Ślady Legii i Podbeskidzia na portugalskiej prowincji

Gdyby Szombierki Bytom i Stal Mielec powróciły do ekstraklasy, stałaby się rzecz podobna do tej, którą dokonały w ostatnich latach dwa portugalskie kluby – Portimonense i Olhanense. Ekipy z tradycjami, które grały w europejskich pucharach, zdobywały mistrzostwo, aż nagle wyleciały z najwyższej ligi i przez długie lata nie mogły do niej powrócić. Teraz zrobiły to rok po roku, a co ciekawe są lokalnymi rywalami z malowniczo położonej prowincji Algarve, w której gdzie spojrzysz dookoła… Atlantyk. Teraz walczą ze sobą w najwyższej lidze, ciesząc się, że największe miasto regionu – Faro – w którym były rozgrywane mecze Euro2004 swojego przedstawiciela w Lidze Sarges nie ma.

Klub z Portimao innych powodów do radości, mimo to mieć nie może. W lidze portugalskiej zajmuje przedostatnie miejsce i nie ma widoków na dłuższe pozostanie w elicie – wygrał tylko dwa mecze, ma najsłabszą obronę w lidze. A kiedyś było zdecydowanie lepiej. Przez 13 sezonów, od 1976 do 1990, Portimonense grało w ekstraklasie. W sezonie 1984/1985 osiągnęło największy sukces w historii – zajęło piąte miejsce i zakwalifikowało się do Pucharu UEFA. Tam sensacyjnie pokonało w pierwszym meczu Partizana Belgrad 1-0, ale w stolicy Jugosławii nie było zmiłuj – cztery bramki w plecy i koniec przygody z pucharami.

Cztery lata później przyszedł spadek. Zamiast powrócić do elity, Alvinegros polecieli do trzeciej ligi. I między tymi klasami rozgrywkowymi kursowali przez 20 lat. To było duże rozczarowanie dla całego miasta, wszak ten ośrodek, jeżeli z czegoś jest znany, to tylko ze sportu. Tam uprawia się wszelkie dyscypliny wodne, tamtędy wiodła trasa rajdu Dakar zanim przeniesiono go do… Patagonii.

Awansu w zeszłym roku też nikt się nie spodziewał. W trakcie sezonu trenera z Angoli zastąpił jednak Litos, były gracz reprezentacji Portugalii, którego do Sportingu Lizbona wprowadzał sam John Toshack. I stała się rzecz niezwykła – Portimonense zaczęło regularnie wygrywać, niespodziewanie zajęło drugie miejsce i po dwóch dekadach powróciło do Ligi Sarges.

Teraz w utrzymaniu nieudolnie stara się pomagać… „Koszulkowy Król”, czyli sam Dong Fangzhuo. Manchester United ściągał tego Chińczyka, licząc, że przyniesie klubowi wielką popularność w ojczyźnie. Rzeczywiście, był czas, że jego koszulki sprzedawały się w tym państwie lepiej niż… Cristiana Ronaldo. Kiedy w końcu zdecydowano się go pozbyć, ze względu na tragiczne umiejętności piłkarskie, z wyciągniętymi rękami przywitała go Legia Warszawa. Miał ściągnąć na stadion rodaków i wszystkich innych skośnookich, którzy mieszkają w stolicy i w okolicach. Niestety, na Młodą Ekstraklasę nikt nie chciał chodzić. Nie wiem jakie motywy kierowały Portimonense przy proponowaniu mu kontraktu, ale podejrzewam, że chodziło o zwiększenie popularności klubu wśród Chińczyków. Jak to niewiele trzeba, by znajdować zatrudnienie w zespołach całej Europy…

Klub z Portimao najbardziej rywalizuje o popularność w regionie z Olhanense, rywalem nieco bardziej utytułowanym. Zespół z Olhao był pierwszym z tej prowincji, który awansował do najwyższej ligi – stało się to w 1941 roku. Wcześniej, w 1924, wygrał Puchar Portugalii, będący wówczas najważniejszym trofeum w kraju, co równało się zdobyciu mistrzostwa.

Ich sukcesy skończyły się, wtedy kiedy coraz lepiej radziło sobie Portimonense. Do drugiej ligi spadli w 1974 roku. Z niebytu wyciągnął ich dopiero słynny, jeszcze niedawno, portugalski stoper – Jorge Costa, dopiero raczkujący w zawodzie trenera. Wprowadził Olhanense do najwyższej ligi, utrzymał zespół i przeniósł się do Academiki Coimbra.

Co najciekawsze, w dzisiejszym składzie klubu z Olhao znaleźć można ślad… Podbeskidzia Bielsko-Biała. Bramkarzem tej ekipy jest bowiem Marcelo Moretto, który niegdyś fantastycznie spisywał się w meczach Benfiki Lizbona z Barceloną w Lidze Mistrzów. Kiedy jego chwile chwały minęły, przyjechał na testy do Wisły Kraków, która szukała, jak zwykle, bramkarza. Sprawdzano go w sparingu z bielszczanami, który odbył się rok temu w Sosnowcu. Spisał się naprawdę nieźle, gola nie puścił, wybronił fantastyczny strzał Dariusza Kołodzieja z dystansu, a że bronić jego strzały nie jest łatwo, to wszyscy wiedzą, ale Biała Gwiazda go nie chciała. Wolała Mariusza Pawełka i Milana Jovanicia. Jednego już w Krakowie nie ma, drugi jest słabiutki…


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl