Seahawks Gdynia obronili mistrzostwo Polski w futbolu amerykańskim

Drużyna Seahawks Gdynia wygrała we Wrocławiu z Panthers Wrocław 28:21 i obroniła tytuł mistrzów Polski w futbolu amerykańskim. X Superfinał PLFA oglądało 14 tysięcy widzów. 

Ze względu na wyniki w sezonie zasadniczym faworytami spotkania byli zawodnicy z Wrocławia, którzy w tych rozgrywkach nie zaznali porażki w jedenastu występach, po drodze do finału pokonując dwukrotnie  m.in. broniących tytułu gdynian.

Wyświechtane futbolowe porzekadło mówi, że finał rządzi się swoimi prawami i to potwierdziło się w sobotni wieczór na Stadionie Miejskim we Wrocławiu. Potwierdzenie znalazła też stara futbolowa prawda głosząca, iż to defensywa wygrywa mistrzostwo. Obrona Seahawks i formacje specjalne tego zespołu były tym, co pozwoliło pokonać Panthers. Początek starcia zapowiadał bowiem kolejny pogrom w wykonaniu ekipy z Wrocławia. Już w pierwszej akcji ofensywnej Grzegorz Mazur odebrał długie podanie i po pokonaniu kolejnych kilkudziesięciu jardów dał prowadzenie swojej drużynie. Wkrótce potem kolejny „big play” – kiludziesięciojardowy bieg Simsa przybliżył Pantery do drugiego przyłożenia. Defensywa rywali zastopowała jednak ten drive, a na dodatek zablokowała próbę kopnięcia za trzy punkty. Pierwsze przyłożenie dla gdynian to także zasługa obrony – Arkardiusz Cieślok złapał piłkę zgubioną 8 jardów prze własnym end zone przez zawodnika Panthers i dobiegł z nią do pola punktowego. Do przerwy na tablicy widniał wynik 7:7.

Początek drugiej połowy ponownie do wrocławian – Kayle Isreael znalazł w end zone Tomasza Dziedzica i po chwili zrobiło się 14:7. Odpowiedź na to wydarzenie przyszła od formacji specjalnej Seahawks. Po dobrym puncie błąd popełnił Tomasz Dziedzic, który dotknął spadającej piłki, czym dał rywalom szansę na przechwycenie jej zaledwie 16 jardów przed strefą punktową. Gdynianie skorzystali z prezentu w stu procentach – przyłożenie akcją biegową zdobył Angelo Pease.

Jedna z kluczowych akcji Superfinału miała miejsce 5 minut przed końcem III kwarty. Dobry drive ofensywy Panter został brutalnie zatrzymany przez defensywę Seahawks – obrońcy znad morza dosłownie wyrwali piłkę z rąk biegnącego z nią Marcusa Simsa i „wpuścili” na boisko swój atak. Zakończyło się to krótkim biegiem po przyłożenie w wykonaniu Micaha Browna na początku IV kwarty. Po tej akcji i podwyższeniu Gdynia prowadziła 21:14.

Wrocławianie nie zamierzali się poddawać, ale znów zostali boleśnie sprowadzeni na ziemię przez obrońców Seahawks – 7 minut przed końcem w rzut Israela w pole punktowe został przechwycony. To nie był koniec emocji tego dnia, ale przyjezdni z Gdyni nie dali sobie już wydrzeć wygranej. Seahawks dobrze „zarządzali” czasem mając piłkę w posiadaniu i zdołali podwyższyć na 28:14 na nieco ponad 1 minutę przed końcem (kolejny bieg Pease’a). Warto odnotować, że chwilę wcześniej szkoleniowcy ekipy z Pomorza podjęli spore ryzyko i nakazali swojej ofensywie zagrać w sytuacji 4&7 na 39 jardzie przed polem punktowym. To zagranie okazało się udane i ostatecznie odebrało rywalom nadzieje na odmienienie losów pojedynku. Stać było ich jeszcze tylko na jedno przyłożenie 17 sekund przed ostatnim gwizdkiem sędziego Damiana Jurzyka.

Panthers Wrocław – Seahawks Gdynia 21:28 (7:0, 0:7, 7:7, 7:14)

Skrót meczu:

 

fot. Anna Cis


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/