Rewanż formalnością?

 Wczoraj na Estadio da Luz byliśmy świadkami kolejnego wspaniałego spotkania w tegorocznej Champions League. Chelsea, w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym, pokonała na wyjeździe Benficę Lizbona 1:0.

Bardzo ciekawie to spotkanie opisał tuż po meczu Krzysztof Sędzicki, ale ja również postanowiłem podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat tego widowiska.

Roberto Di Matteo zaskoczył wyjściową jedenastką. W niej pojawił się chociażby Salomon Kalou,  który w tym sezonie ewidentnie już przyzwyczaił się do grzania ławy, podobnie zresztą jak inny, desygnowany wczoraj do gry przez włoskiego szkoleniowca gracz, Paulo Fereira, który ostatnie spotkanie w Premier League zagrał…. jeszcze w 2011 roku. Spodziewałem się też, że na środku defensywy z Terrym wystąpi Garry Cahill, bo to on grał w wyjściowej jedenastce The Blues w hicie z Tottenhamem, no i spisał się świetnie. Kapitanowi gości na środku obrony towarzyszył jednak Brazylijczyk, David Luiz. W Portugalii na ławce zaczęli tacy piłkarze jak chociażby Frank Lampard, Didier Drogba  czy Essien.

Od samego początku spotkanie było wyrównane, ale toczone w bardzo dobrym, płynnym tempie. Chelsea ustawiona była od początku dość głęboko, jednak nie było tak, ze The Blues nastawili się tutaj tylko na defensywę, oczywiście oni również atakowali, ale ustawieni byli z wielkim rozsądkiem i momentami widać było, że bardzo ważnym dla gości jest to, by nie stracić gola. Kilka okazji miało Chelsea, kilka razy groźnie było też pod bramką Cecha.

Od początku spotkania podobał mi się środek pola w ekipie Jorge Jesusa. Witsel, Aimar, Gaitan – piłkarze świetni technicznie, z dużą umiejętnością kreowania gry, z dobrym przeglądem pola. To od początku było widać. I właśnie piłkarze z Lizbony nie starali się grać długą piłką, grać z kontry, tylko grali atakiem pozycyjnym, ładnie wymieniali krótkie podania, potrafili sobie w ten sposób wypracować okazję. No i jeszcze te klepki. To mogło się podobać, naprawdę często próbowali gry z pierwszej piłki.

Chelsea atakowała bez pomysłu, większego polotu i fantazji.  Brakowało mi wczoraj podejścia pod grę Juana Maty. On powinien częściej pokazywać się do gry, wychodzić na pozyjcę. Ma wielkie umiejętności, ale wczoraj ich nie zdołał pokazać. To Mata powinien wziąć na siebie pałeczkę rozgrywania piłki, kreować grę, próbować prostopadle podawać, tymczasem on w ogóle z rzadka tę piłkę dotykał. No i jeszcze te, również słabe podczas wczorajszego spotkania, stałe fragmenty gry bite przez Hiszpana.

Słabo od początku do końca spotkania grał Salomon Kalou. Z jednym małym wyjątkiem, przebłyskiem, ale o tym potem. W pierwszej części gry był bezbarwny, mało aktywny, piłkę przy nodze miał rzadko, zagrożenia nie stwarzał w ogóle. Jak już tę futbolówkę przy nodze miał, to rzadko próbował wejść w drybling, akcje zakończyć uderzeniem.

No i tak nam ta pierwsza połowa zleciała. Bardzo szybko, bo było naprawdę ciekawie. Jak to trafnie podsumował na końcu pierwszej części gry komentator N – sportu: „Plusik dla piłkarzy Jesusa za walory artytsyczne”.

Drugą część zdecydowanie lepiej zaczęli gospodarze. To oni od początku atakowali, stwarzali pod bramką Petra Cecha bardzo groźne sytuacje. Portugalczycy podeszli bardzo wysoko, Chelsea nie miała swobody w rozegraniu. Nie raz mieliśmy do czynienia z sytuacją, że piłakrze The Blues wyprowadzają piłkę, ta już jest na kole środkowym i – wskutek wysokiego pressingu gospodarzy – po wymienieniu kilku podań, znowu gracze Di Matteo są zmuszeni do wycofania piłki do własnego bramkarza, który daleko tę piłkę musi wybić.

Zespół Di Matteo nastawił się w drugiej części na grę z kontry. Ale też, o czym nie można zapominać, kapitalnie się bronił. Defensywa Chelsea była świetnie zorganizowana, popełniała mało błędów, odległości między poszczególnymi piłkarzami były odpowiednie, była  ścisła dyscyplina, jeśli chodzi o tę formację. Wielkie pochwały na pewno należą się parze środkowych obrońców The Blues, którzy w defensywie spisywali się naprawdę świetnie. Bardzo pewnie.

W końcu, w 75 minucie gry, gdy do wejścia szykował już się przy linii bocznej Didier Drogba, pojedynek na skrzydle wygrał Ramires, podał do Torresa, ten ładnie ruszył i doskonale dograł do Kalou, który spokojnie wykończył akcję trafieniem do siatki. To był właśnie ten wspomniany przebłysk, a właściwie dołożenie nogi, ale gol w LM to jednak gol w LM. A Drogba, który stał przy linii bocznej, został po tym trafieniu przez Di Matteo cofnięty i na boisko nie wszedł w ogóle.

Benfica chciała odpowiedzieć. Szybko zaczęła atakować, znowu stwarzała pod bramką Cecha niemałe zagrożenie, ale na nic się to zdało, bo podopieczni Di Matteo bronili się świetnie. Bardzo dobrze się przesuwali, względem rywali świetnie ustawiali, a zacięte i bardzo ciekawe spotkanie na pięknym Estadio da Luz dobiegło końca.

Wypada poświęcić także osobny akapit Fernando Torresowi. Bramek strzela mało, niemal w ogóle, ale  gdy niedawno dwukrotnie strzelił w Pucharze Anglii z Leicester, wydawało się, że nastąpi przełamanie, że w końcu El Nino zacznie strzelać. Minęły trzy kolejne spotkania, a Hiszpan w nich bramki nie zdobył. Niedobrze. Ale należy zwrócić uwagę na to, co on daje zespołowi. Były zawodnik The Reds ciągle jest pod grą, wychodzi na pozycję, próbuje dryblować, kiwać, strzelać, podawać. Jest aktywny. Pracuje na korzyść zespołu. Wczoraj zaliczył trzynastą asystę w sezonie. To o czymś świadczy i na pewno to nie jest tak, że Hiszpan jest w jakimś wielkim kryzysie. Nie, jego gra wygląda dobrze. Nawet bardzo dobrze.

Przed rewanżem zdecydowanym faworytem jest Chelsea i sądzę, że Benfica raczej większych szans na awans nie ma. Myślę, że The Blues to ekipa zbyt doświadczona, ograna, w tego typu bojach zaprawiona, by dać wydrzeć sobie ten awans. No i jeszcze motywacja ekipy z Londynu. Oni nie grają tylko o prestiż, myślę, że tam, w Londynie, wciąż jeszcze wierzą w wygranie Chmpions League, to byłby ogromny sukces, a zarazem automatyczna możliwość startu w LM w przyszłym sezonie, a przecież w Premier League Chelsea może mieć problemy z wywalczeniem „top four”. Ba, ona już ma z tym ogromne problemy. Ale to jest futbol, wszystko jest możliwe i to jest właśnie piękno tego sportu.


pubsport.pl
Daniel Flak

Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html

http://daniel99.blox.pl