Skromny Król Pele.

Spór o to, który z piłkarzy wszech czasów, jakich do tej pory widział świat futbolu jest najlepszy, należy do trudnego gatunku sporów zwanych powszechnie odwiecznymi i na wieki pozostanie nie rozstrzygnięty.

Żaden zwolennik talentu „Boskiego” Diego Maradony nie jest, nie był i nie będzie w stanie nigdy, przenigdy przekonać wielbiciela „Króla” Pelego do zmiany idola i tak samo to działa w drugą stronę.
Maradona i Pele, to tylko przykład z mojej strony, którym nie chcę nikogo urazić. Wiadomo, że do miana najwybitniejszego i najlepszego futbolisty wszech czasów jest tylu kandydatów, ilu ziemia nosi fanów i nie zamierzam z nikim polemizować w tym temacie.

Piszę ten tekst, ponieważ niechętnie, ale muszę poruszyć temat wspomnianego „Króla” Pelego. Wiadomo, jak każdy małolat wychowywany na podwórku w świecie, w którym szczytem elektroniki w dziedzinie gier TV była konsola Nintendo i gra „Goal”, a na kompach (Amigach i C64) rządził „Sensible Soccer”, mimo tak kuszących możliwości, większość wolnego czasu (cały?) spędzałem na podwórkowym boisku, gdzie można było jeszcze realniej poczuć się jak … no i właśnie dobrnąłem do sedna. Tradycyjnie przed każdym meczem, po określeniu która drużyna to Włochy, a która Brazylia (przykładowo oczywiście) każdy wybierał sobie zawodnika „jakim będzie grał”. Piękne czasy …, ale zmierzam do tego, że nikt, nigdy, przenigdy nie grał jako: Pele, Maradona, Boniek ani Cruyff. Dlaczego? Bo to były Świętości, których z szacunku nikt nie dotykał.
Gdzieś w podświadomości ten ogromny szacunek to tych zawodników musiał mi zostać, bo do tej pory nigdy nie przyszło mi krytykować któregokolwiek mimo, że grzeszki im się przytrafiały różne. Z całej tej czwórki na najbardziej świętojebliwego wyglądał mi zawsze Pele. Nie brał narkotyków, był dość skromny, nie filozofował, nie jarał szlug (chyba) – na tle pozostałych – niczym ministrant. Może też z tego powodu to on został nieoficjalnie, ale dość skutecznie i dalekosiężnie namaszczony na numer 1. Spory, jak pisałem, były, są i będą – taka nietypowa sprawa – jednak dzisiaj z wymienionych wyżej wad, których Pele nie miał nigdy, zakładając, że nie zaczął palić ani ćpać, przypodobał sobie dwie pozostałe, a w skali ich uzewnętrzniania bije na głowę resztę i to z palcem w dupie.
Najwyraźniej na stare lata dopadły dziadka Pele kompleksy. Właściwie to jeden kompleks, który nazywa się … Lionel Messi. Oto pojawienie się kogoś o tak wielkim talencie, tak skromnego, tak naturalnego, a jeszcze w dodatku z Argentyny, sprawiło, że Pele się szmaci. Szmaci się każdym komentarzem, każdą wypowiedzią i każdym słowem jakie wypowiada, tylko po to by dogryźć Messiemu, albo sprawić mu przykrość, albo go urazić. Takie zachowanie „Króla” stało się już tak irytujące i tak żenujące, że straciłem cały szacunek jakim go darzyłem. Kur…a mać, ile razy można się tak kompromitować? Pojebało go całkiem na starość i wystarczy poczekać jeszcze chwilę, by przeczytać w gazecie, że Pele stracił poczytalność i leczy się w zakładzie zamkniętym. Na każdym kroku musi coś nieprzyjemnego powiedzieć o Messim i ch…j. Pewnie staruszek na ulicy na „dzień dobry” ma trzy odpowiedzi: 1-witam, jestem lepszy od Messiego, 2-witam, Messi by sobie nie poradził w czasach gdy ja grałem, 3-witam, Neymar jest lepszy od Messiego.
Paranoja! Właśnie młodziutki Neymar stał się ostatnio nowym narzędziem, którym Pele ma zamiar raz na zawsze przyćmić Argentyńczyka. Genialne! Skoro ja nie mam jak mu udowodnić, że byłem lepszy, to zrobi to „mój następca”, czyli Neymar! Proste!

Wypowiedź Pelego, na temat Neymara (o Messiego nikt nie pytał, rzecz jasna), która mnie tak wkurzyła:

” – Neymar równie dobrze gra prawą i lewą nogą. Messi nie ma tak mocnej prawej nogi – woli grać lewą.”

Psychiatra może już nie pomóc „Królu” …


pubsport.pl