Rozczarowanie Agnieszki, klęska dziennikarzy

Agnieszka Radwańska

Igrzyska olimpijskie w Londynie jeszcze raz utwierdziły mnie w przekonaniu, że polskie dziennikarstwo sportowe (a szczególnie dotyczące tenisa) stoi na żenująco niskim poziomie.

Pani Agnieszko tak nie można! Do diabła, dlaczego tak szybko zabrała nam pani emocje? Dlaczego nie dała nam pani szansy, by trzymać za panią kciuki w drodze – kto wie – nawet na olimpijskie podium?” – tak swój List do Agnieszki rozpoczął dziennikarz Przeglądu Sportowego Rafał Kazimierczak. Gdybym był Agnieszką i bym dostał taki list po przeczytaniu dwóch zdań wyrzuciłbym go do kosza! Tym bardziej, że autorem nie jest niedzielny kibic tenisa, który wylewa swoje gorzkie żale, tylko dziennikarz najstarszej w Polsce gazety sportowej. W podstawówce mnie uczono, że nawet jak się nie potrafi znaleźć racjonalnych argumentów na uzasadnienie swojej teorii to trzeba ruszyć mocniej głową i je wymyślić, bo irracjonalne lanie wody jest śmiesznością nad śmiesznościami. Widocznie pana Rafała uczono czegoś zgoła odmiennego.

Czy pan Rafał myśli, że Agnieszka nie chciała nam dać tych emocji? Oczywiście, że chciała – nam i sobie. Zależało jej i to bardzo, a jej załamany głos na specjalnie zorganizowanej konferencji jest na to dowodem. Wiadomo, że singiel był najważniejszy i tę porażkę przeżywała bardzo mocno, więc niech mi nikt nie wmawia, że Aga olała igrzyska! Przytrafiło się jej po prostu to, co wielu czołowym tenisistkom przytrafia się w trakcie sezonu, czyli porażka w I rundzie. Pech chciał, że Radwańska śmiała odpaść w I rundzie na igrzyskach i hejterzy mieli pole do popisu! A poza tym to w końcu Radwańska, którą trzeba skopać podwójnie, bo ktoś musi być kozłem ofiarnym kolejnych pełnych porażek polskich sportowców igrzysk, a Aga sama wystawiła się na ostrzał, a przecież jest ideałem do ostrzeliwania!

Dalej pan Rafał pisze: „Jak można odpaść w pierwszej rundzie turnieju olimpijskiego, przegrać z zawodniczką, z którą wcześniej wygrywało się bez straty seta? Jak można w nieco ponad dwie godziny dać się wyrzucić z takiej imprezy?„. Skoro wygrała w tym roku dwa razy to znaczy, że zawsze będzie wygrywać z Julią Goerges, tenisistką nieobliczalną, zdolną do wielkich zwycięstw? A może z urzędu powinno się ją awansować do II rundy, bo skoro wygrywała z Niemką wcześniej to należy dać jej bonus w postaci czegoś w rodzaju wolnego losu? Mistrzyni US Open 2011 Samantha Stosur też wygrała dwa poprzednie mecze z Carlą Suarez, z czego jeden w tegorocznym Wimbledonie, więc idąc tym tokiem rozumowania powinna połknąć Hiszpankę. A jednak tak się nie stało. Na Li, ta sama która w niedzielę wygrała turniej w Cincinnati, też odpadła w I rundzie turnieju olimpijskiego przegrywając z Danielą Hantuchovą. I taki jest tenis, w którym na sukces bądź porażkę składa się wiele czynników. Nie da się zawsze wygrywać, jednak nawet po długim okresie posuchy można się nagle odrodzić, co pokazała podczas sezonu na trawie Tamira Paszek, choć i ona z igrzysk wyleciała w I rundzie.

To, że raz czy dwa kogoś się pokona nie znaczy, że zawsze będzie się wygrywać z tą rywalkę. Naprawdę chcemy, by tenis był tak bardzo przewidywalny? Isia nie przegrała z jakąś kelnerką, tylko z obdarzoną jednym z najpiękniejszych forhendów w WTA Tour Julią Gorges, która chyba pobiła swój rekord w ilości zaserwowanych asów w jednym meczu. Polka przegrała po zaciętym meczu, w którym losy ważyły się do samego końca, więc odsądzanie jej od czci i wiary jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem i w taki sposób mogą się zachowywać tylko osoby nie znające specyfiki dyscypliny. Czytając komentarze w internecie mam wrażenie, że dla niektórych Radwańska powinna zostać wystrzelona w kosmos i zniknąć raz na zawsze z tego świata. Ile jadu i zazdrości się wylewa, ile goryczy w polskim narodzie. Teraz już się z tego śmieję (ci ludzie niewiedzą co czynią), że tak można traktować tenisistkę, która łamiąc kolejne bariery dostarczyła nam tylu radości i wzruszeń (a dostarczy nam jeszcze więcej, nie mam co do tego wątpliwości!).

Niektórzy się zastanawiają jak to możliwe, że tenisistka, która chwilę wcześniej dała nam tyle niezapomnianych momentów w Wimbledonie, z rozgrywanych na tych samych kortach igrzysk odpadła już w I rundzie. Tak samo można się zastanawiać jak to możliwe, że psująca na potęgę przez 1,5 seta Na Li wygrała niedzielny finał w Cincinnati z Andżeliką Kerber. To jest właśnie ta magia tenisa czyniąca z niego jeden z najbardziej ekscytujących sportów świata. A kobiecy tenis jest wyjątkowo nieprzewidywalny i nie jest to z mojej strony zarzut, już się do tego przyzwyczaiłem i potrafię czerpać radość z takiego, pełnego zaskoczeń tenisa. W kobiecym tenisie pewne są tylko dwie rzeczy – po jednej i drugiej stronie siatki zawsze na korcie będzie stała kobieta oraz to, że Serena będąca w swojej szczytowej formie nie da najmniejszych szans żadnej rywalce. Tym bardziej powinniśmy być przygotowani na to, że Isia w I rundzie może mieć schody, a nawet może odpaść. Bo taki jest tenis, a Julia Goerges żadną kelnerką nie jest.

Trzeba jasno powiedzieć – olimpijski występ Agnieszki Radwańskiej był rozczarowaniem, ale na pewno nie klęską. Wielu ekspertów się skompromitowało widząc Isię w finale jeszcze przed igrzyskami, bo przecież tam dopiero mogła spotkać się z Sereną lub Wiktorią Azarenką. Przepraszam bardzo, ale Polka w swojej ćwiartce miała przecież mistrzynię Wimbledonu 2011 Petrę Kvitovą, a w ewentualnym półfinale mogła się nadziać na Szarapową czy Clijsters. Finał Wimbledonu chyba spowodował, że niektórzy stracili trzeźwość myślenia i odlecieli daleko w chmury. Agnieszka była jedną z faworytek do medalu, to nie podlega dyskusji, ale jedną z wielu, a kandydatek było zdecydowanie więcej niż trzy czy cztery.

Agnieszka Radwańska niestety nie zrozumiała, co to jest olimpiada. Ona nie zdawała sobie sprawy, że jedzie na olimpiadę, że niesie sztandar. Ona nie wie, co to znaczy nieść polski sztandar, że to zaszczyt, że nieśli go ludzie wybitni, jak Waldemar Baszanowski, Teodor Kocerka. Ona tego nie zrozumiała” – stwierdził pan Bohdan Tomaszewski, nestor polskiego dziennikarstwa. Może za parę lat zrozumie, tak jak Roger Federer, który olimpijskiego złota zapragnął dopiero wtedy, gdy zdobył je jego odwieczny rywal Rafael Nadal i na stare lata wywalczył srebrny medal. Trzeba podkreślić, że tenisistom chciało się na igrzyskach walczyć bardziej niż zwykle tylko dlatego, że prestiżu tegorocznemu olimpijskiemu turniejowi dodawała aura Wimbledonu. A może przyznanie Agnieszce funkcji chorążego było błędem? Może niesienie biało-czerwonych barw należało powierzyć któremuś z Terminatorów-Dominatorów albo Otylii Jędrzejczak. W końcu Agnieszka, choć jest największą ambasadorką współczesnego polskiego sportu na świecie, to jeszcze się w historii olimpizmu niczym nie zasłużyła. Jednak stwierdzenie, że Aga została „antyolimpijską chorążą olimpijskiej reprezentacji” (coś takiego napisał Marek Plawgo) to przejaw totalnej ignorancji i braku elementarnej wiedzy o tenisie. Mam wrażenie, że pan Marek robił to pod publiczkę, bo powinien o tym porozmawiać z Agnieszką, a potem ewentualnie tworzyć swoje osądy na facebooku.

Sport.pl tworzący bezpłodny artykuł w oparciu o emocjonalne komentarze kibiców nieczujących białego sportu, wspomniany List do Agnieszki w Przeglądzie Sportowym i wiele innych pozbawionych jakichkolwiek oznak fachowości komentarzy. Temat telewizji i naszej kochanej TVP to temat-rzeka, w który nie chce mi się zagłębiać. Powiem tylko tyle, że z każdymi kolejnymi igrzyskami poziom ich relacjonowanie przez TVP jest coraz niższy (przynajmniej takie jest moje zdanie), choć co dwa lata wydaje mi się, że gorzej już być nie może. Bardziej po igrzyskach w Londynie boli mnie klęska dziennikarzy, niż rozczarowanie Agnieszki.


pubsport.pl
Łukasz Iwanek

Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.

http://sportowapublicystyka.blox.pl