Sezon z happy end’em

Mówiąc szczerze, swoje dość duże sympatie do Wisły mam i oglądam jej mecze praktycznie co tydzień. Teraz, Biała Gwiazda ma sześć punktów przewagi nad drugą Jagielonią i pewnie zmierza po tytuł mistrza kraju, a co za tym idzie, prosto do eliminacji LM.

Jednak od początku. Ten sezon od pierwszych transferów, od pierwszych meczy, widziałem w bardzo czarnych dla Wisły barwach. Transfery z łapanki, przegrany dwumecz z Karabachem Agdam(!). To naprawdę wyglądało koszmarnie. Nadzieje mi odżyły po wieści, że Wisłę obejmie ceniony i znany w Holandii menedżer, a dyrektorem sportowym zostanie jeszcze bardziej znany i ceniony w Holandii człowiek. Chodzi tu oczywiście o menadżera, Roberta Maaskanta i dyrektora sportowego, Stan Valckxa. Te fantastyczne opowieści, o budowie Wisły jako klub nowoczesny, o walce o coraz to wyższe cele, o tym holenderskim stylu gry. To naprawdę do mnie przemawiało.

Jednak już od pierwszego meczu Wisła pod wodzą Maaskanta grała bardzo źle. O ile punkty, Wisła jeszcze jakoś zdobywała, to gra wołała tylko o pomstę do nieba. I tak co tydzień siadałem przed telewizorem, co tydzień z coraz mniejszym entuzjazmem i oglądałem po prostu nędzną polską kopaninę, z krótkotrwałymi, najczęściej bardzo rzadkimi przebłyskami jednej z drużyn. Wisła właściwie grała, jakby to nie ona była jednym z faworytów do wygrania Ekstraklasy, właściwie to Wisła po prostu nie grała, tylko kopała piłkę do przodu, często na oślep. Biała Gwiazda, minionej jesieni zagrała praktycznie tylko jeden dobry mecz. Mecz z Legią przy Reymonta, wygrany zresztą 4:0. Wisła naprawdę, mogła się podobać i trener Skorża tylko się ośmieszył, mówiąc, że gracze spod Wawelu tamto spotkanie wygrali szczęściem. Niestety, takie spotkanie było tylko jedno, na całą rundę jesienną. Coraz bardziej wątpiłem, w umiejętności menedżerskie Roberta Maaskanta.

Zima znów przebiegła pod kątem transferów. Stan Valckx to fachowiec, jak już wspominałem, uznany, ale nawet mimo to, spodziewałem się, że Holender do Krakowa, wielkich, nawet jak na polską ligę, graczy nie ściągnie. Przyszło pięciu graczy. Obejrzałem niektóre sparingi Wisły tejże zimy, a w tym ten z Valerangą, przegrany 0:4. To jeszcze bardziej zmartwiło mnie przed rundą rewanżową.

Jednak ku mojemu zaskoczeniu, od pierwszego meczu wiosny, Wisła grała futbol dużo ładniejszy, efektowniejszy i co równie ważne, skuteczniejszy. Transfery zaczęły się spłacać. Kapitalnie, jak na naszą Ekstraklasę gra Maor Melikson. Izraelczyk jest błyskotliwy, szybki, ze świetnym dryblingiem, podaniem, strzałem, oczywiście wszystko to jak na polskie warunki. Sprawdził się również świetnie Sergiei Pareiko, który nie dość, że broni równo, nie popełnia błędów, często ratuje Wisłę z opresji, to jeszcze obronił dwa rzuty karne z rzędu. Genkova też, wiele osób spisywało na straty, po nienajlepszym początku, ale Bługar ostatnio pokazuje, że jest w formie, strzelając cztery gole, w trzech ostatnich meczach. Po słabym początku, coraz lepiej gra także Jaliens. Mnie najbardziej rozczarował transfer Sivakova.

Do tych czterech udanych transferów, dołączając resztę, z Małeckim na czele, powstaje nam w Krakowie całkiem niezły team.  Oczywiście, na Ligę Mistrzów to wciąż za mało, ale w Ekstraklasie wszystko wskazuje na to, że Wisła zostanie mistrzem polski 2011, a sezon skończy się happy end’em.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl