Schlieri wygrał z rywalami i z wiatrem

60. Turniej Czterech Skoczni przeszedł do historii. Nie tylko ze względu na fakt, że był jubileuszowy. Może niekoniecznie dlatego, że całe podium zajęli Austriacy, ale pewnie głównie przez wiatr, który odgrywał znaczącą rolę przez niemal cały cykl i konsekwencje, jakie przez to nastąpiły.

Oliwy do ognia dodały jeszcze punkty za warunki wietrzne, przez co jak na dłoni można było stwierdzić, czy dany skoczek miał szczęście i mu podwiało, czy też jednym z powodów jego niepowodzenia był przeszkadzający wiatr. Zgadzam się, że zawody w Innsbrucku były szalone, ale nie doszukiwałbym się żadnych teorii spiskowych związanych z pozwoleniem na start Daikiemu Ito, czy Kamilowi Stochowi. Moim zdaniem ci zawodnicy mieli pecha – zostali puszczeni w dobrych warunkach, a podczas np. najazdu na próg najzwyczajniej się zmieniły na niekorzyść. Wiem, że nas to bardzo boli, bo była szansa, by osiągnąć coś niesamowitego, ale takie rzeczy w sporcie się zdarzają – raz się ma szczęście, innym razem nie.

Organizatorzy podejmowali kilka decyzji, które wywoływały burzę w mediach. Na pewno taka powstała, gdy zrestartowano 1. serię w Oberstdorfie. Mam tylko takie pytanie do FISu: Jeśli rzekomo ten nowy system punktacji jest taki dobry, to czemu rozpoczęto jeszcze raz pierwszą rundę?! Przecież punkty powinny zrekompensować niekorzystne warunki wietrzne! Co powinni zrobić w Innsbrucku? Nie wiem. Warunki były tak denerwujące, że ciężko byłoby o jakąkolwiek dobrą decyzję. A w Bischofshofen? Odwołać serię finałową od razu. Tylko stracili na tym fani „Jaka to melodia?„, „Wieczorynki” i biathlonu…

Turniej wygrał Gregor Schlierenzauer i nie ukrywam, że cieszę się z tego, bo mu kibicowałem. Austriak od początku sezonu prezentuje wysoką formę i jest jednym z bardzo niewielu, którzy mają szansę na wygranie Pucharu Świata. Gregor nie oddawał raczej równych skoków, ale co najmniej jeden z nich zawsze miał fenomenalny.  Nie straszny mu był wiatr, robił swoje. Dzięki tym rezultatom wspiął się na pozycję wicelidera PŚ – depcze po piętach Kofiemu i odskoczył znacznie od Bardala.

Andi Kofler oddawał skoki „tylko” bardzo dobre (z wyjątkiem ostatniego) i dlatego wylądował dopiero na trzecim miejscu podium. Drugie miejsce przypadło Thomasowi Morgensternowi, który miał sporo szczęścia, że się tu znalazł. Z pewnością bardzo pomogło zwycięstwo na Paul-Ausserleitner-Schanze, bo w drugim i trzecim konkursie cyklu nie poszło mu tak dobrze. Sposób punktacji TCS okazał się jego sprzymierzeńcem.

Bardzo niewiele brakowało do 3. miejsca Andersowi Bardalowi, który regularnie zagraża Austriakom w walce o najwyższe lokaty. Jednakże nie wyszły mu do końca zawody w Niemczech i nie liczył się w rywalizacji o wygraną. Kto wie, jak by się to wszystko potoczyło, gdyby II seria w Bischofshofen doszła do skutku?

Nie mogę jednoznacznie określić się, co do oceny Kamila Stocha w tym cyklu. Myślę, że dał z siebie tyle, ile był w stanie, a nawet gdyby nie było tego pecha w pierwszym i trzecim konkursie, to według mnie nie nawiązałby walki o wygraną Turnieju. O podium także byłoby ciężko. Pozostali nasi reprezentanci… słabo, żeby nie powiedzieć przeciętnie. Mały plus dla Macieja Kota, który chociaż dwa razy załapał się do trzydziestki. Reszta do poprawy. I to szybko, bo już za dwa tygodnie Zakopane!

Dla mnie postacią TCS 11/12 spoza podium (lub Austrii – jak kto woli) był Daiki Ito. Japończyk wyraźnie trafił z formą na tę imprezę. Początek sezonu miał niemrawy – miejsca w drugiej 10., a tutaj, gdyby nie wiatr w Innsbrucku, byłby w stanie walczyć o podium całego cyklu.

Zdecydowanie rozczarowali Niemcy. Nie myślę tu nawet o Freitagu, czy Freundzie, ale przede wszystkim o ich starszych kolegach z Martinem Schmittem na czele. Powiedzmy sobie szczerze: są bez formy i widzieliśmy to wyraźnie. Najwidoczniej pewna era się kończy i trzeba tam coś zmienić. Chyba jednak na razie nie przejmują się tam zbyt mocno, bo mają wspomnianą dwójkę. Losy kadry będą więc zależeć od ich występów.

Pomimo wszystkich kontrowersji, najbardziej ekcytowały mnie zawody w Innsbrucku. Przez szkołę musiałem je obejrzeć z dniowym opóźnieniem, ale skuteczna „izolacja od świata” pozwoliła mi przeżyć duże emocje. Dużo pięknych, dalekich skoków i fantastyczna atmosfera spowodowały, że najfajniejszy dla mnie był ten trzeci konkurs w kolejności. Do pełni szczęścia zabrakło… wiemy czego…

Co dalej? Kolejny okres oczekiwania na wielką imprezę – MŚ w lotach. Pierwsze przetarcie już za tydzień w Tauplitz. Już poczułem ten sezon, pojawia się u mnie taka wewnętrzna radość z trwania tego sezonu. Dobrze się złożyło, bo za kilkanaście dni przywitamy skoczków w Stolicy Polskich Tatr. Ciekaw jestem, ilu przybędzie fanów na trybuny Wielkiej Krokwi. Jednocześnie bardzo żałuję, że znów nie będzie wśród nich mnie…

PS. Obrazkiem Turnieju zdecydowanie Walter Hofer przy pracy na rozbiegu 🙂


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl