Siatkarskie podsumowanie Igrzysk w Londynie [cz. 2 – kobiety]

Moich myśli po Igrzyskach Olimpijskich zebrało się tak wiele, że musiały zostać podzielone na te związane z turniejem mężczyzn i te związane z turniejem kobiet. Należy stwierdzić jasno, iż rywalizacja pań była ciekawsza niż panów. Nawet pomimo tego, że nie zakwalifikowały się Polki dostarczyły wiele emocji.

Na olimpijskim turnieju w Londynie odświeżyłem swoją sympatię do kobiecej odmiany siatkówki. Oczywiście nie obyło się bez nagłych i niewyjaśnionych zwrotów akcji (patrz: finał), niespodzianek, seryjnie zdobywanych punktów, ale tym razem wszystko to wyszło na dobre. Coraz bardziej zaczynam żałować, że wybrałem oglądanie Euro 2012 zamiast wybrania się do „mojej” Atlas Areny na World Grand Prix siatkarek…

Przed turniejem oraz w jego trakcie za poważne kandydatki do złota uważałem Amerykanki. O tym, co ostatnio zdobyły pisałem przed ćwierćfinałami. Trener Hugh McCutcheon, który przejął zespół po Igrzyskach w Pekinie, stworzył bardzo silną ekipę, chyba jeszcze lepszą niż tą, która przywiozła ze stolicy Chin srebro.  Jednak pod koniec sierpnia zrezygnował z funkcji trenera kadry. Szkoda, bo wydaje mi się, że zdobyłby z nią jeszcze niejeden medal wielkiej imprezy.

Siatkarki spod Gwieździstego Sztandaru prezentowały w Earls Court równą, skuteczną grę na dobrym poziomie. Na drodze do finału pokonały waleczne Chinki i Koreanki, a także… Brazylijki, ale to wszystko miało miejsce w fazie grupowej. Później zmiotły z parkietu reprezentacje Dominikany i Korei Płd. Chyba wszystko wskazywało na to, że finał także pójdzie po ich myśli.

No właśnie, „chyba”. Chodzi oczywiście o rozkręcające się z meczu na mecz Brazylijki. Początkowo ich gra wyglądała naprawdę źle. Męczyły się do późnej nocy z Turczynkami, dostały lanie od Amerykanek i Koreanek. Podopieczne José Roberto Guimaraesa stanęły pod ścianą i to chyba podziałało na nie motywująco – w trzech setach ograły Chinki i Serbki, dzięki czemu znalazły się w najlepszej ósemce.

W ćwierćfinale spotkały się z Rosjankami i był to – moim zdaniem – najlepszy mecz tych Igrzysk Olimpijskich. Po jednej stronie niezmordowane Gamova, Shashkova i Goncharova, które zdobyły razem prawie 80 punktów, po drugiej zaś fantastyczne środkowe i do tego dzielna Sheilla, która – jak naisałem na facebooku tuż po meczu – powinna być przez swoje koleżanki wycałowana od stóp do głów! Zwłaszcza w podzięce za zachowanie zimnej krwi podczas walki na przewagi w tie-breaku. Zdecydowanie należała jej się nagroda indywidualna. Jednakże pomimo dużej konkurencji załapała się na najlepiej serwującą.

Najlepszą punktującą musiała zostać Yeon-Koung Kim, nie było innej możliwości. Gdyby nie ona, to Korea nie znalazłaby się w strefie medalowej. Może to, co napiszę będzie trochę nieprzyjemne, ale brak medalu dla tej reprezentacji to bardzo sprawiedliwy wynik. Nagroda należała się tam tylko jednej zawodniczce. Tytuł najlepszej atakującej przypadł Destinee Hooker. Już po pierwszych dniach turnieju wyraźnie zaznaczałem, że radzi sobie świetnie. Jeśli utrzyma tę wysoką formę w sezonie klubowym, to razem z Thaisą (gdyby przyznawano nagrodę dla najlepszej środkowej, z pewnością ona by ją zgarnęła), Sheillą i Jacqueline w Sollys/Osasco mogą być nie do zatrzymania np. w klubowych MŚ!

Niespełnione i zapłakane odjeżdżały z Londynu nie tylko Rosjanki, Chinki, ale i Włoszki, które minimalnie przegrały z nimi batalię o pierwsze miejsce w grupie. Jednakże tego, co stało się z nimi w meczu 1/4 z Koreankami nie jestem w stanie wyjaśnić. To jest właśnie „urok” systemu pucharowego – jeden słabszy dzień i odpadasz z gry. Podobnie jak u Brazylijczyków, wiele zawodniczek marzyło o medalu olimpijskim (najlepiej złotym) na koniec kariery. Jednak, w odróżnieniu od Canarinhos, Italia została bez medalu w turnieju siatkówki kobiet. To mógł być ostatni akord takich zawodniczek, jak Simona Gioli, Francesca Piccinini, Antonella Del Core, Paola Croce, czy Eleonora Lo Bianco.  Chyba, że będą chciały dotrwać do Mundialu w ojczyźnie za dwa lata. Niemniej jednak kończy tam się pewna era.

Wspominane Chinki, podobnie jak Rosjanki, odpadły z Igrzysk w ćwierćfinale po zaciętym, pięciosetowym boju. Oglądaliśmy piękny i dramatyczny pokaz siatkówki azjatyckiej z którego zwycięsko wyszły Japonki. Choć dostały łomot od Brazylijek w półfinale, zdołały wywalczyć brąz po meczu z inną ekipą ze swojego kontynentu, Koreą Południową. Za tę wielką walkę medal im się należał.

Ogólny wniosek, jaki nasuwa mi się po zakończeniu zmagań siatkatek na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie brzmi: „Świat uciekł Europie”. Żaden zespół ze Starego Kontynentu nie załapał się choćby do 1/2 finału. Według mnie to nie przypadek, a po prostu odzwierciedlenie aktualnego układu sił na świecie. No, może Rosjanki dałyby sobie radę w najlepszej czwórce, ale pozostałe reprezentacje niestety odstają.

Nie żałuję, że polskich siatkarek zabrakło w Londynie, bo nie dałyby sobie rady w starciu z tak świetnie grającymi ekipami. Nasz zespół jest w trakcie przebudowy, a jak powinno się grać na najwyższym poziomie pokazały drużyny takie, jak USA, Brazylia, Rosja, czy Japonia. Do nich jest nam – póki co – dość daleko.

Jednakże bardzo emocjonowałem się zawodami w siatkówce kobiet rozgrywanych w Earls Court. Bardzo często komentując spotkanie „ze studia”:

musiałem podnosić głos, bo porywały mnie mecze. Może zawiódł finał, ale w ogólnym rozrachunku bardziej czekało się na spotkania kobiet niż mężczyzn. Już w trakcie ceremonii wręczenia medali dla pań zacząłem odczuwać pustkę i tęsknić za meczami. Nie mogę się doczekać kolejnego sezonu reprezentacyjnego kobiet!

Aktualizacja: 25.08.12 godz. 15:15 


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl