Równanie poziomu

Wczorajsze zwycięstwo 24-23 nad Argentyną wlało trochę niepokoju w serca kibiców. Oczywiście zadanie zostało zrealizowane i Polacy odnotowali drugą wygraną na mistrzostwach, lecz męczarnie, które przyszło nam obserwować, nie napawają optymizmem.

Przede wszystkim w oczy rzuciła się nieskuteczność w decydujących fragmentach spotkania. Na szczęście wypracowana zawczasu przewaga pozwoliła po końcowym gwizdku odetchnąć z ulgą. Mało kto przypuszczał jednak, że pokonanie Argentyńczyków będzie dla naszej reprezentacji projektem tak wyczerpującym. W poczynaniach podopiecznych Wenty widać było nerwowość i niepewność działania. Nawet Tomasz Tłuczyński w kluczowej sytuacji spalił się psychicznie i nie wykorzystał rzutu karnego. Ponadto Polacy często grali w osłabieniu, co nie świadczy dobrze o naszej obronie.

Generalnie możemy mówić o sporym szczęściu. Gdyby w końcówce bramkarz Argentyńczyków sam nie wpakował sobie piłki do bramki, moglibyśmy teraz ubolewać nad stratą punktów. Do takich sytuacji Polacy nie powinni nas przyzwyczajać, gdy krzyżują rękawice z  zespołami przeciętnymi, a takim przecież jest Argentyna. Dość lekceważąco traktowaliśmy rywala przed tym pojedynkiem i tego błędu powtórzyć nie możemy z Chile. Poziom jest bowiem niebywale wyrównany i nie można się sugerować wysokim zwycięstwem Szwedów nad naszym poniedziałkowym oponentem. Mecz meczowi przecież nierówny.

„Jest dla mnie zaskoczeniem, że niektórzy zawodnicy nie szukali drogi w kierunku bramki. Na boisku panował chaos, gubiliśmy piłki, które nawet nie dochodziły do obrotowego. Zawodnicy, którzy powinni prowadzić grę, którzy powinni przede wszystkim przyjąć walkę, nie zrobili tego”. – wymowne są słowa Bogdana Wenty po potyczce z Argentyną. Miejmy nadzieję, że więcej w podobnym tonie trenerowi kadry wypowiadać się już nie przyjdzie.


pubsport.pl