Seedorf zagwozdką Milanu

Clarence Seedorf to osobowość skomplikowana. Jest oczywiście wybitnym piłkarzem, przy którego nazwisku lubimy odnotować, że wygrał Ligę Mistrzów łącznie czterokrotnie z trzema różnymi klubami, lecz nie stroni również od innych form poszerzania swoich horyzontów. Na dzień dzisiejszy jest jednak przede wszystkim wielką niewiadomą dla kibiców i zarządu AC Milan.

Poza futbolem

W ramach wspomnianego we wstępie poszerzania swoich horyzontów Clarence Seedorf preferuje głównie sport, acz robi od tego wyjątki. Jest współwłaścicielem klubu piłkarskiego AC Monza Brianza, którego barwy przywdziewali niegdyś m.in. Alessandro Costacurta, Christian Abbiati, Luigi Di Biagio czy Patrice Evra, założył fundację Champions for Children, działającą na rzecz biednych dzieci, widnieje wśród ambasadorów fundacji Nelsona Mandeli jako „Legacy Champion”, czyli filantrop propagujący edukację poprzez sport, zakupił motocyklowy team Valsir Rancing, przewodzi sportowej firmie menedżerskiej „On International”, ale także ma swoją restaurację. Niewielu jest sportowców, a zwłaszcza piłkarzy aż tak prężnie działających poza granicami swej dyscypliny. Owszem jest zjawiskiem zauważalnym, że co poniektórzy spośród tych, którzy osiągnęli sukces, sposobią się do niesienia pomocy potrzebującym bądź inwestowania pieniędzy, lecz nieczęsto zdarza się ktoś, prowadzący tak wyważoną, przemyślaną i szeroko zakrojoną politykę. Nasuwa się tylko pytanie, na co to jest dowód w kontekście zakończenia przez Holendra kariery piłkarskiej. Czy zdecyduje się na kolejne wyzwanie i zostanie trenerem, czy odda się dotychczasowym zajęciom?

Wciąż piłkarz

Póki jednak Clarence Seedorf kariery piłkarskiej nie zakończył i kończyć po obecnym sezonie nie ma zamiaru, to należy zastanowić się, gdzie zakotwiczy w przyszłych rozgrywkach. Wszakże jego kontrakt z AC Milan obowiązuje do czerwca br. Temat jest tym bardziej interesujący, ponieważ internacjonał z Mediolanu przeżywa ostatnio renesans formy. Pomimo że wielu postawiło już na nim krzyżyk, zawziął się i udowodnił, że jest w stanie grać jak chociażby w 2007 roku, kiedy to prowadził Milan do triumfu w Lidze Mistrzów (pamiętne zwycięstwo 3-0 w półfinale z Manchesterem United i jego zjawiskowy występ). Udowodnił to przede wszystkim w spotkaniach z Interem i Fiorentiną. Znowu po boisku biegał piłkarski wirtuoz, geniusz i profesor w jednej osobie. Za oba te występy został uhonorowany miejscem w jedenastce kolejki i sprawił nie lada zagwozdkę klubowym działaczom. Pierwotnie wszystko wskazywało bowiem na to, że po sezonie Clarence Seedorf odejdzie z Milanu i spędzi jeszcze rok bądź dwa w zespole o mniejszym potencjale. Nie możemy przecież zapominać, że w ostatnie prima aprilis skończył 35 lat. Jednak temat przedłużenia z nim kontraktu na San Siro momentalnie odżył, podsycony dodatkowo informacjami o zainteresowaniu zawodnikiem Corinthians. W transakcji pośredniczyć miałby Ronaldo, co może okazać się języczkiem u wagi. Sam Seedorf zachowuje na razie spokój i zapewnia, że myśli kieruje tylko w stronę tegorocznego scudetto z Milanem. Przyciskany do mury zdradza zarazem, że na brak ofert, tak z Brazylii, jak i również innych państw, nie narzeka, przy czym pierwszeństwo zostawia Milanowi. Piłeczka jest więc po stronie Adriano Galliani’ego. Problem w tym, że w Mediolanie głosy są mocno podzielone. Nie ma pewności co do dyspozycji Holendra w sezonie 2011/12, a zwykł on przecież w ostatnich miesiącach miewać niepokojące przestoje. Ponadto trzeba liczyć się z wysokimi wymagania finansowymi gracza i rezygnacją z nowego środkowego pomocnika. Czy warto zatem trzymać miejsce w środku pola zespołu dla 35-letniego Clarence’a Seedorfa?


pubsport.pl