Sąsiedzi mają złote dziecko

Sukces można próbować osiągnąć na różne sposoby. Można iść jak huragan po trupach, poświęcać wszystko, rzucać się przez zatłoczoną autostradę, licząc, że jakoś się uda dojść na drugą stronę. Tak czynił, przedstawiony wczoraj, Wawrinka. No i przebiegając, trafił na walec w postaci Federera, przez co stracił kolejną szansę na prawdziwy wielkoszlemowy sukces. – Niektórzy traktują tenisa zbyt poważnie. Ludzie, to tylko gra! Ja mówię Aleksandrowi przed wyjściem na kort: Baw się dobrze. I on to robi – zachwyca się Jack Reader, trener Aleksandra Dołgopołowa, największej niespodzianki tegorocznego Australian Open.

Przeciwieństwo Wawrinki. Chodząca sympatyczność. Na korcie naprawdę się bawi, ale przy tym ciężko i rzetelnie pracuje, co zaprowadziło go do ćwierćfinału, gdzie jest jedynym nierozstawionym zawodnikiem. Otaczają go wielkie, jednoosobowe korporacje, które zalotnie uśmiechają się z co trzeciego bilbordu od Seattle po Ho Chi Minh. Nadal, Federer, Ferrer, Djoković, Berdych – każde z tych nazwisk nawet niedzielni kibice znają od wielu lat. A Dołgopołowa oprócz garstki zatwardziałych radykałów, nie uznających innych sportów od tenisa, znają ludzie maksymalnie od roku.

Jeszcze niedawno Ukrainiec był w rankingu na 365 miejscu. Choć żółtą piłeczkę miał w genach od małego, do tego stopnia, że zrosła się z nim, zastępując jabłko Adama, przebić się do czołówki i tak nie było mu łatwo. Jego ojciec, Oleksandr Dołgopołow również był profesjonalnym zawodnikiem. Jego synek jeździł czasami po świecie na różne turnieje. Gdy miał 10 lat odbijał kilka piłek ze słynnym Jimem Courierem. Później jego ojciec trenował najbardziej znanego ukraińskiego zawodnika – Andrieja Miedwiediewa, ostatniego ćwierćfinalisty Australian Open z tego kraju. Było to w 1995 roku.

Papa zadbał, by synowi szybko przytroczyć rakietę do głowy. Od trzeciego roku życia Oleksandr jr. trenował. Ojciec prowadził go do 2007 roku, ale później nie było łatwo znaleźć dobrego trenera. Nastolatek jeździł po Europie na różnego rodzaju pomniejsze turnieje, gdzie czasami odnosił sukcesy. Gdy miał 17 lat, we Włoszech zobaczył go rzeczony Reader, niegdysiejszy australijski tenisista, który… nie wychylił nigdy nosa powyżej ósmej setki rankingu. – To dziecko ma największy talent na świecie – miał powiedzieć o chłopaku z Kijowa.

2009 rok był przełomowy, bo Dołgopołow zadzwonił do Readera, chcąc, by ten go prowadził. Szkoleniowiec, który wprowadzał do gry w tenisa młodych Włochów, zgodził się, bo miał już o zawodniku jak najlepszą opinię. Początkowo uczył go przez… skype’a i wysyłanie maili, ale z czasem wrócił do rytmu życia, który znał z zawodniczej kariery i zaczął z graczem jeździć po świecie. W AO 2010 tenisista jeszcze nie zaistniał. Pojawił się dopiero we French Open, gdzie doszedł do trzeciej rundy. W maju, przed Wimbledonem, zmienił dane osobowe. Z Oleksandra Dołgopołowa juniora, stał się Alexandrem Dołgopołowem. W Londynie doszedł do drugiej rundy, zaś w US Open jedynym sukcesem był awans do turnieju głównego.

Przez cały 2010 rok awansował o ponad sto miejsc w rankingu! W lipcu był już na 39. miejscu. Reader z Ukraińcem zrobili sporo, by następny sezon był jeszcze bardziej wyjątkowy. W tym celu wcześnie pojechali do Australii, aby przyzwyczajać zawodnika do tamtejszej strefy czasowej i upału. Pierwszy raz dał o sobie znać, eliminując w trzeciej rundzie Jo-Wilfrieda Tsongę, finalistę sprzed trzech lat. Jednak prawdziwą sensacją, było pokonanie w kolejnej fazie turniejowej czwórki – Robina Soderlinga. W pięciosetowej batalii, Szwed był podenerwowany i spięty. A Dołgopołow dobrze się bawił.

– Stał się dobry, szybciej niż myślałem. Przygotowywałem go głównie na French Open, gdzie lubi grać, a eksplodował już tutaj. Teraz prezentuje jakieś 60-70% umiejętności – twierdzi Reader. Jeśli wie, co mówi, to mamy narodziny gwiazdy. A, że zna się na tenisie pokazał już kilka lat temu, gdy wróżył nieznanemu nastolatkowi wielką karierę. W Australii byłego tenisistę z Adelaidy nazywają trenerem z buszu, ale on się tym nie przejmuje. – Nie każdy szkoleniowiec był w przeszłości wielkim zawodnikiem – broni się. Pokonanie Andy’ego Murray’a w ćwierćfinale nie jest możliwe? Soderlinga też nie było.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl