Siatkarskie podsumowanie roku 2012 (cz. 2 – mężczyźni)

O męskiej siatkówce w tym roku mówiło się bardzo dużo. Wszystko za sprawą trzech medali polskiej reprezentacji na wielkich imprezach. Pojawiły się więc ogromne nadzieje. W minionym roku siatkarze (zarówno w klubach, jak i reprezentacji) dawali nam różnorodne emocje – od euforii, po łzy, a także czasem złość. Zapraszam na drugą część siatkarskiego podsumowania 2012 roku, w którym skupię się na rozgrywkach panów.

Klubowo w kraju

Gdy PGE Skra Bełchatów wygrała fazę zasadniczą ubiegłego sezonu, a także Puchar Polski, wydawało się, że sięgnie również po ósmy z rzędu tytuł Mistrza Polski. Bełchatowianie doskonale wiedzieli, że mimo, iż znajdowały się za nimi Asseco Resovia i ZAKSA, to drużyny te stawały się coraz trudniejszymi dla nich rywalami. Po niemrawym początku bełchatowianie wyszli na prostą i zaczęli wygrywać mecz za meczem. Jednakże w finale napotkali na niezwykle silną i zmotywowaną ekipę z Rzeszowa, która przełamała dominację PGE Skry. Jak pamiętamy, nie obyło się bez kontrowersji, ale trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że patrząc przez pryzmat wszystkich meczów finałowych to rzeszowianie prezentowali się lepiej. Meczami finałowymi poruszone było całe Podkarpacie. Nie wszyscy chętni mogli wejść do Podpromia, by być świadkami wielkiego triumfu swojego klubu.

Zacięta batalia o Mistrzostwo Polski, a także świetne występy w europejskich pucharach (ale o tym później) przełożyła się też na liczbę klubów, jaką mogliśmy wystawić w nich. PGE Skra, Asseco Resovia, a także ZAKSA dzięki dzikiej karcie występują w Lidze Mistrzów. Jastrzębski Węgiel grał w Pucharze CEV, a Delecta w Pucharze Challenge. Wszystko to potwierdza, że mamy jedną z najsilniejszych lig w Europie, a może nawet i na świecie!

Nowy sezon ma fantastyczny przebieg. Jeszcze niedawno mieliśmy aż 6 zespołów, które mialy pozycję lidera na wyciągnięcie ręki. W pierwszej rundzie największą furrorę zrobili zawodnicy AZS Politechniki Warszawskiej, którzy wygrali m.in. z Jastrzębskim, Delectą i Skrą, dzięki czemu zostali wiceliderami tabeli. Później jednak spadli na pozycję „najsłabszych z najlepszych”, czyli szóstą. Jednakże wciąż każdy musi się liczyć ze stołecznymi akademikami, bo stanowią oni bardzo silny kolektyw.

Z kolei Mistrzowie i Wicemistrzowie Polski wciąż grają na bardzo dobrym poziomie (co widać w LM), ale w nowym sezonie parokrotnie dali się pokonać. Póki co, puszczają przodem najlepiej prezentującą się obecnie ZAKSĘ, a także Jastrzębski Węgiel i Delectę Bydgoszcz. Wszystko to powoduje, że walka o każdy punkt toczy się już teraz, aby mieć jak najlepszą pozycję wyjściową przed fazą play-off, w której już w ćwierćfinałach czekać nas będą wspaniałe mecze.

Reprezentacja Polski

W plebiscycie „Przeglądu Sportowego” uzyskała tytuł Drużyny Roku 2012, bo po raz pierwszy w historii wygrała Ligę Światową. Co prawda mecze pierwszej fazy – ze względu na Igrzyska Olimpijskie – odbywały się w cieniu Euro 2012, ale to, co się dało, obejrzałem. Polacy dokonali czegoś niesamowitego – najpierw w dalekiej Kanadzie, w środku nocy polskiego czasu po raz pierwszy od 10 lat pokonali Brazylijczyków, a potem jeszcze powtórzyli to dwa razy w grupie i jeszcze raz w fazie finałowej. Osobiście wygrane te przeżywałem bardzo mocno, bo właśnie od ostatnich wygranych przez nas spotkań z Brazylią w 2002 roku rozpocząłem swoją przygodę z oglądaniem siatkówki.

Przez całą Ligę Światową Biało-Czerwoni grali bajecznie. Nikt nie był w stanie stawić im czoła, od wspominanych Canarinhos, przez Bułgarów wspieranych przez fanatycznych kibiców po Amerykanów, którzy w 2008 roku zgarnęli przecież złoto w World League, a potem na Igrzyskach Olimpijskich. Nie spodziewałem się, że wygramy tak szybko finał z USA. W kraju zapanowała euforia, ale słynnne pompowanie balona oczekiwań przed Igrzyskami Olimpijskimi nie było przecież bezpodstawne. Tak na dobrą sprawę, od wiosny 2011 polscy siatkarze pod wodzą Andrei Anastasiego dokonywali wielkich rzeczy. Igrzyska Olimpijskie, a na nich medal miały być uwieńczeniem, szczytem tej ciężkiej pracy wykonanej przez nasz zespół.

Lecz w Londynie stało się coś, czego chyba absolutnie nikt się nie spodziewał. Wspominany balon pękał głośno, ale na raty. Najpierw ciszej, po meczu z Bułgarami, aby zdjąć niepotrzebną presję. Następnie już znacznie głośniej, gdy przegraliśmy z Australijczykami. Pytany przeze mnie Tomasz Swędrowski powiedział, że „nie powinniśmy go przegrać, nawet gdybyśmy godzinę wcześniej wyszli z ciężkiej siłowni„. W ćwierćfinale nasze marzenia zostały brutalnie zniszczone przez Rosjan, późniejszych Mistrzów Olimpijskich. Nie będę już wracał do tego, komentowałem już raz, na gorąco i wystarczy. Nie wracajmy do niemiłych wspomnień. Nasi zawodnicy zawiedli na Igrzyskach i koniec, nie zmienimy tego.

Klubowo w Europie i na Świecie

Pod tym względem rok 2012 zaliczymy do bardzo udanych. Finał Pucharu Challenge toczył się pomiędzy dwoma polskimi akademickimi klubami z Częstochowy i Warszawy, a zakończył się zwycięstwem tych pierwszych. Była zatem już pierwsza chwila radości, ale później nadeszły kolejne. W finale Pucharu CEV wystąpiła Asseco Resovia Rzeszów, która co prawda przegrała oba mecze o złoto, ale po pięciosetowych bojach. No i nie z byle kim, bo z Dinamo Moskwa.

Inny rosyjski potentat, Zenit Kazań wygrał Ligę Mistrzów, ale po bardzo zaciętym i nerwowym boju z PGE Skrą Bełchatów. Jednakże nie obyło się bez kontrowersji. Z drugiej jednak strony bełchatowianie też nie są bez „winy”, bo mieli kilka piłek meczowych w 4. i 5. secie. Pozytyw jest jednak taki, że po przyznaniu Skrze po raz trzeci w ciągu 5 lat prawa organizacji Final Four, doszła ona do finału, bo do tej pory najlepszym wynikiem były dwa brązowe medale wygrane właśnie w Łodzi.

Na szczęście Wicemistrzowie Polski wzięli rewanż na Klubowym Mistrzu Europy w meczu o brąz Klubowych Mistrzostw Świata. Co prawda powinni byli zagrać w finale, lecz pamiętajmy, że po przegranej batalii o Mistrzostwo Polski, w tej ekipie wiele się zmieniło. „Nareszcie” można było przeprowadzić kilka roszad, które potrzebowały czasu na zasklepienie się. Jest to nowy zespół na starej bazie, który walczy o wszystko od nowa, np. w Lidze Mistrzów 2012/2013, gdzie awansował do 1/12 finału nie tracąc ani jednego punktu. Mam mnóstwo szczęścia i przyjemności, że widzę to na własne oczy.

Pozostałe nasze zespoły również dają w tym sezonie powody do zadowolenia. We wspominanej Champions League mamy wciąż 3 kluby, które wyszły ze swoich grup. Niewiele brakuje, by jeden z nich miał pewne miejsce w turnieju finałowym, ponieważ jeśli PGE Skra i ZAKSA pokonają swoich przeciwników w 1/12 finału, to w ćwierćfinałach zagrają przeciwko sobie. A oponentów mają takich, że jest to scenariusz całkiem realistyczny…

Wracając jeszcze na moment do Klubowych Mistrzostw Świata, triumfowało znów Trentino, ale tym razem przed brazylijskim Sada Cruzeiro. Odkąd wznowiono rywalizację o ten tytuł, w finale zespół z Trydentu zawsze mierzył się z jakimś nie tyle europejskim, co polskim rywalem. Dominacji tej ekipy nie daje się jednak przerwać.

Reprezentacyjnie na świecie

W zasadzie wypada wspomnieć jeszcze raz o Igrzyskach Olimpijskich i triumfie reprezentacji Rosji po majstersztyku trenera Alekhny. Trzeba im oddać, że turniej w Earls Court zagrali fantastycznie. Srebro przypadło Brazylijczykom grającym w kratkę, ale ambitnie walczącym o złoto, które „zabrali” im Amerykanie cztery lata wcześniej. Wielu siatkarzy Canarinhos tylko po to odkładało zakończenie kariery reprezentacyjnej. Pozostał im jednak niedosyt i żal, zwłaszcza, że w meczu finałowym prowadzili już 2:0.

Brązowe medale wywalczyli Włosi triumfując nad Bułgarami. Odbili sobie choć odrobinę 4. miejsce w domowym Mundialu dwa lata przedtem. Nie będę się szczególnie długo rozpisywać na temat turniejów reprezentacyjnych na świecie, bo w Lidze Światowej mówiło się głównie o Polakach, a Igrzyska Olimpijskie siatkarzy, podobnie jak siatkarek, podsumowałem już w sierpniu.

Co w 2013?

Podobnie, jak w przypadku pań, mamy Mistrzostwa Europy, lecz w odróżnieniu od nich, będziemy współgospodarzami tej imprezy. Celem jest z pewnością medal, ale poczekajmy z opiniami i prognozami na odpowiedni moment, bo do Eurovolley 2013 zostało jeszcze 9 miesięcy. Potem jeszcze Turniej Wielkich Mistrzów, ale na niego też jeszcze sobie poczekamy.

Trzymamy kciuki za nasze zespoły w europejskich pucharach. W Lidze Mistrzów niewykluczony jest polski półfinał, ale dość odległe marzenia. Na razie trzeba się skupić na grze o 1/6 finału. Kibicujemy też Delekcie Bydgoszcz, która dzielnie poczyna sobie w Pucharze Challenge.

Czeka nas zacięta i – miejmy nadzieję – piękna batalia o Mistrzostwo Polski. Kandydatów jest wielu, a wspaniałe mecze zaczną się już od ćwierćfinałów. Na pewno gdzieś będzie wielka euforia, ale by została zachowana równowaga w przyrodzie, gdzieś będzie żal i smutek.

Liga Światowa kolejny raz przybierze nową formułę (mnie się osobiście nie podoba, ale przecież nie przekonasz FIVB do swoich racji), a do tego być może zagramy z Brazylijczykami na Stadionie Narodowym. Tego pomysłu też jestem przeciwnikiem, bo o ile piłkarzy grajacych na boisku 105×68 widać było w miarę dobrze, o tyle nie wyobrażam sobie, by kibicom oglądało się w komfortowych warunkach mecz siatkówki toczony na boisku o dziesięciokrotnie mniejszych wymiarach.

Widać zatem, że w kolejnym roku siatkarscy kibice nie będą się nudzić. I bardzo dobrze. Jak to ujął ś.p. Zdzisław Ambroziak „Siatkówka jest bowiem sportem wyjątkowym”.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl