Sekretarz PZLA Piotr Długosielski ocenił MŚ w Sopocie

Adrenalina związana z halowymi mistrzostwami świata w Sopocie już opadła, więc można spokojnie ocenić całą imprezę. Myślę, że wysoko postawiliśmy poprzeczkę organizatorom kolejnych czempionatów – mówi Piotr Długosielski, sekretarz Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, a przed laty reprezentant Polski w biegu na 400 metrów.

Jak na chłodno podsumuje pan mistrzostwa w Ergo Arenie?

Bardzo udane pod każdym względem. I organizacyjnym, i dyplomatycznym, i sportowym. Była okazja do rozmów z przedstawicielami najwyższych organów IAAF-u oraz European Athletics, a także prezydentami innych krajowych federacji. Przede wszystkim jednak cieszy sukces sportowy, który dla niektórych mógł być lekko zakłócony przez dyskwalifikację Marcina Lewandowskiego. Podstawa do wykluczenia była, choć jego zachowanie w żaden sposób nie wpłynęło na końcową kolejność. Niestety takie są przepisy i sędziowie byli nieubłagani. Ogromnie nas cieszy, że było biało-czerwono na trybunach, gdzie kibice fantastycznie dopingowali, i na samej bieżni, gdzie Polacy również byli bardzo widoczni w większości konkurencji. Słowa podziękowania należą się wszystkim bez wyjątku naszym reprezentantom, bo wszyscy walczyli z olbrzymim zaangażowaniem. To wszystko utwierdza nas w przekonaniu, że starania o organizację najważniejszych imprez mają sens. Widać, że jest potrzeba społeczna na przeprowadzenie halowych mistrzostw Europy w Toruniu w 2017 roku.

Jak pod względem formalnym prezentuje się obecnie kandydatura Torunia?

24 i 25 marca będziemy gościć w Toruniu wizytację European Athletics, która będzie oceniać poszczególne kwestie istotne z punktu widzenia organizacji mistrzostw – transport wewnętrzny i zewnętrzny, zaplecze hotelowe, wsparcie ze strony władz miasta czy opinię PZLA. Trzeciego maja we Frankfurcie odbędzie się natomiast taka już ostateczna prezentacja wszystkich miast-kandydatów: Torunia, Stambułu i Belgradu. Zaraz po tym poznamy miasto, które w 2017 roku będzie gościć najlepszych lekkoatletów Europy.

Jak w kuluarach oceniane są szanse Torunia na tle konkurencji?

Osobiście oceniam je na ponad 50 procent. Trzeba jednak docenić, że Stambuł także gościł wcześniej mistrzostwa świata, a Belgrad też bardzo starannie przygotowuje swoją aplikację. Kontrkandydaci są mocni, ale wydaje mi się, że jeśli Toruń nie popełni jakiegoś błędu w najbliższych tygodniach, powinien zwyciężyć. Ułatwieniem dla polskiego miasta z pewnością będzie fakt, iż zainstalowana tam na stałe szybka bieżnia została już sprawdzona przy okazji mistrzostw w Sopocie, gdzie była tylko wypożyczona. Myślę, że będzie to stanowiło duży atut dla Torunia, bo często jest tak, że zawody tej rangi organizuje się w halach wielofunkcyjnych i bieżnie instalowane są tam zwykle na ostatnią chwilę. A IAAF i European Athletics są bardzo wyczulone i chcą mieć pewność, że nie będzie żadnego malowania linii na ostatnią chwilę, ani innych tego typu podobnych zabiegów. Organizacja mistrzostw w Toruniu tylko pomoże nam w dalszym rozwoju lekkiej atletyki w Polsce. Mając już przyznaną kolejną dużą imprezę, łatwiej się działa. Dotyczy to zarówno rozmów ze sponsorami, jak i władzami państwowymi. Trudno o lepszą promocję dyscypliny…

W weekend bardziej się pan stresował jako współorganizator całego przedsięwzięcia czy też jako kibic i starszy kolega wielu walczących o medale zawodników?

Jako były zawodnik, kolega i kierownik reprezentacji, najbardziej przeżywałem kolejne starty, a szczególnie zamieszanie związane z dyskwalifikacją Marcina Lewandowskiego. Próbowaliśmy wpłynąć na decyzję sędziów, ale niestety bezskutecznie. Ogólnie dużo było takiej pracy, której z zewnątrz nie było może widać, ale dzięki niej kadrowicze mogli się skupić jak najlepiej na własnych występach.

Patrząc po notowaniach formy bukmacherskiej Fortuna, największy niedosyt przyniosły nam konkursy w skoku o tyczce…

Zarówno Ania Rogowska, która była ambasadorem mistrzostw, jak i Paweł Wojciechowski oraz Robert Sobera walczyli na miarę maksimum możliwości danego dnia. Do tej grupy trzeba jeszcze dodać Tomka Majewskiego, który również bardzo chciał stanąć na podium. Taki jest jednak sport – nigdy nie ma tak, iż wszyscy faworyci zdobywają medale. Na pewno, mimo wszystko, trzeba docenić niesamowity wysiłek całej wspomnianej grupy.

Pojawiło się za to wiele nowych twarzy…

W lekkoatletyce halowej nie mamy naszych największych atutów w postaci rzutów długich – młotem i dyskiem. Dlatego tym bardziej należy odnotować pojawienie się nowych postaci w skokach i średnich biegach. Ich występ bardzo cieszy w kontekście mistrzostw Europy w Zurychu, które odbędą się w połowie sierpnia. Bez udziału zawodników spoza Starego Kontynentu powinniśmy tam zanotować kolejny dobry występ. Podobny do tego z Barcelony sprzed czterech lat, gdy w klasyfikacji medalowej uplasowaliśmy się na piątym miejscu.

Nie licząc naszych medalistów, na kogo szczególnie warto zwrócić uwagę śledząc wyniki mityngów?

Bez wątpienia na Justynę Kasprzycką, która po raz kolejny najlepszy wynik w sezonie osiągnęła na imprezie mistrzowskiej. To jest bardzo dużą sztuką i dobrze rokuje na następne wielkie zawody. Marcin Lewandowski na pewno też będzie chciał sobie powetować brak medalu. Niespodziankę sprawił Adrian Strzałkowski, który wyrównał halowy rekord Polski w skoku w dal. Duży potencjał na przyszłość pokazała również Justyna Święty, czwarta w biegu na 400 metrów. Zwłaszcza, że nigdy wcześniej na tym dystansie Polki nie były nawet w finale halowych mistrzostw świata. No i nie zapominajmy o konkurencji mi najbliższej – w rywalizacji 4×400 metrów niedzielny uzyskany przez Polaków dałby „pudło” na poprzednich pięciu-sześciu mistrzostwach.

A jak wyglądają priorytety naszych kadrowiczów na najbliższe miesiące?

Docelową imprezą stały się teraz dla nich sierpniowe mistrzostwa Europy w Zurychu. Dla nieco młodszych zawodników głównym startem będą lipcowe mistrzostwa świata juniorów w Eugene. Poza tym w maju czeka nas jeszcze nowe wydarzenie, które nie ma wprawdzie statusu mistrzowskiego, ale jest dla nas niezwykle ważna. Chodzi o międzynarodowe zawody sztafet, które IAAF zorganizuje w Nassau na Bahamach. Oprócz tych „klasycznych” sztafet, jak 4×100 czy 4×400 metrów, przewidziane są tam zmagania 4×800 czy nawet 4×1500 metrów. Polskę na pewno reprezentować tam będą „tradycyjne” sztafety, a ewentualny udział ośmiusetmetrowców będzie zależał od planów szkoleniowych naszych czołowych zawodników.

źródło: inf. prasowa


pubsport.pl
Pubsport.pl
Pubsport.pl - wiadomości sportowe i publicystyka. Zapowiedzi i podsumowania meczów piłki nożnej, tenisa, sportów zespołowych oraz zimowych. Relacje na żywo! Wpadnij pogadać o sporcie!
http://www.pubsport.pl/