Siła rozpędu

Choć wiadomość obrośnięta jest już siwą brodą, to nie miałem okazji zająć wobec niej stanowiska, a warto, bo sprawa wydaje się ciekawa. Ralf Rangnick zrezygnował z funkcji trenera TSG Hoffenheim, gdy dowiedział się, że działacze za jego plecami sprzedali podstawowego stopera Luisa Gustavo do Bayernu Monachium. Tym sposobem zakończyła się blisko pięcioletnia przygoda, która początek miała w czwartej lidze, a kończyła się, gdy Hoffenheim grało już na nowiutkim stadionie w Bundeslidze i znało go bez mała pół świata.

Na tego trenera trzeba jednak zwrócić baczną uwagę, bo przypadek ?Wieśniaków? nie był jego pierwszym w karierze, kiedy naruszył hermetyczną kastę klubów niemieckich, do której z rzadka dochodzi ktoś mało znany. Już ponad dziesięć lat minęło od pięknego i dramatycznego epizodu z Bundesligą SSV Ulm, którego fundamenty położył właśnie Rangnick.

Ten klub z Badenii-Wirtembergii jest jednym z najstarszych w Niemczech i powstał jeszcze przed… Wiosną Ludów,  w 1846 roku (oczywiście sekcja piłkarska pojawiła się później. W innym wypadku Ulm byłoby najstarszym piłkarskim klubem świata). Ma aż 28 sekcji i obecnie zrzesza 12 tysięcy członków. Cóż jednak z tego, gdy w piłce nożnej od zawsze był, jest i pewnie będzie szarakiem. Z dwuletnim wyjątkiem. Przez większość historii ?Wróble? grały w ligach regionalnych, ale końcem XX wieku coś im się odmieniło i wpadli po raz pierwszy w historii do drugiej ligi. Prowadził ich wówczas… Ralf Rangnick.

?Jak już tu jestem, to czemu mam nie wygrać?? ? pomyślał trener i nic nie mieszając w maszynce, która dała zwycięstwo w trzeciej lidze, pozwolił jej grać, a ta z rozpędu sensacyjnie walczyła o awans. Kiedy jednak w grudniu zespół znalazł się, o zgrozo, na piątym miejscu, zdradził zespół i od następnej rundy zakotwiczył w znienawidzonym Stuttgarcie, który… pół roku później grał już w tej samej lidze, co Ulm.

Oto bowiem 39-letni trener Martin Andermatt osiągnął to, co wydawało się niemożliwe, a na co było w klubie spore parcie ? awans do Bundesligi. Tym razem nikogo nie wyrzucano i znów rozpęd dobrze zrobił ?Wróblom?. Kibice wykupili aż 15 tysięcy karnetów, co przy stadionie mieszczącym 20 tysięcy było wynikiem znakomitym. Satysfakcja była tym większa, że w tym samym czasie Stuttgart sprzedał tylko 9500 stałych biletów. W derbowym starciu na boisku nie było już tak dobrze ? na wyjeździe Ulm przegrało 2-0, a u siebie tylko zremisowało 1-1.

Za to w innych meczach szło beniaminkowi znakomicie. Po 24 kolejkach miał 30 punktów i… był bliżej gry w Pucharze UEFA niż strefy spadkowej, nad którą miał osiem punktów przewagi. Pokonał Werder Brema i HSV Hamburg, wszystko szło świetnie. Aż do momentu, kiedy do Ulm przyjechał walczący, jak zwykle bezskutecznie, o mistrzostwo Bayer Leverkusen…

Nieźle spisująca się dotychczas drużyna została zmieciona z boiska, zmiażdżona i upokorzona, bo jak inaczej nazwać klęskę 1-9 na własnym stadionie? To był początek Wielkiego Kanionu Kolorado, na którego dnie znalazł się zespół z Badenii. ?Wróble? nie wygrały kilku spotkań z rzędu i strefa spadkowa zaczynała się niebezpiecznie zbliżać. W ostatniej kolejce grali na wyjeździe z również walczącym o utrzymanie Eintrachtem Frankfurt, prowadzonym przez Feliksa Magatha (tak, on też może się bronić przed spadkiem). Do 90 minuty było 1-1, co dawało utrzymanie w Bundeslidze na kolejny sezon. W doliczonym czasie gry sędzia podyktował rzut karny, do piłki podszedł Horst Heldt. Ustawił, popatrzył, wziął głęboki oddech i…

Siłą rozpędu Ulm również w 2. Bundeslidze znalazł się w strefie spadkowej. Jest prawdopodobnie jedyną drużyną w historii, która grała w tej lidze tylko dwa sezony, z czego w jednym awansowała, a w drugim spadła. Na trzecim poziomie też nie było najlepiej, bo klub nie dostał licencji ze względu na problemy finansowe i został zdegradowany do piątej.

Kiedy już zaczął się odbudowywać i wrócił do trzeciej, kolejnym dźgnięciem w plecy był wybuch europejskiej afery korupcyjnej, związanej z ustawianiem meczów i obstawianiem wyników w zakładach bukmacherskich. Ulm było zamieszane za sprawą trzech chorwackich piłkarzy ? Davora Kraljevicia, Marijo Marinovicia i Dinko Radojevicia. Żadnego z nich już w zespole nie ma. Teraz ?Wróble? grają w IV. Lidze, a ich kibicom pozostało tylko nucenie na dźwięk melodii Kultu ?To były kiedyś piękne dniiii, Rangnick, Andermatt oraz my…?


pubsport.pl
Michał Trela

Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl

http://trelik.blox.pl