Się działo na Spa-Francorchamps!

Niezbyt wiele działo się na Węgrzech, a później był ponad miesiąc przerwy od Formuły 1. Ale jak tylko wróciła, to już przez pierwsze 20 sekund wyścigu wydarzyło się tyle, co przez godzinę na Hungaroringu. Takie akcje na początek drugiej części sezonu „obudziły” kibiców F1 po wakacjach.

Już kwalifikacje zwiastowały wielce interesujący wyścig w Belgii – Jeden Red Bull i dwa Mercedesy nie znalazły się w Q3, dwa Saubery (po karze dla Maldonado) wywalczyły 2. i 4. pole, a w kwalifikacjach po raz pierwszy w tym sezonie najlepszy okazał się Jenson Button.

Tak dramatycznego startu, jak ten w niedzielę, dawno nie oglądaliśmy. Najpierw wyraźny falstart Pastora Maldonado, a chwilę później karambol w pierwszym zakręcie. Romain Grosjean (główny winowajca), a także Lewis Hamilton i Fernando Alonso bardzo szybko zakończyli swój występ i nie zdobyli ani jednego punktu. W kontekście walki o Mistrzostwo Świata to świetna wiadomość, bo rywale mogli odrobić kilkanaście puntów do Hiszpana.

Jednak z drugiej strony należy zaznaczyć, że nie miał on w ogóle wpływu na to, czy się rozbije, czy nie. W tym momencie wyszła niesprawiedliwość tego sportu – nic nie zrobił, a oberwał tak, że mało co głowy mu nie urwało. Bolały go nie tylko plecy, ale może także świadomość, że przerwana została seria wyścigów, w których dojeżdżał w pierwszej dziesiątce. W tym roku byy to wszystkie, a w sumie chyba ponad 20. Imponujący wynik, ale niestety na razie nie do poprawienia.

Czy Grosjean słusznie został zdyskwalifikowany na jeden wyścig? Jeśli za sam ten incydent, to jest to według mnie zbyt surowa kara. Owszem, dość odważnie przemknął do przodu, ale wiemy, że Hamilton tak, czy siak by nie odpuścił. Taka po prostu jego natura. Lecz nieoficjalnie mówi się, że sędziowie do tak poważnej kary zebrali przewinienia Francuza nie tylko ze Spa, ale i z poprzednich eliminacji. Najzwyczajniej sobie nagrabił.

Zwycięstwo przypadło Jensonowi Buttonowi, co może już ostatecznie zażegnać kryzys, o którym wspominałem przed wznowieniem rywalizacji po wakacjach. Brytyjczyk jechał dość pewnie i spokojnie, stale na pierwszym miejscu. Opłacało mu się przyjąć strategię na jeden zjazd do boksów – ani razu nie stracił prowadzenia. Zaliczył po prostu bardzo udany weekend, co może uczynić kolejne Grand Prix jeszcze ciekawszym.

Tylko raz na pit stop zjechał również Sebastian Vettel, który także zaprezentował się ze świetnej strony w Belgii. Startował z dalekiego pola, ale złapał takie tempo wyścigowe, że metę przekroczył jako drugi. Tym sposobem mógł przymknąć nieco usta krytykom, którzy twierdzili, że jeśli Niemiec nie startuje z początku stawki, to nie ma szans na dobre miejsce. Pomogło mu wprawdzie odpadnięcie czterech rywali przed nim, ale musiał jeszcze dużo dołożyć od siebie, aby skończyć na tak dobrej lokacie.

Taktyka z jednym postojem opłaciłaby się także Kimiemu Raikkonenowi, którego wielu uważało za kandydata do zwycięstwa w niedzielę. Niestety, trochę za słabo pojechał na początku i skończyło się tylko (albo aż, zależnie od punktu widzenia) na najniższym stopniu podium. Niemniej jednak daje się zauważyć, że Fin jest w świetnej formie i ciągle trzyma się czołówki. Oto dowód:

Dwóch królów Spa wjeżdżających w Eau Rouge… Fantastyczny manewr Icemana!

A jeśli już widzimy Michaela, to jego występ, z kolei, to przykład nieudanej strategii na jedną zmianę opon. Po walce z Kimim (którą zapoczątkowało to wydarzenie na filmiku), reprezentantowi Mercedesa poczęło kończyć się ogumienie. Nie wiadomo, czy nie spadłby jeszcze niżej, gdyby nie wizyta u mechaników i nowy komplet kół.

Podobnie, jak Vettel, z dużego wypadku na początku skorzystał Nico Hulkenberg. Nie zwracano na niego wiele uwagi, ale on zajął przecież czwarte miejsce! Zapunktowało również dwóch kierowców Toro Rosso, którym ta sztuka nie udawała się już bardzo długo. Tak więc odpadnięcie kilku zawodników z czołówki stworzyło szansę na lepszy występ tym, dla których zdobywanie punktów w Formule 1 nie jest codziennością.

Tymczasem wszyscy przenoszą się już do Włoch na pożegnanie Formuły 1 z Europą w tym sezonie. Tradycyjnie na Monzy zobaczymy cały potencjał szybkościowy wszystkich bolidów. Zwycięzcy nawet nie śmiem typować, bo jeśli znów dojdzie do jakiegoś zamieszania, to klasyfikacja poprzewraca się do góry nogami. Jedno jest pewne – będzie się działo. Już nie mogę się doczekać!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl