Sezon rozpoczął się tak naprawdę w Lillehammer

Tyle się już wydarzyło w tym sezonie Pucharu Świata w skokach narciarskich, a wciąż zostało więcej niż mniej. Przed nami Turniej Czterech Skoczni, ale warto też na moment popatrzeć wstecz – na to, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach roku kalendarzowego.

Pierwszych konkursów – w Klingenthal i Kuusamo – w ogóle nie powinno się poddawać głębszym analizom. Po pierwsze dlatego, że był to sam początek sezonu. Po drugie organizowane były w bardzo trudnych i niesprawiedliwych warunkach atmosferycznych, których – po trzecie – nie zrekompensowały punkty za wiatr czy zmianę długości najazdu. Tak więc mimo miłego dla nas akcentu w postaci zwycięstwa Krzysztofa Bieguna nie biorę tamtych zawodów na poważnie. W podobnym tonie pisał u nas „ojciec redaktor”, Damian Ślusarczyk.

Prawdziwa rywalizacja rozpoczęła się dopiero na skoczniach olimpijskich w Lillehammer. Tam o miejscach zawodników przestała decydować pogoda, a zaczęły umiejętności. Jako pierwsi pazury wysunęli Niemcy. Na średniej skoczni cała startująca siódemka uplasowała się w pierwszej dwudziestce, a szóstka zdobyła punkty dzień później na dużym obiekcie. Mogły pojawić się obawy co do formy „Biało-czerwonych”, bo tak naprawdę nie odgrywali znaczących ról.

W Titisee-Neustadt już wszystko wróciło do naszej normy, tj. Kamil bił się o czołowe pozycje, a pozostali nasi skoczkowie punktowali. Niektórzy nawet solidnie, bo łapali się do pierwszej piętnastki. O tym, co stało się tydzień później w Engelbergu chyba nie ma co się rozpisywać, bo robiły to w ostatnim czasie wszelkie media. Oczywiście te występy bardzo mnie uradowały, gdyż dla nas, Polaków, miały one wymiar historyczny. Swoje opinie i prognozy zawarłem już w felietonie opublikowanym kilka dni temu, więc tam odsyłam, by się nie powtarzać.

Możemy chyba zapomnieć o dominacji Austriaków. Pojawiają się głosy, że czeka nas teraz jeszcze wyraźniejsza hegemonia polska. Na przekór hejterom mógłbym teraz zapytać, czy w ogóle będzie po co oglądać konkursy, skoro z góry będzie wiadomo, kto je wygra, ale wiem, że nie ma co walczyć z wiatrakami i zachowań typowych dla Polaka nie jestem w stanie zmienić.

Skoro poruszyłem temat drużyny prowadzonej przez Alexandra Pointnera, wejdę w niego trochę głębiej. W tej chwili do dyspozycji ma wracającego po upadku w Titisee-Neustadt, ale będącego w niesamowitej dyspozycji Thomasa Morgensterna, „trwale rozregulowanego”* Gregora Schlierenzauera, średnio spisujących się Loitzla, Koflera i Krafta, a także młodego zdolnego Thomasa Dietharta i Michaela Hayboecka, który na obiektach w Niemczech i Austrii zadebiutuje w Pucharze Świata w tym sezonie. Na razie nie widać przerażającej siły w tym zespole, ale być może już w Innsbrucku i Bischofshofen ktoś z grupy krajowej pokaże się z dobrej strony. Te konkursy są atutem dla tej reprezentacji.

Co przykuło moją uwagę w tym sezonie? Przede wszystkim dość duża ilość zawodników starszego pokolenia. Pewnie pierwsza myśl, jaka przychodzi Ci do głowy, Drogi Kibicu, to 41-letni Noriaki Kasai, czy dwa lata starszy Takanobu Okabe powołany na Turniej Czterech Skoczni, lecz mi chodzi o kogoś innego. Nie piję też w stronę Janne Ahonena (swoją drogą życzę mu jak najlepiej, ale na medal w Sochi się nie zapowiada). Wystarczy spojrzeć na listę startową i wyliczyć kilka nazwisk: Matura, Neumayer, Kranjec, Vasilliev, Loitzl, Watase, Janda, Bardal, Ammann, Schmitt to zawodnicy, którzy mają już trójkę na początku liczby swojego wieku.

Sporo jest również skoczków blisko tej granicy, np. Kofler, Fettner, Ito, Morgenstern, Happonen czy Jacobsen. Nie wiem, czy to tylko mój jakiś dziwny wymysł, ale dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jesteśmy (lub będziemy) świadkami prawdziwej pokoleniowej zmiany warty. Prawdopodobnie wielu z tych sportowców planuje zakończyć sportową karierę po sezonie olimpijskim. Coś czuję, że w Planicy na nowej skoczni (choć niestety nie będzie to Letalnica) czeka nas fala pożegnań. Pora zacząć gromadzić chusteczki.

Ponadto utwierdziłem się w przekonaniu, że konkursy w tej dyscyplinie mogą być ciekawe, ale tylko przy w miarę równych warunkach atmosferycznych. Gdy pojawi się wiatr z różnych kierunków, od razu zawody stają się niejasne oraz nieciekawe dla widzów. Majstrowanie rozbiegiem i punktowanie podmuchów wiatru mija się niestety z celem. Dziwi mnie też pomysł z początkiem sezonu w Klingenthal, gdzie było bodajże 9 stopni. Wszyscy uczestnicy konkurencji rozgrywanych na śniegu mają problem z (ponoć rzekomym) ociepleniem klimatu, więc chyba najrozsądniej byłoby pierwsze kilka konkursów rozegrać w Skandynawii. Byle tylko uciekać z Kuusamo, bo mimo że skocznia i okolice prezentują się przepięknie, to wiatr zawsze paraliżuje harmonogram przeprowadzania zawodów. Nie przypominam sobie, by zdarzył się weekend, w którym wszystko poszło gładko i zgodnie z planem, zawsze coś musiało być przerywane, opóźniane lub odwoływane.

Na zakończenie wrócę do teraźniejszości, a nawet lekko wybiegnę w przyszłość, konkretnie w najbliższe kilka dni, w których rozegrany zostanie Turniej Czterech Skoczni. Zapowiada się on niezwykle ciekawie, gdyż bardzo ciężko jest wskazać jednoznacznie, kto będzie faworytem. Mówi się o Kamilu Stochu, ale również nie brakuje osób, które wskazywałyby Schlierenzauera, Bardala, czy Morgensterna. Być może Niemcy roztrzygną kwestię wygranej między sobą, bo Freund albo nawet Wellinger mają możliwości. A może ktoś inny wystrzeli z formą akurat teraz? Jakiś Słoweniec, Japończyk, czy… Polak? Pewne jest jedno: czekają nas fantastyczne konkursy. Oby tylko nie zepsuł ich wiatr.

* – takich słów użył dziennikarz Sport.pl, Paweł Wilkowicz, na twitterze:


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl