Sezon się kończy, emocje wraz z nim…

Odkąd Formuła 1 pożegnała się z Europą, wyścigi wygrywa Sebastian Vettel. Nie inaczej było w Indiach, gdzie po raz kolejny bieg wydarzeń potoczył się wj jego ulubiony sposób, tj. jechał sobie spokojnie na czele, daleko od reszty. Za jego plecami toczyła się walka o cenne punkty do klasyfikacji generalnej. Chociaż „cenne” to one są chyba już tylko dla Fernando Alonso…

O tym, że Niemcowi bardzo przypadł Buddh International Circuit świadczy jego ubiegłoroczne zwycięstwo oraz niemal całkowita dominacja podczas ostatniego weekendu. Wygrał wszystkie treningi, kwalifikacje i wyścig. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie rekordu okrążenia w niedzielę, chociaż wydaje mi się, że wobec takiej dominacji aktualnego Mistrza Świata nie jest to zbyt istotne.

W drugiej części sezonu Red Bull znacznie poprawił swoje wyniki i w czasówkach odskoczył pozostałym teamom na bardzo trudną do zniwelowania odległość. W wyścigach bywa różnie, szczególnie jeśli chodzi o Marka Webbera, ale i tak dobry rezultat osiągnięty podczas sobotnich kwalifikacji ułatwia sytuację w niedzielę i Australijczyk gromadzi dzięki temu więcej punktów aniżeli przed sierpniowymi wakacjami.

Potwierdzenie słuszności poprzedniego akapitu ukazał start GP Indii. Sebastian i Mark mogli spokojnie odjeżdżać konkurencji bo od 3. miejsca toczyla się zacięta batalia, co skutkowało stratami do prowadzącej dwójki. Ostatecznie, po kilku okrążeniach, zwycięsko wyszedł z niej Fernando Alonso. Hiszpan sam później przyznał, że musiał dawać z siebie 120%, aby wywieźć z New Delhi 18 punktów. Uważam, że pomógł mu w tym Webber, który zbyt długo zwlekał ze zjazdem na zmianę opon i w okolicach 25. okrążenia jego przewaga nad Hiszpanem zaczęła drastycznie maleć. Myślę, że lepiej byłoby się „męczyć” pod koniec, na twardszej mieszance. Poza tym, kierowca Ferrari zostałby też zmuszony do przyspieszenia swojego pit stopu o 2-3 okrążenia. Myślę, iż nie byłoby to bez różnicy w końcówce. A awaryjność KERSu to już zupełnie inna kwestia.

Zdaję sobie sprawę, że faworyzuję Australijczyka w swoich tekstach, ale jest to spowodowane tym, iż znam po części jego biografię i widzę, co dzieje się z nim teraz. Dd początku kariery osiąganie celów było dla niego bardzo trudne. Obecnie zanosi mu się trzeci z rzędu tytuł Mistrza Świata konstruktorów, ale indywidualnie może o sobie powiedzieć, że jest wiecznie drugi. Mówi, że nie zamierza słuchać poleceń zespołowych, ale jednak w ostatnich wyścigach można było zauważyć, iż gdyby tylko chciał (lub miał pozwolenie), dałby radę znaleźć się przed Vettelem w pierwszych zakrętach. Być może teraz te jego słabe starty służą jako przykrywka/wymówka? Wierzę, że nie, ale mam coraz mniej podstaw do tego patrząc na przykład na jego zachowanie na konferencji prasowej (ponieważ pytania nie dotyczyły jego, wstał i wyszedł).

Niedzielny wyścig nie należał do najciekawszych. Na torze działo się stosunkowo niewiele, nawet pomimo obecności dwóch stref DRS i wydłużenia jednej z nich. Większość zespołów obrała strategię na jeden postój w boksach, co przypomniało mi obraz sezonu 2010 (ostatniego z oponami firmy Bridgestone), kiedy bardzo często zawodnicy tylko raz zjeżdżali na pit stop w trakcie ścigania – w Abu Zabi nikt nie zmieniał opon więcej niż raz! Przyszłość Grand Prix Indii w kalendarzu Formuły 1 widzę w dość ciemnych barwach – trybuny świecą pustkami, Vijay Mallya traci pieniądze, a i wyścig nie jest zbyt pasjonujący.

Teoretycznie klasyfikację może wygrać jeszcze nawet Lewis Hamilton, ale nie ukrywajmy, że szanse na to ma gdzieś w okolicach 0,(0)1%. Brytyjczyk, podobnie jak i cały McLaren są już myślami w testach przed następnym sezonem. Najbliżej prowadzącej dwójki jest Kimi Raikkonen, ale Fin w Indiach pokazał, że nie jest w stanie dorównać czołówce, przede wszystkim w sesji kwalifikacyjnej. Jednakże przedłużył kontrakt z Lotusem o rok, więc za rok będzie próbował raz jeszcze.

Żałuję, że ten sezon kończy się w tak mało emocjonujący sposób. Wielokrotnie podkreślałem i zrobię to jeszcze raz – jeśli miałby to być „najlepszy sezon w historii”, to przydałaby się walka o tytuł do samego końca. Kto wie, może jeszcze nie wszystko stracone? Do końca pozostały 3 wyścigi (czyli 75 punktów do zgarnięcia), w tym jeden na absolutnie nowym obiekcie w Austin. Według mnie, Vettelowi na drodze do trzeciego z rzędu tytułu Mistrza Świata może stanąć już tylko… awaria jego auta lub kolizja podczas którejś z następnych eliminacji. Jeśli żadne z tych wydarzeń nie nastąpi, to Fernando Alonso może zapomnieć o wygraniu klasyfikacji generalnej. A tak pozostaje mu jedynie wierzyć w cud…

Właśnie, a propos cudów i różnych takich, te iskry spod auta Niemca były dla mnie co najmniej dzwine. Podobno nie tylko Red Bull miał kłopoty z podłogą, ale to właśnie kierowca nr 1 przykuł największą uwagę. Już widziałem, jak tli się nadzieja u fanów na profilu Cezarego Gutowskiego, ale po chwili zniknęła razem z iskrami. Jak to się stało? Tego się pewnie nie dowiemy.

Przed nami wyścig w Abu Zabi. Kiedy we wrześniu rozmawiałem z Andrzejem Borowczykiem, powiedział mi, że tor Yas Marina faktycznie robi wrażenie, ale przyznał też, że nie jest fanem tego typu obiektów m.in. ze względu na niewielkie ryzyko podejmowane przez ścigających się zawodników. Poza tym, 3 eliminacje rozegrane w Zjednoczonych Emiratach Arabskich pokazały, że brakuje tam emocji. Przed dwoma laty dramaturgii dodała jedynie świadomość ostatniego wyścigu i walki o Mistrzostwo Świata do samego końca, ale rok wcześniej i rok później wiało nudą. Czy pomogą 2 strefy DRS? 12 miesięcy temu i w niedzielę w Indiach nie pomogły…

Jednakże warto będzie oglądać to, co będzie się działo w najbliższy weekend w Abu Zabi, bo doszły do mnie informacje, że Polsat planuje pokazać retransmisję kwalifikacji i wyścigu w USA. Tak samo ma wyglądać sytuacja w Polsacie Sport Extra. Skandal? Mało powiedziane. Jednak na oficjalne informacje musimy jeszcze poczekać. Zachęcam do śledzenia  (od niedawna dostępne także na facebooku), gdyż tam będziemy monitorować sytuację. A poza tym, cieszmy się sezonem F1, bo zaraz nam się skończy…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl