Słów kilka po towarzyskim graniu w Tallinie

Porażka z Estonią? Do czego to doszło?  Gra Biało – Czerwonych wołała o pomstę do nieba. To był dramat. Porażka nie była efektem tysiąca zmarnowanych przez Polaków sytuacji i jednego szczęśliwego stałego fragmentu gry rywali. Podopieczni Fornalika nie byli zespołem lepszym. Na porażkę zasłużyli. Rozumiem, że sparing, że nowy trener, nowe ustawienie, że po trudnych i wyczerpujących obozach nogi są jeszcze ciężkie, ale panowie,  umówmy się, z Estonią po prostu przegrywać nie wypada.

Gra? Katastrofa. Polacy futbolówkę rozgrywali bardzo powoli, mozolnie, kompletnie bez pomysłu, zamiast teren z piłką przy nodze zdobywać, na dobrą sprawę go tracili. Cała gra ofensywna podopiecznych Fornalika była przewidywalna i schematyczna. Nie było kompletnie żadnego elementu zaskoczenia rywala, przyspieszenia tempa gry, jakiejś szybkiej klepki. To wszystko było o kilka temp za wolno. Estończycy bez żadnego problemu potrafili przeczytać intencję polskiego kopacza, który miał futbolówkę przy nodze. Oprócz tego, że nasi gracze piłkę rozgrywali mozolnie, to przy tym bardzo niedokładnie.  Strat po naszej stronie było naprawdę sporo. Nie widzieliśmy wyjścia na pozycję, próby urwania się kryjącemu krótko rywalowi.  Z tego wszystkiego też wziął się brak klarownych sytuacji  dla Biało – Czerwonych. Ok, to sparing, ale żeby nie mieć żadnej, takiej czystej, stuprocentowej sytuacji w meczu z Estonią, to jest żenada. Klęska. Jak my chcemy, bardzo przepraszam, wygrywać z taką Anglią, Czarnogórą czy Ukrainą, skoro nie potrafimy stworzyć sytuacji w meczu z bardzo przeciętną Estonią.

Rywale podchodzili pod naszych zawodników agresywnie, nie dali im swobody w rozegraniu, zastosowali ciut bardziej intensywny pressing i to wystarczyło.

Wspominałem o tym, że Polacy nie stwarzali klarownych okazji, za to Estończycy – w pierwszej połowie – wręcz przeciwnie. Szczęsny chyba ze trzy razy musiał wykazać się swoim kunsztem bramkarskim.  Dużo popełnialiśmy błędów w obronie. Defensorzy przegrywali pojedynki jeden na jeden, nie kryli wystarczająco dobrze, brakowało u nich agresji, ostrego podejścia do rywali, pozwolili za to wrzucić sobie kilka piłek za plecy.

Trio z Dortmundu rozczarowało.  Piszczek chociaż kilka razy fajnie podłączył się do akcji ofensywnej, w defensywie zagrał na swoje możliwości bardzo słabo. Ogrywać dawał się przeciętniakom z Talina zdecydowanie zbyt łatwo i zbyt często przy tym. Nie widziałem Łukasza z zeszłego sezonu w BVB, widziałem raczej piłkarza zmęczonego, często nieporadnego, bardzo podobnego do tego z Euro 2012.

Tak słabego Lewandowskiego nie widziałem od dawien dawna. Drużynie nie dawał kompletnie nic. Tracił piłkę notorycznie. Mimo wspaniałej techniki, którą niewątpliwie dysponuje, piłka mu przy kilku przyjęciach niespodziewanie odskakiwała, uciekała, naszego napastnika po prostu nie słuchała. Robert próbował czasami dryblingu, wejścia w pojedynek jeden na jeden, ale to też kompletnie dzisiaj nie wychodziło. On jest znany z tego, że mimo słabej gry zespołu potrafi wypracować sobie sytuację sam, gola strzelić z niczego, ale wczoraj raczej był tylko osłabieniem.

Prawdopodobnie słaba forma „Lewego” i „Piszcza”  jest spowodowana tym, że ci zawodnicy mają jeszcze w nogach te bardzo ciężkie treningi w okresie przygotowawczym, Bundesliga startuje przecież dopiero 24 sierpnia, na dobrą sprawę „luzowanie” tych obciążeń przychodzi dopiero teraz.

Teraz słówko o Błaszczykowskim. W meczu był chyba jedną z jaśniejszych postaci, chociaż mimo wszystko to nie był  najlepszy Kuba, jakiego znamy. Gdzieś tam mu się piłka w dryblingu zaplątała, gdzieś tam rywal potrafił wyczuć w którą stronę pobiegnie nasz kapitan. Bardzo średnio. Odniosę się jeszcze do sprawy, wokół której rozgorzała dyskusja w ostatnim czasie. „Kuba kapitan”? Uważam, podobnie jak większość piłkarskiego społeczeństwa w Polsce, że nie powinien on dalej być przywódcą tej ekipy.  Najpierw sytuacja z biletami po Euro, obarczanie odpowiedzialnością Latę, teraz to zaprzeczanie samemu sobie w wywiadach. Błaszczykowski nie ma takiej charyzmy. Śmiem wątpić w zdolności przywódcze skrzydłowego BVB. Myślę, że na kapitana naszej repry pasował by na przykład Marcin Wasilewski. Widać, że gość ma jaja. Potrafi robić kawały całej ekipie, śmiać się na okrągło, być duszą towarzystwa, ale jak przychodzi do meczu to podobno również umie krzyknąć, wkurzyć się, zespół zmotywować.

Nie najlepiej wyglądała nasza gra w nowym systemie 4-4-2. Tym ustawieniem graliśmy w pierwszej części gry, warto przypomnieć – tej znacznie gorszej części w naszym wykonaniu. Myślę, że jedną z bezpośrednich przyczyn takiego stanu rzeczy był brak jednego kreatywnego zawodnika w środku pola. Graliśmy w środku Borysiukiem i Polańskim – piłkarzami raczej w drugiej linii defensywnymi, najczęściej odpowiadającymi za odbiór piłki, porządkowanie gry, nierzadko odegranie do bardziej kreatywnego partnera. I jak my mamy stwarzać sytuacje? Jak już gramy systemem 4-4-2, to myślę, że w środku pola powinniśmy grać wariantem:  pomocnik odbierający piłkę, odpowiadający za czyszczenie pola gry + kreatywny pomocnik -rozgrywający, odpowiadający za rozegranie futbolówki, czyli na przykład Polański + Mierzejewski. Inaczej wychodzi nam z tego ustawienia takie 4-2-2-2, bo co nam z tego, że gramy dwoma napastnikami, skoro równocześnie na dobrą sprawę gramy dwoma defensywnymi pomocnikami, między napastnikami a rzekomymi pomocnikami tworzy się ogromna dziura, w której bez problemu można zaparkować tira  i żeby to jakoś funkcjonowało z takim zestawieniem środka pola, musimy przejść na 4-2-3-1, bo jeden z napadziorów musi, przez bardzo defensywną postawę środkowych pomocników, bardzo głęboko cofać się po piłkę i staję się tak naprawdę ofensywnym pomocnikiem.

7 września gramy w Podgoricy z Czarnogórą, ekipą piętnaście razy lepszą od naszych wczorajszych rywali. Do poprawy jest, tak jak powiedział Waldemar Fornalik, dosłownie wszystko. Każdy element. Ciężko być pozytywnie nastawionym. Ale tak na pocieszenie: Benhakker przecież dużo lepiej nie zaczynał, a chyba pamiętacie co się działo potem…..


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl