Równia pochyła Nottingham

Walczące od dwóch lat o awans do Premier League, będące jednym z faworytów do promocji i przed obecną kampanią, Nottingham Forest, po ponad połowie sezonu Football League Championship znajduje się w strefie spadkowej. Co się stało, że w pół roku jedna z najbardziej znaczących sił na zapleczu elity stała się chłopcem do bicia, którego nikt już się nie boi?

Nottingham, po chudych latach, w sezonie 2007/08 awansowało do Championship. Dokonał tego manager Colin Calderwood, który jednak szybko przekonał się, że League One, a Championship, to trochę inny rozmiar kapelusza. Po słabym starcie kampanii 2008/09 zwolniono go, po domowej porażce w Boxing Day 2008 z Doncaster.

Na nazwisko nowego managera kibice z City Gorund długo czekać nie usieli. Już w sylwestra trzy i pół letni kontrakt podpisał Billy Davies. I Szkot, stosunkowo spokojnie, utrzymał jednokrotnego mistrza Anglii w Championship. Ale to był dopiero początek jego sukcesów w Nottingham, które w ostateczności doprowadziły go do bezrobocia.

W kolejnych dwóch sezonach Davies uczynił Forest czołową siłą FLC. Dostał pieniądze i dokonał trafnych wzmocnień zespołu, Forest mieli nawet serię osiemnastu spotkań bez porażki. I dwukrotnie meldowali się na koniec sezonu w strefie barażowej. Niestety, dla Daviesa i jego przyszłości na City Ground, Nottingham dwukrotnie te baraże przegrali. Po zeszłym sezonie sternicy Nottingham, mimo ważnego jeszcze rok kontraktu Daviesa, postanowili się z nim pożegnać. Jak się szybko okazało, to był największy błąd dziesięcioletnich rządach Nigela Doughty?ego w lasach Sherwood.

Następcą Daviesa mianowano Steve’a McClarena. Były selekcjoner reprezentacji Anglii dokonał kilku transferów, które jednak w większości okazały się niewypałami. Jonathan Greening nie zdobył ni bramki ni asysty, George Boateng zagrał ledwie w kilku meczach. Zawodzi także ulubieniec kibiców i wychowanek klubu Andy Reid, tak samo jak ten, który miał załatać dziurę po Robercie Earnshaw – Matt Derbyshire (ledwie trzy ligowe bramki). Drużyna McClarena grała słabo, niewiele przypominała ekipę sprzed kilku miesięcy, walczącą o najwyższe cele Championship.

Rudowłosy trener był trzymany na ławce do 2. października. Z trzynastu spotkań wygrał ledwie trzy. Jego następcą został Steve Cotterill, do tej pory prowadzący Portsmouth, uważany za utalentowanego managera młodego pokolenia.

Debiut Cotterill miał obiecujący, mimo, że terminarz był arcytrudny: Middlesbrough, Blackpool, Hull, Reading, czyli sama ścisła czołówka. Nottingham odniósł jednak trzy zwycięstwa, przegrywając jedynie z Tygrysami, i to minimalnie. Później przyszła jeszcze sroga lekcja od klubu, który Cotterill prowadził jeszcze niecały miesiąc wcześniej (0-3 z Portsmouth) i kolejne zwycięstwo, z Ipswich. Sześć meczów, dwanaście punktów i awans o sześć pozycji. Wszyscy na City Ground byli już niemal pewni, że wracają stare, zwycięskie czasy. Wszyscy się mylili.

Od spotkania z Ipswich na kolejne zwycięstwo Forest czekali ponad miesiąc. Złożyło się na to siedem gier, z czego aż sześć przegranych i następstwem był powrót do strefy spadkowej. Po tym jeszcze tylko wygrana z Ipswich i porażka kilka dni temu z Southampton.

Problem słabych wyników Nottingham polega na jednej rzeczy. Gdy zwolniono Daviesa i zatrudniono McClarena, ten drugi zaufał piłkarzom, którzy byli tak blisko awansu do elity, dodając do składu kilku, którzy mieli dodać trochę nowej jakości. Nowi gracze raczej tego nie zrobili, a stara gwardia pewnej poprzeczki raczej już nie przeskoczy. Tej drużynie potrzeba po prostu większego przewietrzenia kadry, trochę nowej jakości. Dodania czegoś, czego zabrakło przez ostatnie dwa lata. Jestem pewien, że zrobiłby to Davies, gdyby tylko dano mu kontynuować pracę z dwukrotnym triumfatorem Pucharu Europy. Jeśli Cotterill nie dokona solidnych transferów tej zimy, to boje się niestety, że Forest do końca walczyć mogą o utrzymanie.


pubsport.pl
Adrian Adamus
tu piszę: http://www.angielskapilka.com/ http://futbolnanie.blox.pl/html
http://www.myspace.com/adek666a