Słoneczne problemy polskiego rodzynka

Choć Słońca z Phoenix rozpoczęły sezon od zwycięstwa z Detroit Pistons, Marcin Gortat, jedyny Polak w NBA, nie ma powodu do zadowolenia. Były to bowiem wyłącznie miłe złego początki.

W pierwszych spotkaniach sezonu rozpoczętego w ostatnich dniach października, Gortat prezentował się świetnie.  Notował statystyki na poziomie double-double, grając na wysokiej skuteczności. W meczu z Charlotte Bobcats zablokował aż 7 rzutów, co było rekordem jego kariery za oceanem. Dzięki takiej postawie Polak prowadził w klasyfikacji najlepszych blokujących. Obecnie plasuje się na drugiej pozycji. W ostatnich spotkaniach gra znacznie gorzej, notując słabsze statystyki, wynika to jednak przede wszystkim ze stylu gry Słońc, aniżeli spadku formy Marcina.

W Phoenix przed sezonem dokonano wielu zmian kadrowych. Odszedł mózg zespołu – Steve Nash, odszedł także weteran Grant Hill, pamiętający jeszcze rywalizację z Michaelem Jordanem. Strata tak doskonałego rozgrywającego,  jakim bez wątpienia pozostaje Nash, mimo 38 lat na karku, okazała się dla Gortata szczególnie bolesna. Dzięki fenomenalnie granym pick n’rollom, które są specjalnością Kanadyjczyka, center Słońc zdobywał w latach poprzednich bardzo wiele punktów. Do Phoenix zawitało także wielu nowych zawodników: doświadczony silny skrzydłowy Luis Scola, młody gniewny Goran Dragic i chimeryczny Michael Beasley. Wszyscy trzej panowie mieli okazać się wzmocnieniem Suns.

Tymczasem po zwycięstwie na start, Słońca przegrały aż 7 spotkań na 10 rozegranych, w tym trzy ostatnie. Jakie są tego przyczyny i co trener Alvin Gentry może zmienić?

1. Brak ataku pozycyjnego

Suns nie mają ustalonych praktycznie żadnych zagrywek ofensywnych, a jeśli mają to robią wszystko byle ich tylko nie realizować. Atak Słońc polega na czekaniu na błąd przeciwnika i próbę jego natychmiastowego wykorzystania. Co oczywiste, tak partyzancka gra nie ma szans się sprawdzić przeciwko zespołom z czołówki. Poszkodowany jest tu szczególnie Gortat, gdyż większość okazji rzutowych musi wypracować sobie sam. Nie dostaje piłki tyłem do kosza, Goran Dragic nie przepada za korzystaniem z graczy wysokich w zagraniach typu pick n’roll, woli samodzielnie kończyć akcje.

2. Egoizm i brak zespołu

Gracze Słońc nie tworzą drużyny. Nie są jednością i nigdy się nią nie staną. Goran Dragic, Jared Dudley, Shannon Brown, Michael Beasley. To zawodnicy grający indywidualnie, żeby nie powiedzieć egoistycznie. Nie widzą partnerów, nie próbują wypracować kolegom lepszych pozycji rzutowych. Każdy gra dla siebie, patrząc wyłącznie na własne cyferki w statystykach.

3. Nieistniejąca obrona

W NBA bez obrony ani rusz. Tymczasem w pierwszym składzie Suns można się doszukać jednego, góra dwóch solidnych obrońców. Jest to oczywiście Marcin Gortat, który wiele swoich bloków „zawdzięcza” nieudolności i braku zaangażowania swoich partnerów. Center, rodem z Łodzi, musi bowiem naprawiać błędy swoich kolegów. Goran Dragic wiele nadrabia ambicją i chęcią walki, ale stoper z niego żaden. Brakuje mu warunków fizycznych, stara się jednak nadrabiać to aktywnością. Pozostali gracze startowi Suns to gracze w obronie zupełnie nieefektywni. Michaelowi Beasley’owi się zwyczajnie nie chce. Uważa się za wielką gwiazdę i nie ma zamiaru pracować w obronie. Luis Scola od zawsze pozostaje specjalistą od zagrań ofensywnych i trudno by na stare lata zmienił swoje oblicze. Jared Dudley mógłby dać z siebie więcej, ale jest sfrustrowany samolubną postawą kolegów w ataku i negatywnie wpływa to na jego zaangażowanie w grę obroną.

Trener ekipy z Phoenix ma niewątpliwe spory zgryz. Skuteczny Scola zabiera pod koszem miejsce Gortatowi, czym znacznie obniża jego efektywność w ataku. W dodatku słabo spisuje się po przeciwnej stronie parkietu. Dragic gra indywidualnie i niechętnie szuka swoich partnerów. Beasley jest chimeryczny, zagrania genialne potrafi przeplatać z rzutami niedolatującymi do obręczy. Oddaje najwięcej rzutów z całej drużyny, mimo iż rzuca ze skutecznością zaledwie 36% (jest 4. strzelcem zespołu). Konieczne wydają się zmiany w pierwszej piątce Suns. Scolę mógłby z powodzeniem zastąpić Jermaine O’Neal, który lubi grać na półdystansie i zrobiłby miejsce Marcinowi w polu trzech sekund. Poza tym O’Neal jest znacznie lepszym defensorem.

Alvin Gentry zapowiedział zmiany, jakie będą powinniśmy się przekonać już w środę, gdy Suns zmierzą się z Portland Trail Blazers. Sądzę jednak, że jakiekolwiek rewolucje w pierwszej piątce Suns, nie będą w stanie sprawić, by ekipa z Phoenix zaczęła należycie funkcjonować i dzięki temu wygrywać. W obecnym składzie wydaje się to niemożliwe do osiągnięcia. Zbyt wielu graczy gra dla siebie, nie myśląc o dobrze zespołu. Trener Gentry nie jest osobą z odpowiednią charyzmą, by zmienić nawyki swoich gwiazdek. W odpowiedni na krytyczne opinie Marcina Gortata na temat stylu gry Słońc, Gentry stwierdził:

Nic się nie zmieni. Staramy się do niego dogrywać i będziemy próbowali to robić. Bardzo byśmy chcieli dać mu piłkę pod koszem, aby zdobywał dla nas punkty, ale to nie jest jego najmocniejsza strona, naprawdę.

Czy to początek konfliktu między panami G.? Jeśli Polaka w środę zabraknie od pierwszych sekund na parkiecie, wiele będzie na to wskazywać. Ewentualny transfer Marcina może się okazać jednak dość kłopotliwy, choć zaczyna być o nim coraz głośniej w amerykańskich mediach, gdyż Polish Hammer jest uznawany za jednego z najlepszych centrów na Zachodzie. W zeszłym roku Gortat przedłużył umowę z Suns i chętni na usługi Polaka muszą się liczyć z wydatkiem 15 milionów dolarów za dwa sezony gry. Stacja ESPN podaje jednak, że drużyn zainteresowanych ewentualnym pozyskaniem Polaka jest aż pięć, w tym takie tuzy jak Boston Celtics, czy Oklahoma City Thunder. Jeśli plotki okazałyby się prawdziwe, a wydają się być całkiem sensowne i realne, to mielibyśmy przyjemność oglądać Polaka w fazie Playoff, a może nawet Finałach NBA!

Do tego jeszcze daleko, a Marcin musi walczyć o swoje w Phoenix. Miejmy nadzieję, że niedługo, bo Słońca bez diametralnych zmian nie mają szansy na zwojowanie niczego w tym sezonie. Choć rok temu do fazy PO zabrakło niewiele, w tym sezonie niestety, ale zapowiada się, że będzie to przepaść. Z niecierpliwością czekajmy więc na wieści zza oceanu. Może któregoś poranka okaże się, że Marcin fioletowe koszulki Słońc zamienił na zielone Koniczynek i będzie seryjnie zdobywał punkty, dzięki współpracy z Rajonem Rondo? Tego wypada mu serdecznie życzyć. Nie pokazał jeszcze wszystkiego na co go stać. A w Phoenix będzie oto szalenie trudno.

Źródło fotografii na stronie głównej: http://i.wp.pl/a/f/jpeg/26426/gortat_suns_wsciekly_470.jpeg


pubsport.pl
Adam Śmietański

Sport, muzyka i gry – trzy pasje nadające sens mojemu życiu.
Niestety nie było mi dane spróbować swych sił w zawodowym sporcie, lecz jedynie pchnęło mnie to ku dziennikarskim wyzwaniom.
Koszykówka, piłka nożna, kolarstwo – moi faworyci wśród walczących o uwagę kibiców.