Sezon ogórkowy 2011. Zwiastun.

Czy będzie tak jak co roku? Czy wobec przymusowego braku emocji czysto piłkarskich media w Polsce, we Włoszech albo w Niemczech, a w szczególności nieocenione w takich momentach tytuły jak „Fakt”, „Super Express”, „La Gazetta dello Sport” no i oczywiście „Der Spiegel” oraz „Bild” staną na wysokości zadania? Czy podołają wyzwaniu, które co 6 miesięcy rzuca terminarz? Czy kibice naszej Ekstraklasy mogą się nie obawiać wakacyjnej nudy?

Spokojnie, odetchnijmy głęboko, bo będzie dobrze. Już to czuć. To, że będzie ok. Możemy śmiało i bez obaw uznać, że podczas, gdy piłkarze znikną z boisk i rozjadą się po ciepłych krajach w ramach zasłużonych urlopów, my (kibice) nie będziemy się nudzili.

Minęła ledwie połowa kwietnia, a my otrzymujemy już pierwsze sygnały, że będzie gorąco. Otóż w doniesieniach prasowych już zaczęły się pojawiać pierwsze zwiastuny tego, co nas będzie czekać latem, w kategorii – transfery. Zdajecie sobie sprawę z tego co się będzie w te wakacje działo? Już jedno jest pewne – piłkarze z drużyn Ekstraklasy i Polacy z klubów zagranicznych będą obiektem pożądania uznanych firm z najwyższej europejskiej półki. Skąd ta pewność? Z dwóch powodów. Pierwszy i podstawowy jest taki, że nie możemy zaprzeczyć, że mamy zarówno w lidze jak i za granicą kilku zawodników, o których można śmiało powiedzieć, że mogą być gwiazdami wszędzie – i w Premiership i w Primera Division i w Serie A – to nie podlega dyskusji. Drugi powód mojej pewności to są suche fakty – mam tu na myśli chociażby ostatnie przecieki z Turynu, według których Juventus ma wielką chrapkę na Grzegorza Sandomierskiego z Jagiellonii Białystok. To jest oczywisty sygnał, który oznacza jedno – wystartowali panowie od futbolowych hot newsów (o właściowściach wstrząsająco-szokujących z gatunku football-transfers-fiction). Jagiellonia Białystok, Ekstraklasa, Serie A, Juventus Turyn, Gianluigi Buffon, La Gazzeta dello Sport, gotówka 1.5 mln euro – spinamy te wszystkie wyrażenia w klamrę i pierwsza myśl jaka nam się nasuwa, pierwsze skojarzenie to oczywiście \kubeł zimnej wody dla polskich dziennikarzy i dobry psychiatra dla włoskich\ nasz bramkarz – Grzegorz Sandomierski. Proste i logiczne. Fajnie, naprwde fajnie się zaczyna robić. Jedziemy dalej i mamy już oficjalne stanowisko … władz Jagiellonii. A jak! A co to! Lecimy z głosem klubu, a konkretnie samej pani Dyrektor Zarządzającej Agnieszki Syczewskiej, która ewidentnie coś wie, ale nie chce powiedzieć (może prowadzone są jakieś inne, tajne negocjacje z Milanem albo Bayernem?).
Pani Agnieszka owija wyraźnie w bawełnę mówiąc:

” Nie mogę potwierdzić zainteresowania.”

Czy na pewno bez powodu używa zwrotu „nie mogę”. Coś tu kręci. Dalej już sama się zamotała w swoich ściemach i dodaje:

” Nie otrzymaliśmy dotąd żadnego sygnału od działaczy włoskiego klubu (…) w przypadku oferty polski klub na pewno zasiadłby do rozmów na temat transferu.”

Sygnał od działaczy nie jest nikomu potrzebny do podpisania umowy – tak? – tak! Mydlenie oczu – nic więcej. A dalej już mówi, że chętnie pogadają jak otrzymają ofertę. Ani słowa zaprzeczenia, że już otrzymali takową – zaprzecza za to otrzymaniu jakiś sygnałów. Kogo obchodzą jakieś „sygnały” jak jest oferta? A oferta pewnie jest, tylko Grzegorz musi pamiętać o jednej istotnej sprawie – już raz Jagiellonia „paliła franka” w analogicznej sytuacji. Sandomierski niech sobie przypomni, a jak nie pamięta to może się zapytać Krzysztofa Króla o to jak on został oszukany przez klub z Białegostoku. Nie tak dawno temu grał w Jagiellonii, do której wpłynęła oferta z włoskiej Serie A. Były obrońca Realu Madryt jednak nie przeniósł się do Palermo, bo działacze klubowi do tej pory nie chcą się przyznać do tego, że Włosi chcieli go kupić. Ich bezczelność i brak szacunku są tym bardziej obrzydliwe, że przecież Król na własne oczy widział na faksie pismo z Włoch. Do dziś wszyscy w klubie na pytanie co się stało z ofertą odkupienia kolegi Raula Gonzaleza kręcą głowami i trzymają się wersji, że oferta nie wpłynęła. Coś mi się wydaje, że jednak wpłynęła i to zarówno wtedy jak i teraz. Oby znów nie udawali, że nie wiedzą o co chodzi. Chyba jednak nie będzie powtórki z Króla, bo pani Dyrektor deklaruje w swoim oficjalnym dementi w sprawie „sygnałów”, zdolność do podjęcia dialogu. Dziś też się okazało, że Sandomierski już miał jedną ofertę z klubu z zagranicy. Tym razem jednak wygląda to zgoła odwrotnie niż u Króla – on nie wiedział o sprawie (nie widział pisma z Malagi), ale widzieli je natomiast działacze. Tyle że odrzucili propozycję sprzedaży zawodnika za … marne 1 mln euro. Cena minimum to jak mówią dzisiaj kwota o całe … 0,5 mln euro wyższa, czyli bagatela – jakieś 1,5 bańki euro.Przytoczone fakty dają jasny i wyraźny obraz tego, jak profesjonalnie w Białymstoku jest prowadzona polityka transferowa. Kolejny dowód na klasę w tej dziedzinie? Genialny sposób prowadzenia negocjacji na kilku frontach i rezultat znacznie przekraczający założony plan minimum w przypadku transferu Kamila Grosickiego. Kwota jaką wynegcjonowano dla nie jednego eksperta była niezłym szokiem – 900 tys. euro!! Kto by wcześniej ośmielił się głośno powiedzieć, że młody skrzydłowy odejdzie z Jagi za takie pieniądze? Dziś na podstawie kilku spotkań jakie zagrał w SuperLig wiemy, że zawodnik Sivass nie był wówczas tyle wart. Nie ulega wątpliwości więc fakt, że w Jagiellonii potrafią z korzyścią sprzedawać swoje gwiazdki, choć jak to w przypadku najlepszych bywa – trafiają się negocjacje zerwane, przegrane lub nieudane – Palermo i Krzyś Król – wówczas jednak jak zapewnia były piłkarz „Królewskich”, wszyscy w klubie udają, że nic się działo, „palą frana”, że nie wiedzą o co chodzi i wypierają się jakichkolwiek rozmów itd. Dobra, czyli w przypadku Sandomierskiego mamy już kilka zwrotów akcji – obśmiana oferta Malagi na 1 mln euro, przeciek po włoskiej stronie w sprawie przejścia do Juventusu i wzmianka ze strony polskiej (oficjalna) o kwocie 1.5 mln euro. Czyli co? Czyli będzie się jeszcze trochę działo w tej sprawie.

Nasze media zaczęły swój serial transferwo-przygodowy od bramkarza Jagi, ale przecież już dziś śmiało możemy powiedzieć, że w kolejce na swoje historie czekają nie mniej pożądani zawodnicy. Artjoms Rudnevs – gdzie tym razem (zimą pytały o niego m.in. Juventus, Arsenal, Barcelona, Udinese, Fulham) i za ile? Lech już w styczniu Anglików z Fulham i ich 7 mln euro zwyczajnie przecież wyśmiał. Czy padnie rekord? Kto wyrwie z Legii Warszawa jej największe dwa talenty – Macieja Rybusa i Ariela Borysiuka? Przecież pierwsze przecieki o zainteresowaniu gwiazdami Ekstraklasy już się pojawiły i mówi się o takich firmach jak Blackburn Rovers, Bolton Wanderers, West Ham United, Sunderland (ewidentnie młodzi Legioniści mają wyrobioną markę na Wyspach).

Nie zapominajmy o wspomnianym już w tekście Krzysztofie Królu, który przecież nie raz powtarzał, że nie chciał grać dłużej w MLS w Chicago Fire, bo chce się przypomnieć czołowym europejskim drużynom. Grał już w Realu, miał ofertę z Palermo (opisana powyżej) no i on sam przecież odmówił już raz gdy chciało go Newcastle United. Król powiedział Anglikom prawdę bez ogródek i prosto w oczy – zarówno drużyna Srok, jak cała zresztą Premiership są zbyt mało techniczne jak dla niego. Trudno chłopakowi nie przyznać racji, zwłaszcza że gra dziś w Bytomiu, w miejscowej Polonii.Jakub Rzeźniczak od lat ma oferty z francuskiej Ligue 1. Możliwe, że wreszcie Legia puści zawodnika – oczywiście za uczciwe pieniądze, czyli nie sądzę żeby chcieli za niego mniej niż 1.5 mln euro (tyle ponoć oferowali już kilka razy ludzie z Sochaux).

Pozostańmy na chwilę w stolicy tylko przenieśmy się z ul. Łazienkowskiej na ul. Konwiktorską, gdzie już sama postać Prezesa Janusza Wojciechowskiego jest gwarantem niejednej sensacji na rynku transferowym z udziałem piłkarzy zespołu Polonii. Adrian Mierzejewski może zostać rekordzistą pod względem wysokości zapłaconej za piłkarza Ekstraklasy kwoty. W styczniu były przymiarki różnych zachodnich ekip i nie odstraszały ich kolejne sumy pojawiające się przy nazwisku pomocnika w efekcie podbijania ceny przez J.W. Kolejnym zawodnikiem łączonym z najmocniejszymi ligami jest Artur Sobiech. Kto jeszcze z Polonii może zasilić jakiś wysoko notowany, prestiżowy zespół? Tomek Jodłowiec jakiś czas temu odrzucił już ofertę z Serie A – z Napoli. Jak by się zachował dzisiaj? Nie wiadomo. Ebi Smolarek, Łukasz Trałka, Maciej Sadlok i Tomasz Brzyski – ich nazwiska z pewnością również figurują w notatniku niejednego skauta.

Będzie na pewno serial z Tomkiem Bandrowskim w roli głównej pt. „Polski Keita odchodzi z Lecha”. Na brak ofert z najwyższej pólki nie będzie narzekał Kolumbijczyk Arboleda. Wojtkowiak i Kikut już w styczniu byli łączeni z drużynami z … Izraela. Kriwiec i Stilić zapewne mają już dość upierdliwych Włochów z AS Roma (nagabują Białorusina) i Szkotów z Celticu (nękają Stilića), a to nie jedyne kraje, z których non stop docierają przecież nawet już konkretne oferty.

W Widzewie może się nie udać zatrzymać na kolejny sezon (rundę) Darvydasa Sernasa. Blackpool ponowi zapewne swoją propozycję, a w Lechu chyba też woleliby Litwina od Ślusarskiego i Mikołajczaka. Ktoś trzeci z pewnością też się pojawi. Sernasa zapewne pamiętają Hiszpanie, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Tak więc może Primera Division? Jakaś Malaga, Almeria albo Osasuna? Kto wie(?), ale pewnie tak. Dość nieoczekiwanie w Łodzi i nie tylko, wszystkich może przyćmić transfer Łukasza Brozia do francuskiej Ligue 1, gdzie ponoć tylko na otwarcie okienka czekają działacze … AS Monaco.

Czyż nie szukuje się nam wspaniały sezon ogórkowy!? Czyż nie mamy do czynienia z wymarzoną sytuacją, w której nie ma nawet możliwości by mediom zabrakło nazwisk kolejnych potencjalnych bohaterów okienka letniego?

No i mamy przecież naszych emigrantów, którzy od dawna już nie zawodzą i co pół roku dają naszym (częściej) i zagranicznym (żadziej) mediom jakieś sygnały do kolejnych hitów z ich udziałem. Tomasz Kuszczak tym razem nie będzie już miał dylematu – być albo nie być zmiennikiem pierwszego bramkarza? Jego gehennę zakończy pewnie sir Ferguson, kupując de Geę i nie przedłużając już z Polakiem umowy. Zacznie się przymierzanie chłopaka do żelaznego zestawu drużyn chętnych do jego pozyskania, a mamy w nim niezmienie: Aston Villa, Tottenham, Bolton, Wigan, Cardiff i Zenit.

We Francji będziemy się ekscytowali dwoma reprezentantami kraju. Ireneusz Jeleń będzie już w Marsyli, by za chwilę jednak przedłużyć umowę z Auxeree. Następnego dnia Irka nie będzie już ani w Auxeree ani w Marsylii, a to dlatego, że do boju włączą się Żyrondyści z Bordeaux – wszyscy oczywiście na pierwszych stronach wykrzyczą, że Żeleń został Żyrondystą!! Po południu agent Jelenia zdementuje wszystkie newsy i zapowie datę ogłoszenia decyzji Jelenia (oczywiście data będzie zmieniana, bo będą grali na zwłokę). Finał finałów – wiadomo – kolejny rok w AJA.

Z Lille natomiast pogonią niestety Ludo Obraniaka. Wolfsburg kontra PSG – to będzie prawdziwa wojna o rozgrywającego polskiej reprezentacji.

Łukasz Fabiański to chłopak inteligentny i świadomy tego, że tak jak teraz, już nigdy by się nie powtyrzyła jego kariera i zdaje sobie sprawę z tego, że Arsenal to jest szczyt o jakim nigdy pewnie nie śnił i nie ma szans podczas ewentualnej zmiany klubu na zaineteresowanie ze strony drużyn tego formatu – wniosek(?) – nigdzie się z tamtąd nie ruszy, aż do momentu kiedy mu sami powiedzą out.
Wojciech Szczęsny to jest z kolei chłopak, który się nie boi żadnych wyzwań i jeżeli Wenger go wypuści to za grube miliony funciaków (w to wątpię). Raczej zostanie w Londynie i stanie się podstawowym zawodnikiem Kanonierów niż przyjmie oferty z Barcelony, Juventusu albo z Atletico Madryt.

No i wreszcie człowiek „od Smudy” – Przemysław Tytoń, który latem stanie przed bardzo trudnym wyborem pomiędzy Ajaxem Amsterdam, a PSV Eindhoven. A może zaskoczy wszystkich i wyjedzie z Holandii? Kluczowe znaczenie będzie miała tu porada jakiej udzieli mu na łamach „Faktu” nasz selekcjoner. Artur Boruc już jest jedną nogą w AS Roma, a drugą w Sevilla FC. Jerzy Dudek w nowym sezonie może zagrać dla Polonii Warszawa.

Nie wspomniałem jeszcze o tym kogo możemy spodziewać się w Lechii Gdańsk!! – już wyciekło do trójmiejskich mediów kilka nazwisk potencjalnego wzmocnienia (ma to być jeden piłkarz ale z prawdziwego TOPU, … no i już blisko emerytury, bo … kasa … wiadomo). Nazwiska jakie zaczęły padać w tej kwestii mogłyby sprawić, że sam J.W. i jego transfery Smolarków, Kokoszek i innych gwiazdek, poczułby się jak mały goły bobas – Szewczenko, Owen albo Henry!! – te nazwiska już padły na łamach lokalnej prasy w Trójmieście. Aż strach pomyśleć kogo jeszcze wyczają autorzy, tego bądź co bądź oryginalnego ale i odważnego jak na kwiecień newsa, jak się rozkręcą i jak słoneczko będzie mocniej grzać!!

Napewno kilka dni pośledzimy sobie przygody transferowe Kamila Kosowskiego, których finał jest dziś w miarę przewidywalny – Kosa niby nie chce już grać na Cyprze, niby chętnie zagrałby znów w Wiśle (byłby to jego … trzeci powrót), czyli zostanie do przejścia tylko kwestia ustalenia warunków umowy i badania medyczne, ale pewnie się to będzie jakoś dziwnie dłużyło i dłużyło, aż wreszcie Stan Valckx przedstawi Kamila jako zawodnika Wisły, albo … okaże się, że Kosowski przedłużał wszystko, bo czekał na propozycje z … Cypru i jednak tam zdecyduje się zostać. Saga na bity miesiąc dla prasy i serwisów internetowych gotowa.

Moim „Czarnym Koniem” na tego piłkarza, któremu media poświęcą najwięcej miejsca, czasu i fantazji nie jest jednak żaden z wymienionych wyżej zawodników. Coś mi się wydaje, że zarówno „Fakt” jak i „Super Express” zafundują nam przez dwa miesiące kogo innego. Mega Hitem pełnym zwrotów akcji i szeregu zainteresowanych drużyn z całego świata będzie moim zdaniem powrót na boisko byłego zawodnika Wolfsburga i Bayeru Leverkusen – Jacka Krzynówka!!! Zobaczycie! Takiego kąska w mediach nie odpuszczą! A że lato będzie długie i się wcześnie zacznie możemy mieć więc do czynienia z niejedną sensacyjną informacją w tej sprawie.

Zatem, bez obaw możemy pozwolić sobie na małą przerwę i odpoczynek od stadionów i transmisji telewizyjnych. Mamy jak nic zapewnioną inną, taką lekko wakacyjną właśnie, rozrywkę i będziemy się mieli czym ekscytować. Nie ważne jaki poziom wiarygodności będą miały serwowane hity i sensacje – my będziemy – w myśl zasady, że w każdej plotce jest źdźbło prawdy – żyli nimi i cieszyli albo umartwiali się nad ich bohaterami. To też jest urok piłki nożnej.

Przedstawione wydarzenia, postaci oraz wykorzystane nazwiska są całkowicie fikcyjne, a jakiekolwiek podobieństwo nazwisk, postaci lub wydarzeń do czegokolwiek i kogokolwiek jest zupełnie przypadkowe i niezamierzone.


pubsport.pl