Skrzywdzona Barca

Nie zaprzeczam, że jestem kibicem Barcy. Owszem jestem i to od kilku lat, jednak w relacjach staram się zachować obiektywizm. Jednak to co zdarzyło się w końcówce meczu było nie do pomyślenia! Ale zacznijmy od początku…

Pierwsza Połowa

Szczególnie pierwsze minuty pierwszej połowy mogły się podobać. Gra była otwarta. Atak zaczął Espanyol, ba, mógł nawet zdobyć bramkę, jednak po dwóch strzałach Verdu piłka nie trafiła do bramki. Później posiadanie piłki wzrastało na korzyść Barcelony. To oni przejęli inicjatywę. W 11 minucie po koszmarnym błędzie Alvareza, Messi stanął w dogodnej sytuacji, aby pokonać bramkarza gospodarzy. Jednak był tak zaskoczony tym, że Alvarez podał mu futbolówkę pod nogi, że prawie się przewrócił i pomógł sobie ręką. Sędzia to zauważył, pod naciskiem graczy Espanyolu podjął decyzję o przywróceniu stanu 0:0. Gdyby bramka była uznana to Alvarez, nie mógłby się pokazać na terenie kibiców Espanyolu, przez co najmniej miesiąc. Za kolejne pięć minut stało się to co miał się stać – dośrodkował Alves na głowę Fabregasa, który stał na 14 metrze, a ten idealnie przymierzył i było 0:1. Kolejne minuty przynosiły nam częste ataki Barcelony i błyskawiczne kontry Espanyolu. Gra obu drużyn w kolejnych minutach była ospała. Dopiero pod koniec pierwszej połowy Espanyol się obudził i atakował w polu karnym Barcy, trzeba przyznać, że było tam gorąco i już wtedy mogła paść bramka wyrównująca. Jednak pierwsza połowa skończyła się wynikiem 0:1.

Druga Połowa

Pierwsze piętnaście minut drugiej połowy można przemilczeć. Próby przedostania się w pole karne Espanyolu i mozolne strzały sprzed pola karnego Barcy. Tak można opisać ten kwadrans. Kolejne dziesięć minut stało pod znakiem Garcii. To on grał pierwsze skrzypce w drużynie Espanyolu. Próbował atakować, dryblować, podawać jednak zawsze brakło celności. Minuty 70 – 80 można określić jako próby szaleńczego ataku gospodarzy i kontrolowanie meczu przez Blaugrane. Druga połowa był zadecydowanie nudniejsza od pierwszej. Piłkarze obu drużyn już się wzajemnie wyczuli, wiedzieli kto ma jakie słabe punkty. Ta wiedza przydała się Espanyolowi w ostatnich minutach. Nadeszła minuta 86. Widać było, że Barca kontroluje mecz, nic nie może zagrozić wynikowi, a jednak… Szybkie dośrodkowanie Raula, zgranie Boutinga i szczupak Alvaro. To co było niemożliwe, stało się faktem. Oczywiste było, że Barca zaatakuje, ten wynik nie był dla nich korzystny. I tak się stało. Najpierw 90 minuta. Prostopadłe podanie Iniesty do Messi’ego, który wychodzi sam na sam – a sędzia boczny ma jakieś omamy, że jest spalony. Nosz kurde – pomyślałem. Kolejna akcja Blaugrany – W pole karne wpada Pique – słupek! Dobitka Pedro w rękę – powtarzam – w rękę obrońcy Espanyolu, a sędzia nic!!! Jeszcze próbował strzelić „spod siebie” Iniesta, ale nie trafił. Barca wyraźnie zdeprymowana, próbowała jeszcze atakować, ale nic z tego nie wyszło.

Espanyol zdobył cenny punkt u siebie, a Barca odrobiła zaledwie jedne punkt – a nie trzy jak przypuszczano. Nie mam wątpliwości, że ta decyzja sędziego wypaczyła mecz. Barca straciła dwa punkty przez tego choler… sędziego, a te punkty mogą zaważyć o losach całej LIGI BBVA.


pubsport.pl