Same old story – sąd nad Świętą Wojną

W ligowym szlagierze Vive Tauron Kielce zdemolował Orlen Wisłę Płock 32:22. Płocczanie bez zwycięstwa na terenie odwiecznego wroga pozostają od przeszło czterech lat. Miało nadejść nowe, wyszło jak zawsze. Czy ciąg dalszy stałych niepowodzeń w starciach w najbardziej prestiżowym spotkaniu w Polsce poskutkują radykalnymi zmianami? Co wiemy po kolejnej Świętej Wojnie? 

Zanim przejdziemy do analizy hitowego starcia małe repetitio wydarzeń sobotniego wieczoru:

Do Wisły należały jedynie pierwsze minuty spotkania. Prowadzenie 1:3 po 5. minutach gry było miłym złego początkiem w szeregach Nafciarzy. Vive dopadło rywali bowiem już po chwili. Bielecki doprowadził do remisu, a kielczanie momentalnie łapali swój rytm. Licznik po stronie płocczan zatrzymał się na 5 trafieniach, dostęp do bramki na cztery spusty zamknął Sławomir Szmal. Przewaga Vive sięgnęła nawet pięciu trafień, Nafciarzy stać było jednak na jeszcze jeden zryw. Pierwsza część spotkania zakończyła się wynikiem 15:11 dla gospodarzy. Druga połowa to już pokaz gry mistrzów Polski. Ostatnie minuty przed przerwą okazały się łabędzim śpiewem dla płockich gości. Swój koncert rozgrywał „Kola”, który dwunastokrotnie podziurawił siatkę Wisły. W bramce wciąż szalał „Kasa”. Rywale byli bezradni. Jedynie Nemanja Zelenovic wykazywał chęci do gry, z zespołu Nafciarzy ewidentnie uszło powietrze. Przewaga Vive rosła z każdą minutą aż osiągnęła apogeum dwunastu bramek. Wtedy też kielczanie spuścili nieco z tonu, a spotkanie wyraźnie zwolniło. Ostateczny rezultat to 32:22 i dziesięć trafień przewagi gospodarzy. W końcówce doszło jeszcze do nieładnej przepychanki, w której udział brała cała ławka jednej i drugiej drużyny. Spotkanie dostarczyło wielu emocji zarówno tych na parkiecie, jak i poza nim. Co więcej, sobotnia konfrontacja może być brzemienna w skutkach. Ponownie zawiedli sędziowie, „Projekt Cadenas” upadł. Kielczanie optymistycznym akcentem kończą październikowy maraton. Przed nami czas reprezentacyjnych zgrupowań, dla klubów czas na poważnych refleksji…

Niestety, znów bezlitosny będę dla arbitrów. Po raz wtóry sędziowie nie udźwignęli ciężaru szlagierowego spotkania. Nieuzasadnione kary dla Mateusza Kusa czy Dan-Emila Racotei oraz multum niepodyktowanych karnych dla Wisły to czubek góry lodowej. Niezauważone faule Wiśniewskiego (swoją drogą bardzo niesportowa postawa legendy niebieskich) oraz doprowadzenie do szamotaniny w ostatnich minutach to również zasługa jegomościów z gwizdkami, ale znęcać się nad panami Krzysztof Bąk – Kamil Ciesielski nie ma najmniejszego sensu, ich poprzednicy biją ich przecież na głowę Występy „facetów w czerni” jak choćby pamiętne wybryki par „cztery kroki Jureckiego” R. Krawczyk – G. Wojtyczka, „trzydzieści cztery minuty kar” P. Kaszubski – P. Wojdyr czy panów „ring na parkiecie” A. Rajkiewicz – J. Tarczykowski to dopiero kompletne nieporozumienie. A to jedynie te najbardziej zapadające w pamięć przykłady. Problem jedynych sprawiedliwych to obecnie największa bolączka światowej piłki ręcznej. ZPRP w ubiegłym roku wyszło z ciekawą inicjatywą wymiany sędziów, skutkiem czego jedną ze Świętych Wojen prowadzili hiszpańscy arbitrzy. Eksperyment nie do końca udany, Iberyjczycy również mylili się na potęgę. Sędziowska gehenna to nie tylko nasz krajowy problem. Wystarczy przytoczyć katarskie MŚ… Kończąc wątek handballowych rozjemców, ograniczenie ich ingerencji w wynik to największy orzech do zgryzienia obecnych władz IHF. I może analiza video wcale nie jest tak głupim pomysłem…

Manolo Cadenas rozpoczął właśnie swój trzeci sezon na ławce trenerskiej płockiej drużyny. Zaraz po dołączeniu do Nafciarzy Hiszpan zapowiedział, że chce odebrać Wencie (ówczesnemu trenerowi Vive) mistrzostwo oraz zdobywać trofea. Tymczasem 24 miesiące upłynęły dość szybko, a klubowa gablota Wisły Płock pokrywa się kurzem zamiast pucharami. Trener z wielkim nazwiskiem ceniony jest głownie za pracę z młodzieżą. Taki też kierunek rozwoju obrał dla płockiej Wisły. Warto dodać, iż Cadenas zażyczył sobie pełnej władzy nad sprawami transferowymi, aby dobierać zawodników tylko i wyłącznie pod swoją koncepcję. 2 lata i niezliczoną ilość zawodników później Hiszpan jest w punkcie wyjścia. Co rok odchodzą kluczowi gracze, a szkoleniowiec brnie dalej w ślepą uliczkę. Oczywiście, ograniczony budżet Nafciarzy nie ułatwia sprawy, ale w działaniach Cadenasa nie widać sprecyzowanego sensu. Zaledwie sześciu Polaków w siedemnastoosobowej kadrze oraz sprowadzenie zamiast utalentowanych biało-czerwonych wątpliwej jakości zagranicznych graczy (Pusica, Racotea, Milas itp.) lub wiekowych przeciętniaków (Oneto) to główne grzechy Hiszpana. Dodatkowo, płoccy fani do dziś nie mogą zrozumieć kilku decyzji trenera jak choćby pozbycia się Petara Nenadica. „Projekt Cadenas” zmierza w złym kierunku. Co najgorsze, wydaję się, że sam szkoleniowiec stracił już pomysł na dalszą przygodę. Oczywiście, wśród dziesiątek szczypiornistów przewiniętych przez Orlen Arenę znalazły się i „strzały w dziesiątkę” (Sego, Corrales, Zelenovic). Jeden z nich już odszedł, drugi odchodzi po sezonie. Zdarzały się również i imponujące wyniki jak zwycięstwo nad Barceloną, Flensburgiem czy z Veszprem. Ostatecznie jednak w drużynie pokroju Wisły wymagać powinno się tytułów, a nie pojedynczych zwycięstw. Gwoździem do trumny hiszpańskiego szkoleniowca jest fatalny bilans w starciach z odwiecznymi rywalami z Kielc (dwie wygrane i ~20 porażek). Jakby tego było mało, Hiszpan nie potrafi opanować swoich emocji podczas spotkania, co udowodnił chociażby w Hali Legionów. Po raz kolejny kretyńsko osłabił swój zespół. Czy Wisła Cadenasa może jeszcze coś osiągnąć? Płoccy fani są coraz bliżej stwierdzenia, że nie, a ja popieram ich w 100%. Ostateczna decyzja należy jednak do decydentów płockiej Wisły. Grunt pod stopami hiszpańskiego szkoleniowca osuwa się coraz gwałtowniej…

Z północy przenosimy się na żółto-biało-niebieski teren mistrzów Polski. W ekipie Talanta Dujszebajewa życie również nie jest usłane różami. 2 zwycięstwa, 2 remisy i 2 porażki, a w tym kompromitacja w Skopje nie zaspakajają olbrzymiego apetytu kieleckich kibiców. Cierpiący na „Syndrom Eksperta” co zbyt porywczy fani poza klubem widzą już Denisa Buntica, to właśnie w nim upatrując głównego winowajcę słabej postawy kielczan. Fakt, Chorwat ostatnimi czasy gra wręcz fatalnie, lecz pikująca forma Buntica utrzymuje się od dłuższego czasu. Dodatkowo, Klub poinformował, iż Denis zmagał się z kontuzją łokcia. Tak czy inaczej wydaje się, że czas chorwackiego rozgrywającego w barwach Vive dobiega końca, miejmy nadzieję jednak, że pokaże on jeszcze kieleckiej Hali Legionów na co go stać… Cieszyć może za to postawa biało-czerwonej części kadry Vive Tauronu Kielce. Szmal, Bielecki, Tkaczyk, a w szczególności Jurecki początek obecnego sezonu mogą zaliczać do udanych. Jeżeli utrzymają tą formę do stycznia, emocje będą gwarantowane. Niepokoić może zaś regularna nieskuteczność Julena Aginagalde. Choć ma on niezwykłą łatwość w znajdowaniu pozycji, denerwować mogą jego rzucające się w oczy problemy z umieszczeniem piłki w siatce. Biorąc pod uwagę całokształt pierwszych dwóch miesięcy nowej kampanii dla żółto-biało-niebieskich, można mieć mieszane uczucia. Kilka fantastycznych batalii przeplatanych frapującymi wpadkami. Największym utrapieniem mistrzów Polski jest jednak rozegranie oraz dziurawa jak ser obrona. Wiele zmieni powrót Mariusza Jurkiewicza, a z dnia na dzień coraz bardziej prawdopodobny jest również transfer Deana Bombaca. Dokładając do tego mniemane wzmocnienie prawej połówki II linii (za Buntica), kielczanie powinni rozwijać się w dobrym kierunku. Obecne Vive wydaje się być słabsze od tego z majowego turnieju w Kolonii, sezon jednak dopiero się rozkręca i nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu. Z pomocą kibiców Vive i w tym roku zawędrować może na sam szczyt europejskiego szczypiorniaka.

Dzięki zwycięstwu w sobotnim spotkaniu mistrzowie Polski objęli prowadzenie w tabeli PGNiG Superligi oraz chociaż częściowo zmazali plamę po porażce w Skopje. Wisła poległa zaś w kolejnym spotkaniu z silnym rywalem, a najbliższa przerwa reprezentacyjna powinna być czasem na zintensyfikowane refleksje w sztabie Nafciarzy. Do gry wracamy już za 2 tygodnie, czasu na ewentualne zmiany jest naprawdę niewiele. Na inaugurację Vive pojedzie do Danii, Wisła ugości Beskitas. Liczymy na nowe, lepsze rozdanie dla polskich ekip. W październiku zabrakło sportowego fartu. Być może teraz zwycięska karta będzie po naszej stronie…

Więcej moich prac również na portalu mim24.pl!


pubsport.pl