Remis w meczu przyjaźni, strzelali Bośniacy

Na PGE Arenie w Gdańsku Wisła Kraków nigdy jeszcze nie przegrała. Ta tradycja została podtrzymana w meczu 36. kolejki T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy miejscową Lechią a zaprzyjaźnioną drużyną z Małopolski, który zakończył się remisem 2:2. Obie bramki dla gospodarzy zdobył Stojan Vranjes, zaś autorem obu trafień dla gości był Semir Stilić.

W ciągu pierwszego kwadranasa gry obie drużyny się badały. Oddały po jednym zapoznawczym, bardzo niecelnym strzale. W 8. Minucie z dystansu próbował Alan Uryga, a 4 minuty później Deleu. Kibiców na stadionie poruszyła jedynie sytuacja, kiedy na drodze długiej górnej piłki granej przez zawodników gospodarzy stanęła… twarz sędziego.

Po piętnastu minutach Lechiści po raz pierwszy zagrozili bramce Michała Miśkiewicza. Dośrodkowanie Vranjesa zamknął główką Wiśniewski, ale uderzył lekko i w sam środek bramki, gdzie ustawiony był golkiper Białej Gwiazdy. Chwilę potem sprzed linii pola karnego próbował Leković, jednak bez efektu.

W 19. minucie Wiślacy wyprowadzili kontrę, po której zdobyli bramkę. Na lewym skrzydle futbolówkę otrzymał Sarki, który ograł Pawła Dawidowicza górną piłką, a następnie podał do wbiegającego w pole karne Semiira Stilica. Ten był niepilnowany, więc podbił sobie piłkę dwa razy prawą nogą, a lewą nogą oddał strzał, którego Mateusz Bąk nie był w stanie obronić, gdyż jego partnerzy z obrony nie zdążyli wrócić.

Nie podziałało to jednak w jakikolwiek sposób na którykolwiek z zespołów. W ciągu kolejnych 15 minut na boisku nie działo się praktycznie nic godnego uwagi poza lekkim strzałem po ziemi Piotra Grzelczaka. Teoretycznie Lechiści usilowali skonstruować akcję atakiem pozycyjnym, ale był on neutralizowany przez defensorów gości jeszcze przed ich szesnastką.

Na 10 minut przed końcem dobrym rajdem prawą stroną boiska popisał się Maciej Makuszewski, ale zdecydował się oddać piłkę do Deleu, który popisał się najbardziej niecelnym strzałem tego meczu. Jeszcze przed doliczonym czasem gry doszło do zamieszania na piątym metrze przed bramką Michała Miśkiewicza, lecz nikt nie potrafił strzelić na nią. Najbliżej celu był Zaur Sadajew.

W piątej minucie doliczonego czasu gry miała miejsce najlepsza szansa dla gdańszczan. Z rzutu wolnego bitego 20 metrów od bramki podopiecznych Franciszka Smudy uderzył Stojan Vranjes, jednak refleksem wykazał się Miśkiewicz. Po tej akcji arbiter – Szymon Marciniak – zakończył przeciętną pod względem emocji I połowę spotkania.

Drugą część aktywnie rozpoczęli miejscowi piłkarze. Zaur Sadajew po indywidualnej akcji zgubił obrońców i przymierzył w stronę bramki, ale po raz kolejny kapitalną interwencją popisał się Miśkiewicz. Od tej pory trwał napór na jego bramkę, ale gospodarzom ciągle brakowało dokładności przy ostatnim podaniu lub strzale.

Dopiero w 66. minucie podopieczni Ricardo Moniza zdołali wyrównać. Stało się to po rzucie karnym podyktowanym po faulu Fabiana Burdenskiego na Zaurze Sadajewie. Jedenastkę na gola pewnym strzałem zamienił Stojan Vranjes.

Chwilę później Bośniak znów miał okazję ze stałego fragmentu gry po przewinieniu Alana Urygi na Pawle Stolarskim.  Tym razem jednak uderzył ponad bramką. Okazję do poprawki miał w 73. Minucie i powiodłobym się, gdyby nie piąstkujący Miśkiewicz. Ostatni kwadrans rozpoczął się od próby z dystansu Piotra Wiśniewskiego, która przeleciała obok słupka.

W 80. minucie sędzia podyktował karnego dla Wisły. Zaczęło się od rzutu wolnego dla Białej Gwiazdy. Wykonywał go Dariusz Dudka, a jeden z piłkarzy Lechii stojących w murze dotknął piłki ręką. Do jedenastki podszedł Semir Stilić i pokonał po raz drugi Mateusza Bąka.

Gospodarze się nie poddawali i wciąż oblegali pole karne przeciwników. Przyniosło to skutek w 90. minucie, gdy znów Szymon Marciniak wskazał na wapno. Tym razem po zagraniu ręką Czekaja. Z jedenastu metrów ponownie nie pomylił się Vranjes.

Więcej goli już nie padło, choć w doliczonym czasie gry wszystko na jedną kartę rzucili gdańszczanie. Zależało im na tym, aby zachować szansę na grę w europejskich pucharach, ale przez to, że zdobyli tylko jeden punkt, stracili ją. Spotkanie poziomem nie powalało na kolana, gdyż choć 12433 kibiców na PGE Arenie obejrzało 4 bramki, aż 3 z nich padły po rzutach karnych.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl