Serbia w euforii! Francja płacze! Oto magia Pucharu Davisa

Piękny sen Serbii trwa dalej. Był pierwszy w historii ćwierćfinał, potem półfinałowe zwycięstwo nad Czechami (przegrywali 1:2) i wreszcie wielki triumf na Francuzami i Puchar Davisa 2010 należy do Serbii! To nie sen, to rzeczywistość! Francuzi za to czują się jak w najgorszym koszmarze.

Serbia po nadspodziewanie gładkiej wiktorii Viktora Troickiego nad Michaëlem Llodrą oszalała z radości, za to we Francji wielka rozpacz. Jak można było przegrać finał po wygraniu gry deblowej? Przecież od 1981 roku tytuł bez wygrania gry deblowej zdobyły tylko dwa kraje: Rosjanie w 2002 roku (nomen omen po zwycięstwie nad Francuzami) i dwa lata później Hiszpanie (po pokonaniu Amerykanów). Serbowie do nich dołączyli jako ten trzeci kraj i zostali 13. państwem, które wywalczyło Puchar Davisa. I ta trzynastka w ich przypadku na pewno jest najszczęśliwszą liczbą.

Debel był wisienką na tym wielkim tenisowym torcie na zakończenie sezonu. Wyborną delicją. Najwytrawniejszym winem. Jeszcze raz zobaczyliśmy, jak pasjonującą grą jest debel. Tak grą, bo debel to zupełnie inna gra niż singiel, wcale nie gorsza, choć prestiżowo traktowana jedynie na Wyspach Brytyjskich i właśnie w Pucharze Davisa. Wspaniałe, gigantyczne widowisko, w trakcie którego Beogradzka Arena odleciała do cyberprzestrzeni. Znakomity doping Serbów i licznej grupy Francuzów bez jakiegoś większego chamstwa i agresji, był tylko jeden nieprzyjemny zgrzyt, ale cóż to jest w trwającym 4,5 godziny boju. Przedłużania między piłkami ogłuszającym dopingiem to przecież w Pucharze Davisa nic zdrożnego. Z jednej strony doświadczeni Michaël Llodra i Arnaud Clément, mistrzowie Wimbledonu 2007. Z drugiej świeżo upieczony deblowy mistrz Finałów ATP World Tour (w parze z Danielem Nestorem) i nowicjusz w tym gronie Viktor Troicki. Serbowie prowadzą 2:0 w setach, ale Francuzi nie spuszczają z tonu. Wspaniałe, zapierające dech w piersiach wymiany z obu stron, popisy przy siatce, niesłychane returny, efektowne smecze, ofiarność w defensywie, nieprawdopodobne kontry. Dynamiczna gra, a oni czasem rozgrywali tak długie wymiany, że człowiek łapał się za głowę po kolejnych chwytanych przy siatce piłkach, raz przez jednych, raz przez drugich. Pełną relację z tego epickiego deblowego maratonu przeczytacie tutaj, w dziale tenisa Sportowych Faktów relacje ze wszystkich gier tego pasjonującego finału.

W niedzielę ten sam Troicki zadał decydujący cios. Świetnym zmysłem taktycznym wykazał się kapitan Serbów Bogdan Obradović, który na ostatnią grę wystawił Troickiego zamiast Janko Tipsarevicia. Za to nos zawiódł Guy Forget, bo bohater deblowej gry Llodra, na którego postawił zamiast na Gillesa Simona rozczarował na całej linii. Nie był to ten sam Michaël, który czarował ledwie przed kilkoma tygodniami w Paryżu-Bercy (doszedł do półfinału eliminując Novaka Đokovicia). Był zestresowany i bardzo niepewny przy siatce. Trzeba jednak Troickiemu oddać co królewskie, że wspaniale returnował, cały czas posyłał płaskie piłki pod nogi i Llodra nie miał ani chwili wytchnienia. Szkoda mi Michaëla, wyraźnie nie wytrzymał ciśnienia i po gładkiej porażce przekreślającej francuskie marzenia płakał jak bóbr. Kibicowałem Francuzom, bo trzech z pięciu moich ulubionych tenisistów to właśnie reprezentanci Trójkolorowych (Richard Gasquet, Gaël Monfils i Jo-Wilfried Tsonga), ale takie jest życie. Wierzę, że ta porażka podziała na nich jak czerwona płachta na byka i Francuzi czekający na tytuł od 2002 roku w końcu wzniosą Puchar Davisa. Wreszcie mają wspaniałych tenisistów tworzących zgraną paczkę, choć porównywanie ich już do słynnych muszkieterów to duże nadużycie, oni dopiero mogą się nimi stać.

Nie zawiódł lider Serbów Novak Đoković, który kończy ten magiczny rok w Pucharze Davisa z bilansem 7-0 w singlu. Bez straty seta pokonał Gillesa Simona i w niedzielę wyrównując na 2:2 lidera Francuzów Gaëla Monfilsa. Nole stwierdził, że to jeden z największych sukcesów w historii serbskiego sportu. Trudno nie przyznać mu racji. Wojownicy w Beogradzkiej Arenie pokazali charakter, nie pękli po przegranym epickim deblu i dzień później z przygnębienia przeszli w stan euforii, bo ani przez moment nie stracili wiary. Z jednej strony Serbowie skaczący sobie w ramiona i będący w amoku Troicki, który jak sam mówi: „Ciągle w to nie wierzę. Chcę powiedzieć, prawdopodobnie jutro albo za kilka dni zacznę odczuwać te emocje po wygraniu Pucharu Davisa”. Z drugiej strony płaczący Llodra i pocieszający go Guy Forget oraz koledzy. Takie właśnie niesłychane emocje wzbudza Puchar Davisa. Wszyscy chcą wznieść się w przestworza i odnaleźć tą magię i mistycyzm towarzyszące aurze rywalizacji o Puchar Davisa. To jest właśnie piękno sportu, w którym można odnaleźć wszelkie możliwe uczucia. Viktor Troicki, Novak Đoković, Nenad Zimonjić, Janko Tipsarević – oni są wielcy i takimi pozostaną na zawsze nie tylko dla Serbów. I niech mi nikt więcej nie pisze głupot w stylu, że Puchar Davisa to puchar bez znaczenia, bo chyba chcielibyśmy, aby kiedyś Polacy mieli szansę walki o to „bezwartościowe” trofeum.


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl