Rosjanie pokazali aspiracje

Kiedy największe ciśnienie po meczu otwarcia opadło, na Stadionie Miejskim we Wrocławiu rozegrano mecz nr 2 piłkarskich Mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie. Reprezentacja Rosji zdecydowanie pokonała Czechów 4:1.

Musiałem zrobić taki dość newsowy wstęp, bo wygląda on przepięknie! Z każdą myślą, że polskie miasto jest gospodarzem Euro, rośnie mi serce. Jesteśmy teraz centrum Europy, miliony telewidzów z całego świata patrzą właśnie na Polskę. Gdy patrzyły na obiekt Śląska, widziały dość jednostronne spotkanie piątkowego wieczoru.

Początek w wykonaniu naszych południowych sąsiadów był całkiem dobry. Wyglądało, jakby presja zeszła z nich dość szybko. Jednak prawdopodobnie za szybko uwierzyli, że najgorsze za nimi i będzie im się grało lekko, łatwo i przyjemnie. Sborna zaś po kwadransie wyprowadziła kontrę, przy której wykończeniu pomogło nieco szczęście i już podopieczni Michala Bilka zostali zmuszeni do gonienia wyniku.

Zadanie to stawało się coraz trudniejsze, bo półfinaliści poprzednich ME po zdobytej bramce zaczęli rozwijać skrzydła.  Coraz częściej znajdywali dziury w czeskiej defensywie i umieli je wykorzystać. Robili to w sposób bardzo miły dla oka – współpraca pomiędzy skrzydłami – Arshavinem, Dzagoevem a środkowym napastnikem Kerzhakovem wyglądała świetnie – wystarczy spojrzeć na pierwszą albo drugą bramkę. Takie zagrania mogą siać postrach także u ekip z wyższej półki niż te z grupy A.

Bardzo ciekawy i emocjonujący był fragment pomiędzy golem kontaktowym Pilara, a drugim w tym meczu trafieniem Alana Dzagoeva (na 3:1). Nikt jeszcze wówczas nie mógł poczuć się pewnie. Czesi po zdobytej bramce poczuli swoją szansę, a Rosjanie, z kolei, nie kontrowali już tak groźnie, jak przed przerwą. Dzielnie w bramce zespołu prowadzonego przez Dicka Advocaata spisywał się Vyacheslav Malafeev. Nie zachował czystego konta, ale w sytuacji z 52. minuty był raczej bez szans. W pozostałych przypadkach spisywał się naprawdę kapitalnie.

Dwa ostatnie gole piłkarzy Sbornej to istne majstersztyki. Przy obu należy pochwalić Romana Pavlyuchenkę – za asystę Dzagoevowi i za popisy techniczne 3 minuty później. Po takich ciosach czeska drużyna nie miała prawa się podnieść.

Po tym spotkaniu nasuwają mi się dwa dość błahe wnioski:

  1. Mecz z Rosją we wtorek będzie cholernie ciężki. Zaczynają łapać falę i planują, by uniosła ich ponad grupowych przeciwników do tego samego miejsca, co przed czterema laty. Chyba nie wierzę słowom prezesa Laty, że „nic dwa razy się nie zdarza”…
  2. Czesi zaprezentowali się podobnie, jak my z Grecją – żywiołowy początek, dziury w obronie, pudła przy dobrych sytuacjach itp. Jednak oni spotkanie przegrali, bo ich przeciwnik postawił poprzeczkę znacznie wyżej aniżeli nasz. Jeszcze zobaczymy, jak za 3 dni wyglądać będą podczas starcia z Helladą, ale już widać, że jesteśmy w stanie wygrać z nimi za tydzień.

A dziś do rozgrywek przystępuje grupa śmierci. Cytując piosenkę Jarzębiny, teraz „cieszy [się] Ukraina”, bo nasi sąsiedzi ze wschodu dopiero dzisiaj skupią uwagę ogromnej rzeszy fanów piłki nożnej. Na rozgrzewkę Holandia – Dania. Historia pokazuje, że Pomarańczowi powinni sobie poradzić (na MŚ w RPA w grupie E wygrali 2:0), ale jako że jest to pierwsze spotkanie obu drużyn, może dojść do niespodzianki w postaci straty punktów. Wieczorem wielcy piłkarze i wielkie ekipy, jak na sobotni wieczór przystało. Niemcy i Portugalia już w inauguracyjnym meczu będą walczyć o awans do fazy pucharowej, bowiem w grupie B każdy punkt może się okazać decydujący.

PS. Będę na meczu Polska – Rosja w Warszawie siedział za bramką. Myślę, że jeżeli Alexandr Kerzhakov wyjdzie na plac gry, to da mi kilka okazji do złapania oficjalnej piłki turnieju. 🙂


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki

Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż.
Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta… Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał!
Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem – komentatorem sportowym.
Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach – na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam „za kulisami”.

http://sedzik.blox.pl