Smutny wieczór na Stamford Bridge

Dzisiaj stało się jasne, że piłkarze The Blues przyszłoroczną edycję Ligi Mistrzów już niemal na pewno spędzą co najwyżej przed telewizorem. Może nie musiałby wydarzyć się cud, ale wielka sensacja na pewno, by Chelsea  odrobiła stratę dziesięciu punktów do czwartego miejsca w Premier League premiowanego awansem do rozgrywek, z którymi podopieczni Hiddinka przed chwilą, meczem z PSG, niezbyt pięknie się pożegnali. Londyńczycy walczyli dzielnie, długimi momentami toczyli wyrównany bój, ale w przekroju  dwumeczu to jednak mistrzowie Francji pokazali więcej piłkarskiej jakości. Panem  Stamford Bridge był dzisiaj Zlatan Ibrahimović, swój świetny występ okraszając bramką, która ustaliła wynik spotkania na 2:1 dla gości.

Ostrzyłem sobie zęby na świetne spotkanie w stolicy Anglii. Obie drużyny wydają się być  na podobnym poziomie, a wynik pierwszego meczu na Parc de Princes (2:1 dla gospodarzy) sprawiał, że kwestia awansu pozostawała bardzo szeroko otwarta. I szczerze mówiąc, nie zawiodłem się, do momentu „zabicia” meczu przez Ibrę w okolicach 60 minuty, oglądaliśmy świetne spotkanie okraszone atakami zarówno ze strony Anglików, jak i Francuzów.
Od początku imponowało mi,  jak świetnie przy piłce potrafią utrzymywać się gracze PSG. Oni, w odróżnieniu od swoich dzisiejszych rywali, którzy za każdym razem próbowali jak najszybciej przedostać się pod bramkę Trappa, postawili na atak pozycyjny. Potrafili świetnie przyspieszyć tempo gry, niektóre ich wymiany z pierwszej piłki sprawiały, że pewnie nawet kibicom na Stamford Bridge mogło zakręcić się w głowie.

 

Na początku niezwykle imponował mi Di Maria. To on – do spółki z Lucasem (z którym nieustannie wymieniali się pozycjami i szukali wolnych sektorów) – napędzał kolejne ataki gości i zwodził kolejnych Londyńczyków dryblingiem. Zagrał kilka wręcz genialnych piłek pomiędzy defensorów Chelsea, którzy na początku spotkania byli lekko oszołomieni przebiegiem wydarzeń. Potem Argentyńczyk nieco przygasł, zdarzało mu się podejmować złe decyzje, nie był już tak skuteczny w dryblingu, ale w drugiej części ponownie błysnął asystując przy drugim trafieniu gości.

 

Na głęboką wodę rzucony został lewy obrońca The Blues, Kennedy, który po pierwsze  –  nie grał na swojej nominalnej pozycji, a po drugie – jest bardzo młody i do tej pory w Lidze Mistrzów zagrał zaledwie 17 minut. Nie można powiedzieć, że zdał egzamin wzorowo, uważam, że pierwszy gol obciąża w dużej mierze jego konto. Próbował akcji zaczepnych, lecz miewał dużo strat. Jednak warto odnotować, że w późniejszej fazie meczu nieraz wygrywał pojedynki zarówno z Lucasem, jak i Di Marią.

 

Widząc łatwość z jaką na początku spotkania PSG dochodziło do sytuacji bramkowych aż chciałoby się zapytać: gdzie jest Matić i dlaczego nie ma go na boisku? Mikel był jedynym zawodnikiem drugiej linii zorientowanym na defensywę, robił co mógł, ale nie był przecież w stanie załatać wszystkich dziur. Umówmy się, Fabregas to nigdy nie będzie gość grający szczególnie dobrze w odbiorze i dzisiaj było to widać bardzo wyraźnie. Niejednokrotnie był z łatwością objeżdżany przez podopiecznych Blanca. W ogóle Katalończyk zaliczył dzisiaj dość dyskretny występ, miał ciężkie zadanie, ale brakowało mu błysku, nie próbował zagrywać niekonwencjonalnie. A jednak od rozgrywającego takiej klasy można wymagać większej ilości piłek kluczowych dla losów poszczególnych akcji.

 

Bramka Costy zmieniła obraz meczu. Do tego momentu PSG panowało w środku pola, a para środkowych obrońców, Thiago Silva – David Luiz, wyglądała na dwójkę profesorów, gości, którzy tego dnia mogą być nie do przejścia. Jednak tym razem to napastnik Chelsea zwiódł kapitana reprezentacji Brazylii, Silvę, i kwestia awansu znów stała się dla londyńczyków otwarta.

 

Bramka padła po głupiej i bardzo nieodpowiedzialnej stracie Thiago Motty. Warto nadmienić, że nie była to pierwsza i ostatnia w tym meczu utrata futbolówki na własnej połowie przez brazylijskiego rozgrywającego. W drugiej części nieco się zrehabilitował popisując się  kapitalnym kluczowym podaniem przy golu Ibry. I mimo wszystko, to chyba właśnie Motta wypadł najlepiej z trójki środkowych pomocników PSG. Matuidi długimi momentami wydawał się zagubiony, chwilami był wręcz niewidzialny, nie zagrał nic wielkiego ani w ofensywie, ani w destrukcji. Blaise był dzisiaj po prostu bezbarwny. Nijaki. Wielu obawiało się występu Rabiot, najmniej doświadczonego z owej trójki. Niby uciszył krytyków, strzelając gola. Miał parę imponujących odbiorów piłki. Jednak grał bardzo nerwowo, notował sporo strat, a  hasło „spokój i pewność w rozegraniu” było mu dzisiaj raczej obce.

 

Widać, że na dobre tory wraca powoli Hazard, który wreszcie imponował dryblingiem i łatwością mijania kolejnych rywali. Może nie był jeszcze tak efektywny jak w minionym sezonie, ale z pewnością narobił mnóstwo zamieszania w szeregach obronnych drużyny Blanca.

 

Kluczowym momentem tego spotkania był jednak, według mnie, uraz Diego Costy. Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem wyszedł na boisko niezwykle naładowany. Widać było autentyczną, ale pozytywną agresję w jego oczach. On kocha starcia, na które patrzy cały świat. Dobrze utrzymywał piłkę, dochodził do sytuacji, biegał bardzo dużo i stale był pod grą.  Choć nie jestem jego wielkim fanem, ba, mógłbym nawet nieelegancko rzec, że za nim nie przepadam, to dzisiaj bardzo mi zaimponował.

 

Jego zejście, wskutek kontuzji, zmieniło obraz gry. Chelsea nadal próbowała atakować, ale z przodu brakowało piłkarza, który będzie to wszystko spajał, który przytrzyma futbolówkę, odegra. Wszedł Traore, młody chłopak, który w ostatnim czasie zaczął błyszczeć jak mało kto (pięć ostatnich spotkań = cztery gole). Ktoś na Twitterze stwierdził, że oto mamy dzień, w którym „Traore może trafić do piłkarskiego nieba”. Ale niestety, Bertrand zawiódł na całej linii. Wiadomo, że nie można od chłopaka bez doświadczenia oczekiwać, że weźmie na plecy taką drużynę jak Chelsea, ale zabrakło mi u niego nie tyle dobrej gry, co właśnie żądzy pokonania rywala, wyszarpania wręcz każdej kolejnej piłki, pozytywnej, piłkarskiej bezczelności. Często mówimy: „młody chłopak, ale gra bez kompleksów, nie boi się, drybluje, szuka gry”. O Traore, niestety, powiedzieć tego nie można. Zagrał tak, jakby wystarczała mu sama obecność w protokole meczowym. Może się bał, nie chciał ryzykować, ale taką postawą z pewnością nie ma szans zaimponować nikomu.

 

Wspominałem na początku coś o zawodniku, który zdobył dzisiaj Stamford Bridge? Ten, który całą karierę czeka na triumf w Lidze Mistrzów, i który w tych rozgrywkach w spotkaniach o największą stawkę zwykle nie pokazywał pełni umiejętności, dzisiaj zaprezntował się wybornie. Gol, asysta, oprócz tego naprawdę świetna gra. Zlatan Ibrahimović, bo rzecz jasna o nim tu mowa, znakomicie radził sobie z obrońcami. Cofał się bardzo głęboko, by pomagać w rozegraniu. Jak zwykle imponował pewnością siebie i spokojem z piłką przy nodze. Był dzisiaj po prostu najlepszy na placu.

 

Z jednej strony szkoda, że Chelsea tak szybko żegna się z europejskimi rozgrywkami. Mam wielką sympatię do tej drużyny, która zrodziła się u mnie z tych niesamowitych dreszczowców z udziałem The Blues,  będących ozdobą wielu ostatnich odsłon LM. I na zawsze piłkarze z Londynu będą kojarzyć mi się z wielkimi spotkaniami w tych właśnie rozgrywkach, z golami Drogby, zwycięskim ustawianiem autobusu z Barceloną, niesamowitymi półfinałami z Liverpoolem, poślizgnięciem Terry’ego podczas wykonywania rzutu karnego na Łużnikach. I tak sobie myślę, może właśnie takich gości jak John „Niebieskie Serce”, zabrakło dzisiaj Hiddinkowi? Choć jednego, dla którego Chelsea znaczy tak wiele….

 

Z drugiej jednak strony patrząc, szkoda byłoby nie oglądać kolejnych popisów Ibry, Di Marii i spółki, ich kapitalnej gry na małej przestrzeni i imponującej postawy dwójki stoperów. Myślę, że to może być ich sezon. Kampania, w której PSG wreszcie dobrnie do półfinału najpiękniejszych rozgrywek na świecie.

POWIEDZ O NAS SWOIM ZNAJOMYM:

Sponsor serwisu:
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl

Dodaj komentarz