Sobota w lidze: Nie ma punktów za styl

W sobotnich meczach T-Mobile Ekstraklasy na znośnym poziomie stał tylko ten ostatni – w Warszawie. Polonia mimo bardzo dobrej gry przegrała z Lechem, którego uratował piękny gol Toneva.

Podbeskidzie – Wisła 1:1 (1:1) 

Tutaj właściwie nie ma o czym pisać – nudny mecz dwóch połów (czasem ciężko znaleźć mądrzejsze określenie). Do przerwy Wisła statystowała dobrze grającym gospodarzom, po zmianie stron było odwrotnie. Skończyło się sprawiedliwym remisem. Warty podkreślenia jest kolejny debiut w drużynie Kasperczyka – Adamek. Chłopak wyciągnięty z 5. ligi już w pierwszej minucie mógł być sam na sam z Pareiką ale trochę się zaplątał. Zrehabilitował się nieco później doskonałą asystą do Demjana. Dla Wisły trafił natomiast Łukasz Bruliga wykorzystując ładne podanie Garguły.

Zdumiewa jedna rzecz – kandydat do tytułu mistrzowskiego (według wielu, nie według mnie) jedzie na boisko jednej z „najmniejszych” drużyn w lidze, remisuje, będąc przez pół meczu tłem dla rywala i… nie możemy być tym zdziwieni. Poziom ligi się bardzo wyrównał – ten truizm, tak często powtarzany, widać najbardziej w takich meczach. Tyle, że wyrównał się w dół i to drastycznie, bo przecież Podbeskidzie (taka współczesna Odra Wodzisław) nagle nie zacznie bić się nawet o puchary. Co więcej dziś w składzie tego Podbeskidzia zagrał gość z piątej ligi. I on śmiał w przerwie powiedzieć reporterowi, że robi tak jak trener mu kazał – grać swoje, jak w Drzewiarzu Jasienica, tylko lepiej taktycznie! Komplementem pod adresem Wisły i całej ligi to to nie było.

Kontakty Świra za mecz:

* 1 Kontakt:

Robert Demjan (Podbeskidzie) – dobre 45 minut – bramka i dużo pożytecznej roboty na rzecz zespołu.

Kamil Adamek (Podbeskidzie) – kolejny niezły debiutant u Górali. 

Łukasz Burliga (Wisła Kraków) – do przerwy – na tle kolegów wyglądał jak pół-bóg, a przy bramce zachował się jak rasowy napastnik.

Więcej Kontaktów nie dam! Nie za mecz, podczas którego autentycznie zasnąłem kwadrans przed końcem. (uprzedzam – wczoraj nigdzie nie wychodziłem – po Superpiątku w Canal Plus grzecznie poszedłem spać)

Widzew Łódź – Ruch Chorzów 2:0 (1:0)

Miało nie być gorzej niż w Bielsku, a niestety chyba było. Ślamazarny, nudny i potworny mecz do oglądania. Przez niego Krzysztof nie obejrzy przez dwa tygodnie żadnego ligowego spotkania. Musi dojść do siebie podczas transmisji z letniego Grand Prix w skokach 🙂

Szokujące jest to jak może zmienić się drużyna, gdy wyjmie się z jej ławki trenera. Powiedzmy otwarcie – Ruch dokonał najmniejszej zmiany kadrowej z możliwych. Awansował asystenta na pierwszego trenera, do tego jest to brat poprzedniego szkoleniowca. I posypało się wszystko. Widzew to obok Podbeskidzia kolejna drużyna, która odziera nas ze złudzeń co do poziomu ligi. Rok w rok pozbywa się najlepszych graczy, skupuje chłopaczków z Tunezji, Gwadelupy, Wągrowca i Bóg raczy wiedzieć skąd jeszcze, a na dzień dobry ograł mistrza i wicemistrza kraju. Legia się pewnie cieszy, że w trzeciej serii nie jedzie do Łodzi. Trzeba dodać, że Widzew wygrywa, mimo przeciętnej gry. Po prostu ta mieszanka młodości z obcokrajowcami robi swoje – walczy, nie odstawia nogi (kolejne klasyczne określenie) i przede wszystkim – strzela więcej goli niż rywale.

Trzeba oddać, że w Ruchu też dwóch graczy nie odstawiło dziś nogi – Djokić i Sadlok dostali zasłużone czerwone kartki i powinni jeszcze dostać po zasłużonym 2-3 meczowym zawieszeniu. Chociaż nie wiem co jest większą karą – być zawieszonym czy grać w takim Ruchu Chorzów.

Kontakty Świra za mecz:

** 2 Kontakty:

Łukasz Broź (Widzew Łódź) – zdecydowanie najlepszy na boisku. Może nie zasłużył na dwa pełne Kontakty, ale jakoś musiałem go odróżnić od tego marazmu ligowego, który widzieliśmy na pustym stadionie w Łodzi. Wywalczył rzut karny, który ustawił ten mecz.

* 1 Kontakt:

Maciej Mielcarz (Widzew) – parę razy musiał się wysilić. Co prawda Piech i Jankowski kopali w niego, ale jednak jakieś tam sytuacje wybronił.
Mariusz Rybicki (Widzew) – przede wszystkim za doskonałe zachowanie w 90. minucie kiedy stanął oko w oko z bramkarzem Ruchu.
Prince Okachi (Widzew) – w pierwszej połowie miał dwie irytujące straty, ale po zmianie stron zagrał po profesorsku. Rozbijał akcje Ruchu nim na dobre się zaczynały.

 Polonia Warszawa – Lech Poznań 1:2 (1:1)

To był wreszcie mecz, na który dało się patrzeć. Ba, nawet dało się to robić z przyjemnością. Polonia przez większość spotkania była od Lecha lepsza, ale przegrała bo:

a) nie wykorzystała swoich sytuacji
b) Lech miał Toneva, który zdobył kapitalnego gola. To był strzał nie do obrony, nie tylko dla Pawełka, ale dla każdego bramkarza świata

O ile przed przerwą Lech jeszcze coś na tym boisku robił, to po zmianie stron Czarne Koszule zdecydowanie przejęły inicjatywę. Goście obijali się na boisku jakby wiedząc, że rywale krzywdy im nie zrobią. Miło było oglądać jak Wszołek i Piątek walczą o każdą piłkę w środkowej strefie i prawie wszystkie z tych pojedynków wygrywają. Mam jedno poważne zastrzeżenie do sędziego Stefańskiego. „Kebab” Ceessay łapiący rywala rozpoczynającego kontrę zasłużył na żółtą kartkę, co w jego przypadku oznaczałoby wylot z boiska. To było jeszcze przy stanie 1:1 zatem wypaczenie jest dość spore.

Muszę też napiętnować frajerskie zachowanie Teodorczyka, kiedy starł się z Henriquezem. Panamczyk lekko zamachnął się głową w kierunku napastnika Polonii, a ten padł jakby go byk ubódł. Dobrze, że arbiter się na to nie nabrał.

Lech jest liderem z 6 punktami.

Kontakty Świra za mecz:

** 2 Kontakty:

Aleksandyr Tonev (Lech) – I tak był najaktywniejszym graczem Lecha, a do tego zdobył pięknego gola.

* 1 Kontakt:

Manuel Arboleda (Lech) – trzeba przyznać że Maniek wraca do dobrej formy. Dziś bardzo pewny w obronie, pewniejszy od trzech pozostałych defensorów Kolejorza.
Łukasz Trałka (Lech) – od początku wygwizdywany był przez kibiców, którzy nie mogą darować mu odejścia z Polonii. Uciszył ich golem i dołożył do tego niezłą grę przez cały mecz.
Adam Kokoszka (Polonia) – podobno zmienił dietę  i zamiast schabowego wpiernicza włoskie żarcie (oby nie pizzę). Fakt faktem, że dziś wypadł porządnie, lepiej niż niepewny momentami Baszczyński.
Adam Pazio (Polonia) – jeden z młodych-walecznych Polonistów. Sporo dobrego było w jego grze, nie ograniczał się tylko do bronienia, starał się też atakować.
Paweł Wszołek (Polonia) – najlepszy Polonista. Na całej długości i szerokości boiska harował jak wół. Może mógł zrobić więcej przy strzale Toneva, ale i tak zastrzeżeń do jego postawy mieć nie można.
Łukasz Teodorczyk (Polonia) – za gola i za walkę, byle już nie powtarzał tego teatralnego padu, bo aktorem jest gorszym niż piłkarzem.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk

29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć „coś” ciekawego w każdej dyscyplinie sportu.
Obserwuj mnie na Twitterze

http://www.pubsport.pl/