Sezon rozpoczęty! Arn bohaterką pierwszego tygodnia

Za nami otwarcie sezonu tenisowego 2011. Pierwsze tytuły zdobyli Węgierka Gréta Arn i Czeszka Petra Kvitová oraz Szwajcar Roger Federer, Szwed Robin Söderling i Szwajcar Stanislas Wawrinka. Dla mnie rozpoczął się najbardziej intensywny miesiąc w moim sportowofaktowym życiu. Wielkimi krokami zbliża się Australian Open.

Przestawiłem się już na australijski tryb życia. Ciężki był tylko pierwszy dzień, gdy spałem góra dwie godziny. Jednak choć problemów ze spaniem w dzień już nie ma to funkcjonowanie od 1 w nocy do ok. godziny 20 nie jest dla mnie łatwym zadaniem. Nie wiem dlaczego, ale głowa w nocy jest jakaś ociężała. Jednak to wspaniały tenisowy okres, który później na zawsze pozostaje w pamięci. Czego się nie robi z miłości do tenisa.

Gréta Arn, lat 31 – w Auckland rozgrywa życiowy turniej pokonując byłą liderkę rankingu WTA Marię Szarapowa i w finale obrończynię tytułu Yaninę Wickmayer i awansowała do Top 60 rankingu WTA. Świetny serwis, wspaniała praca nóg, spryt, zmysł taktyczny i przede wszystkim pasja i radość z gry w tenisa. Oto Węgierka, która zdobyła swój drugi tytuł. Natychmiast w mojej głowie pojawia się myśl, czy któraś Polska tenisistka dalej ciągnęła by ten wózek tylko dla pasji nie wygrywając żadnych albo prawie żadnych turniejów ciesząc się pojedynczymi zwycięstwami? Co się będzie działo choćby z Martą Domachowską, gdy będzie po 30? Podejrzewam, że będzie matką, żoną i… ups, nie napiszę tego, bo się Marta na mnie obrazi. Bardzo ją lubię, gdy jest skoncentrowana na tenisie to żadna z rywalek jej nie straszna. Ale jakoś nie wyobrażam sobie jej śmigającej po korcie jak za młodzieńczych lat za jakiś pięć wiosen. Życzę jej, by wróciła chociaż do tej 100. Chcieć to móc, tylko czy jej się ciągle chce? Wiadomo, że Arn Australian Open nie zawojuje, ale na pewno stać ją na sprawienie niespodzianki w postaci eliminacji będącej w dołku gwiazdki z Top 20.

Petra Kvitová – lat 20. Piękna, przebojowa, dynamiczna, coraz lepiej radząca sobie w grze przy siatce, nie rzucająca jakiś groźnych min jakby chciała rywalkę zabić wzrokiem i nie stękająca albo gwiżdżąca albo udająca odgłos…, no wiadomo czego. Coraz bardziej mi się podoba ta Czeszka tenisowo. W Brisbane zdobyła swój drugi tytuł, pierwszy też wywalczyła na otwarcie sezonu, w 2009 roku w Hobart. Stawiałem bardziej na zrelaksowaną, tańczącą i jednocześnie skoncentrowana, coraz pewniejszą Petković, która odprawiła dwie Australijki i Marion Bartoli. Na obie tenisistki trzeba będzie uważać w Melbourne, choć myślę, że to jeszcze dla nich obu za wysokie progi, choć jakiś ćwierćfinał kto wie, przy sprzyjających wiatrach, chimeryczności gwiazdek kobiecego tenisa. W końcu jakie są kobiety każdy wie. Stać je na wszelkie formy zaskoczenia. Nie, nie, nie jestem żadnym męskim szowinistą.

Robin Söderling – lat 25. Szybki jak błyskawica, strzelający forhendem aż miło patrzeć, piorunujący serwis (w cały tygodniu 49 asów) i nawet przy siatce to drewno, jak go niektórzy nazywają (zupełnie nie rozumiem, bo te czasy już minęły) nie zachowuje się jak mucha utopiona w smole. Dwukrotny finalista Roland Garros przez turniej w Brisbane przeszedł jak szwedzki, a nie duński dynamit nie tracąc seta, a W finale ograł Andyego Roddicka i w rankingu ATP awansował na czwarte miejsce.

Roger Federer – lat 29, hasał sobie w Dausze jak młodzieniaszek i nawet hot dogami częstował. Rozkręcał się, rozkręcał aż w końcu wrzucił na pełny gaz i w finale nie dał żadnych szans Nikołajowi Dawidience. Cieszy mnie, że Kolia się pokazał po tych całych problemach z nadgarstkiem, bo gdy on jest w optymalnej dyspozycji fizycznej to przyjemnie się na niego patrzy. Wspaniałe mecze w zwycięskim Masters 2009, wiele niezapomnianych bojów w Wielkim Szlemie i wielki triumf w Dausze 2010, perfekcyjny serwisowo półfinał z Federerem i wspaniały powrót w finale z Nadalem. Ten facet nie ma parcia na szkło, ale stworzył wiele tenisowych spektakli i należy go szanować. Wielki jeśli chodzi o czysto tenisowy warsztat może nie jest, ale ma naturę wojownika, a ja uwielbiam też takich pracusiów, którzy mimo niepochlebnych opinii, często wręcz miażdżącej krytyki nie łamią się i czekają cierpliwie na swoją okazję, pracują, pracują i jeszcze raz pracują. Jeśli chodzi o Federera to zastanawiam się kto go może zatrzymać w Australian Open. Ale Melbourne to jest Melbourne, pierwszy Wielki Szlem w sezonie i coś czuję, że do Đokovicia i Del Potro dołączy ten trzeci, który poza Nadalem i Federerem wywalczy w ostatnich latach wielkoszlemowy tytuł. Nie pokuszę się, by powiedzieć, kto to może być, ale niepokoi mnie, że Federer jest taki dobry na otwarcie sezonu, to paradoksalnie działa na jego niekorzyść. Nadalowi będzie ciężko ze względu na chorobę, ale jak to on będzie walczył.

Stan Wawrinka – lat 25. Pokonując w finale w Chennai błyskotliwego, ciągle niebezpiecznego 30-letniego Xaviera Malisse’a zdobył dopiero swój trzeci tytuł. Z takim potencjałem, z jednym z najlepszych bekhendów w tenisie on powinien być równorzędnym rywalem dla Nadala i Federera. Ten facet od zawsze miał problemy z głową, utraty koncentracji, jakby był panienką nieustannie przeżywającą emocjonalną huśtawkę. To spowodowało, że Szwajcar dopiero w ubiegłym sezonie w US Open osiągnął swój pierwszy wielkoszlemowy ćwierćfinał. Czy to oraz wygrany turniej w Chennai spowodują jakiś przełom? Czy główka Stana zacznie pracować jak należy? Czy stanie się prawdziwym mężczyzną na korcie? Szczerze w to wątpię, ale chciałbym się pomylić.

Tak się złożyło, że trójka ubiegłorocznych triumfatorów tym razem została w finale pokonana: to Andy Roddick (Brisbane), Nikołaj Dawidienko (Dauha) i Yanina Wickmayer (Auckland). Odwrotnie stało się ze Stanem Wawrinką, który przed rokiem w Chennai w finale przegrał z Marinem Čiliciem. Chorwat w zeszłym roku po tym triumfie doszedł do półfinału Australian Open. A jak będzie ze Stanem? Czy stanie się cud i mistrz juniorskiego Roland Garros 2003 po ćwierćfinale US Open zrobi jeszcze jeden krok do przodu?

Oddaj swój głos na Sportową Publicystykę w konkursie Blog Roku 2010. Termin głosowania SMS 11.01.2011 godz. 15:00 – 20.01.2011 godz. 12:00


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl