El. MŚ: Półtoragodzinny „spacerek” na otwarcie

W swoim pierwszym meczu w ramach turnieju eliminacyjnego do Mistrzostw Świata siatkarek reprezentacja Polski pokonała Szwajcarię 3:0 (25:14, 25:15, 25:9) i objęła prowadzenie po pierwszym dniu turnieju eliminacyjnego do Mistrzostw Świata.

Pierwsze akcje toczyły się wedle zasady „punkt za punkt” do momentu, aż na zagrywce pojawiła się Katarzyna Skowrońska-Dolata. Wtedy ze stanu 4:4 zrobiło się 8:4. O pierwszą przerwę na żądanie trener Timothy Lippuner musiał poprosić już dwie akcje później, bo jego podopieczne wciąż nie potrafiły dobrze przyjąć zagrywki Skowrońskiej-Dolaty, co zaowocowało mocnym atakiem Małgorzaty Glinki-Mogentale i blokiem Katarzyny Anioł. Polki kontrolowały przebieg partii, radziły sobie z obroną niezbyt silnych ataków rywalek. Podczas drugiej przerwy technicznej na tablicy widniał wynik 16:7 dla Biało-Czerwonych.

W dalszej części seta przewaga naszych siatkarek najpierw się powiększyła jeszcze o 4 punkty, ale następnie zaczęła maleć (22:13). Pojawiły się klopoty z przyjęciem serwisu przeciwniczek. Większe kłopoty sprawiała Wigger i Granvorka, ale gdy trener Makowski poprosił o przerwę, zapobiegł dalszemu rozwojowi negatywnych zdarzeń i Polki zwyciężyły do 14.

Na początku następnej partii w szeregi naszych reprezentantek wkradło się drobne rozluźnienie. Były problemy ze skończeniem akcji, co poskutkowało dwupnktową przewagą Szwajcarek (4:2 i 6:4). Piotr Makowski znów zareagował i poprosił o czas. To ustawiło nasz zespół na dobre fale. Na zagrywce pojawiłą się Katarzyna Anioł i ten element wychodził jej tak dobrze, że musiała go powtarzać w ośmiu kolejnych akcjach. Złożyły się na to również czujna gra na siatce koleżanek. Zanim nastąpiła II przerwa techniczna także Anna Werblińska popisała się dobrymi, mocnymi serwisami, dzięki którym zrobiło się 16:10.

Trener Timothy Lippuner robił co mógł, by wybić z rytmu Polki – w pewnym momencie nawet na boisku wprowadził trzecią przyjmującą zamiast atakującej, Mandy Wigger. Na niewiele się to jednak zdało, gdyż Polki były rozpędzone i praktycznie już nie do zatrzymania – kolejny fragment wygrały 8:2. Warto też przytoczyć statystykę punktowych bloków, w której nasze panie zwyciężyly 7:0. Jedynie skończenie piłki setowej stanowiło drobny kłopot, ale ostatecznie, za piątym razem, ta sztuka się udała. Set skończył się wynikiem 25:15.

Już na samym początku trzeciej odsłony Polki uciekły przeciwniczkom na 5 punktów (7:2 i 8:3). Dobrą zagrywką popisywały się Katarzyna Skowrońska-Dolata oraz Małgorzata Glinka Mogentale, która weszła w pole zagrywki po I przerwie technicznej i nie schodziła z niego przez 6 kolejnych akcji (14:3). Później na boisku zastąpiła ją Klaudia Kaczorowska, a Szwajcarki popisały się kilkoma punktowymi blokami. Nie były jednak w stanie na dłuższą metę zagrozić Bialo-Czerwonym, które miały osiem punktów przewagi na II przerwie technicznej.

Tuż po niej na boisku zobaczyliśmy na placu gry Joannę Wołosz, która nie miała na sobie żadnego stabilizatora, co wskazywałoby na to, że wszystko z jej stawem skokowym jest w porządku. Ze skrzydeł punktowała Werblińska, ze środka zaś Dziękiewicz. Kilka punktów Polki dostały także w prezencie od rywalek i ostatecznie zwyciężyły do 9.

Pomeczowe wypowiedzi:

Laura Sirucek – przyjmująca reprezentacji Szwajcarii:

Już przed meczem wiadomo było, że z Polkami będzie nam się grało bardzo trudno. To jeden z najsilniejszych zespołów, z jakimi mierzyłyśmy się w ostatnim czasie. Chciałyśmy zatem zaprezentować się jak najlepiej i mieć trochę frajdy z gry. Polskie blokujące bardzo nas pilnowały, przez co miałyśmy problem z kończeniem ataków oraz zdobywaniem punktów. Na tyle, na ile mogłyśmy, starałyśmy się położyć nacisk na zagrywkę, ale niestety dla nas, przeciwniczki miały dobre przyjęcie. Musimy zapomnieć o tym, co się stało i patrzeć na to, co przed nami. Jutro będzie nowy dzień, nowy mecz.”

Mariola Zenik – libero reprezentacji Polski:

Mecz wymagał od nas sporej koncentracji. Na nią właśnie poświęciłyśmy najwięcej energii, aczkolwiek miałyśmy wszystko pod kontrolą. Nie we wszystkich elementach było dziś perfekcyjnie, ale najważniejszy jest wynik, z którego jesteśmy zadowolone. Dobrze, że pograły wszystkie dziewczyny, ponieważ dzięki temu nie wypadły z rytmu, a przydadzą się też w kolejnych spotkaniach. Jutro pracujemy nad Hiszpankami, dostaniemy materiał filmowy i poddamy go analizie.”

Katarzyna Mroczkowska – przyjmująca reprezentacji Polski:

Choć miałyśmy ledwie kilka dni na przygotowanie, ale dysponujemy bardzo doświadczoną kadrą. Powiem szczerze, że trener Makowski zaskoczył mnie powołaniem na ten turniej. Jest mi z tego powodu bardzo miło i przyjemnie. Mam swoje lata, więc ciężko rozważać grę w reprezentacji podczas gdy gra się także na wysokich obrotach w klubie.  Mecze ze Szwajcarią i Hiszpanią służą głównie przygotowaniu pod najwazniejsze przeciwniczki, Belgijki. Cieszę się, że podeszłyśmy do tego meczu należycie, bo gramy u siebie, a presja jest duża.”

Anna Werblińska – przyjmująca reprezentacji Polski:

Było to łatwe spotkanie dla nas. Na początku drugiego seta troszkę zabrakło koncentracji, ale zapanowałyśmy nad tym. Widoczne były duże rotacje u Szwajcarek. W pewnym momencie sama się zagubiłam, gdzie która zawodniczka grała. Jednakże analizowałyśmy kilka wariantów rywalek, miałyśmy je rozpracowane i takie zmiany mogły nas zaskoczyć, ale tylko trochę. Dziś z bardzo dobrej strony pokazała się Małgosia Glinka. Po raz kolejny udowodniła, że jest prawdziwą armatą do zdobywania punktów. Co prawda musiałyśmy przez to z Mariolą Zenik pokryć trochę większą część boiska, ale ostatecznie dobrze na tym wyszłyśmy. O Hiszpankach wiemy na razie od naszego fizjoterapeuty, że przyjechały młodszym składem, a głębiej przyglądać się im będziemy jutro rano.”

Katarzyna Skowrońska-Dolata – atakująca reprezentacji Polski:

Na pewno gra się fajnie rozkłada.  Jest poczucie, że każda wie, o co chodzi i rozgrywająca może spokojnie sobie wybierać, do kogo zagrać. Nie będę analizować dogłębnie naszej gry ze Szwajcarkami, bo nie lubię tego robić na „świeżo”, a teraz pora na Hiszpanki. Poza tym cieszę się, że mogę pobyć trochę w Polsce, bo jak wrócę do Baku, to zostanę tam już do końca sezonu. Niestety, tak ułożony jest kalendarz i nic na to nie mogę poradzić.”


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl