spotkaniu remis (23:23). Szczypiorniści obu ekip już „pływali”, a wynik spotkania wciąż pozostawał sprawą otwartą. Kielczanie wyszli nawet na prowadzenie, lecz to „Lwy” z zapasem dwóch trafień wchodziły w ostatnie 120 sekund rywalizacji. Szanse Vive zredukowały się zatem prawie do zera. Nieoczekiwanie dwie minuty kary otrzymał Uwe Gensheimer, co obróciło obraz meczu o 180 stopni.  Gola kontaktowego zdobył Denis Buntić, piłkę odbił Sego, szaleńczą akcją do remisu doprowadził Zorman. Do końca spotkania pozostawało piętnaście sekund. Zaraz po wznowieniu gry przez gospodarzy akcję skasował Buntić, a rzut rozpaczy wyłapał Sego. 32:32.

Spotkanie na gorącym terenie w Mannheim dostarczyło niezapomnianą dawkę emocji. Kibice z pewnością na długo zapamiętają starcie z SAP Areny. Z potyczki na Badeńsko-Wirtemberdzkim lądzie można wyciągnąć wiele wniosków. Jednym z nich z pewnością jest, że:

Istnieje życie po Karolu. Zmarginalizowany do minimum w zadaniach ofensywnych przez hiszpańskiego szkoleniowca Michał Jurecki udowodnił, że „terenowy” wciąż ma się dobrze. 9 bramek i fantastyczna gra zarówno w ataku, jak i obronie, w pełnym wymiarze czasowym, to końska dawka nawet dla popularnego „Dzidziusia”. Pomimo tego, leworozgrywający reprezentacji Polski zaprezentował się wybornie, przyćmiewając kolegę i przyjaciela z boiska – Karola Bieleckiego. Rola „Koli” została ograniczona jedynie do wykonywania rzutów karnych. Młodszy z braci Jureckich rozegrał najlepsze spotkanie za kadencji Talanta Dujszebajewa w Kielcach. Być może dzięki niebywałemu występowi w Mannheim coraz częściej będziemy mieć okazję oglądać „Dzidzię” w poczynaniach na bramkę rywala. Tymczasem pewne jest na ten moment (a przynajmniej ja byłbym wielce zdziwiony gdyby do tego nie doszło), że „terenowy” zajedzie do „7” kolejki…

Obrona wciąż rzadsza niż szwajcarski ser. Wobec przedsezonowego odejścia Zelijko Musy oraz Piotra Grabarczyka, a także kontuzji Mateusza Kusa oraz Piotra Chrapkowskiego (Mariusz Jurkiewicz przechodzi dużo dłuższą rekonwalescencję) defensywa kielczan w wymiarze kadrowym wygląda wręcz dramatycznie. W zespole ostał się jeden nominalny środkowy obrońca – Michał Jurecki. Od początku obecnej kampanii w centralnym sektorze obrony duet z „Dzidziusiem” domyka Krzysztof Lijewski. Choć współpraca obu panów wygląda solidnie, widać, że „Lijek” nie jest desygnowany do takowej gry. Próby ustawienia na środku Julena Aginagalde również nie zdają egzaminu. 86 bramek straconych w 3 meczach to kiepska statystyka – 29 na mecz wygląda już makabrycznie. Kieleccy kibice wciąż z niecierpliwością czekają na powrót „Chrapka” oraz Kusa. Pod koniec roku do zespołu dołączy także „Kaczka”. Do tego czasu obrona Vive przypominać będzie porcelanową zastawę. Niby wszystko pięknie, tylko stłuc jakby łatwo…

Machina ruszyła, czy coś ją zatrzyma?

Zaczęli od przegranej, wygrali, a teraz remis. 3 punkty po 3 spotkaniach. No właśnie, zdobyli trzy punkty czy je stracili? Jednoznacznej odpowiedzi na postawione przeze mnie pytanie nie ma. Tegoroczna edycja Ligi Mistrzów będzie zaskakiwać co kolejkę i wydaje się, że to punkty zdobyte na wyjazdach zadecydują o układzie końcowej tabeli.

Vive z meczu na mecz gra coraz lepiej. Krok po kroku do doskonałości – to zdanie można uznać za dewizę mistrzów Polski w obecnym sezonie. Na pochwałę zasługuje atak żółto-biało-niebieskich oraz zespołowość zespołu ze stolicy Gór Świętokrzyskich. Kielczanie jako pierwsi w tym sezonie zatrzymali „Lwy” (komplet zwycięstw w Bundeslidze, a w LM triumfy nad Barceloną oraz Koldingiem) ponadto jako pierwsi „wrzucili” Niemcom 30 bramek. Gigant się rozkręca, a jedyną zagadką pozostaje gdzie w tym roku dobiegną gracze pod dowództwem kirgiskiego trenera…

***

„Uważam, że zarówno ja jak i trener gospodarzy, powinniśmy być zadowoleni z wyniku tego spotkania. A jeżeli chodzi o przebieg meczu, to przede wszystkim popełniliśmy w pierwszej połowie zbyt dużo łatwych błędów, które wykorzystała drużyna Rhein-Neckar Lowen i zdobyła kilka bramek z kontrataków” – ocenia szkoleniowiec zespołu Vive Tauronu. I dodaje: ” W całym meczu było sporo zwrotów akcji i według mnie w ostatnich minutach zabrakło nam szczęścia, ponieważ mieliśmy dobre sytuacje, których ostatecznie nie wykorzystaliśmy”.

„To był wspaniały mecz piłki ręcznej pomiędzy dwoma bardzo dobrymi drużynami. Szczególnie oba zespoły dobrze prezentowały się w ataku. Vive ma świetnych rozgrywających jak Uros Zorman czy Michał Jurecki, który jest bardzo silny i trudno było nam go zatrzymać. Mieliśmy szanse zdobyć zwycięskiego gola w ostatnich dwóch minutach, ale również Kielce miały swoje sytuacje. Zgadzam się z tym co powiedział Talant Dujszebajew – obie drużyny powinny być zadowolone z wyniku – podsumował spotkanie trener Lwów, Nicolaj Jacobsen.

Trudno nie zgodzić się z wypowiedziami obu szkoleniowców. Szala zwycięstwa przechylała się do ostatnich sekund batalii. Ostatecznie zatrzymała się gdzieś po środku. Nikt nie może czuć się przegranym, choć zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Szansa na rewanż pod koniec lutego, lecz tym razem to „Lwy” zagrają w jaskini lwa…

Rhein-Neckar Löwen – Vive Tauron Kielce 32:32 (19:15)

Rhein-Neckar: Appelgren – Schmid 5, Sigurmannsson, Groetzki 3, Guardiola 1, Ekhdal Du Rietz 6, Gensheimer 5/1, Kneer 2, Baena Gonzalez 2, Steinhauser, Larsen 2, Pekeler, Reinkind 6.
Karne: 1/1.
Kary: 8 min.

Vive Tauron: Szmal, Sego – Buntić 3, Jurecki 9, Tkaczyk, Jachlewski 1, Zorman 2, Bielecki 5/4, Lijewski 1, Strlek 2, Cupić 1, Aginagalde 5, Reichmann 3, Vujović.
Karne: 4/5.
Kary: 4 min.

Kary: Rhein-Neckar (Ekhdal Du Rietz, Larsen, Kneer, Gensheimer – po 2 min.); Vive Tauron (Aginagalde, Buntić – po 2 min.).

Sędziowie: Matja Gubica i Boris Milosević (obaj Chorwacja).

TERMINARZ I TABELE LM >>

Więcej moich prac również na portalu mim24.pl!


pubsport.pl