Spod drewnianego płotu na salony

Małysz ogłosił wczoraj zakończenie kariery, decyzja spodziewana, choć wielu zaskoczyła. Zaczynamy wspominać, to co osiągnął, wszystkie wielkie sukcesy. Dziękujemy mistrzowi za sportowe emocje i sukcesy, całą masę sukcesów. Podziękujmy mu też za reformę, której w umysłach naszych i ludzi związanych ze sportem dokonał. Podziękujmy reformatorowi, który w 11 lat pchnął nas do przodu o jakieś pół wieku.

Skokami zacząłem interesować się świadomie w 1998 roku, wcześniej oglądałem wybiórczo chyba jedną edycję TCS, pamiętam radość Primoza Peterki, ale za cholerę nie pamiętam świetnych skoków pewnego młodziana z Polski. Młodziana, który w ciągu następnych czternastu lat zmienił ten kraj bardziej niż wszystkie gabinety sprawujące w tym czasie rządy w RP. Nie wspomniałem tutaj o 1998 roku bezcelowo. To nie był dobry rok dla polskiego kibica, ogólnie to były ciężkie czasy. Zimowa olimpiada w Nagano raczej nie zapadła w pamięci wielu osób, ja sam pasjonowałem się nią głównie ze względu na wspaniały turniej hokejowy. Na medal na ZIO czekaliśmy już 26 lat, przed nami były kolejne cztery. W sportach letnich było nieco lepiej, z Atlanty 1996 przywieźliśmy 16 medali, co było uznawane za sukces. Teraz gdy spojrzymy na dyscypliny, w których nasi odnosili sukcesy to dojdziemy do wniosku, że spektakularnych medali, w najbardziej prestiżowych konkurencjach nam brakowało. Brakowało gwiazd w sportach, które rozpalały miliony na całym świecie i to miesiąc po miesiącu, rok po roku, nie tylko w parzystym roku rozgrywania igrzysk. Chód sportowy, judo, szermierka, zapasy, łucznictwo, to nie były i nie będą sporty mogące porwać tłumy. Jedyną drużyną, która na owych igrzyskach zagrała byli siatkarze (siatkówka notabene w Polsce też wtedy była delikatnie mówiąc podupadła). Zostawiając olimpiady -reprezentacja piłkarska w 1998 roku opuszczała właśnie kolejny mundial, pomimo tego piłka była zdecydowanie sportem narodowym, jedynym, którym codziennie interesowała się większość.

Małysz zmienia Polaków

Lekarstwem na bolączki okazał się niepozorny dekarz z Wisły, w jednym z pierwszych wywiadów (1996) dla TVP stoi na zaśnieżonej drodze, na tle drewnianego płotu i opowiada o tym, że za pieniądze wygrane w PŚ kupi sobie samochód, bo teraz ma ,,małego fiata” a to jest ,,zbyt niewiele”. W części której nie ma na YouTube stwierdza, że jego pierwszym sukcesem w życiu było wygranie na MP z Robertem Mateją, który ,,jest był wtedy skoczkiem w kraju”. Do dziś te słowa wywołują u mnie uśmiech na usta, bo Mateja był wtedy jak cały polski sport. Chimeryczny, pragnący sukcesów, niespełniony, rozchwiany, niedoinwestowany, zakompleksiony, spadający z pierwszego miejsca w konkursie na szesnaste (Mateja, Zakopane 1999) Przejście od Matei do Małysza zmieniło wszystko. Od 2000 roku Polacy potrzebujący bodźca, który sprawiłby że poczują się dumni nie musieli już szukać sobie idoli za granicą. Mieli człowieka, który był w stanie rywalizować z Niemcami, Rosjanami, Norwegami, Austriakami, Finami, był w stanie ich wszystkich pokonać. W 2000 roku mój tata pracował w Niemczech, opowiadał mi kiedyś jak pewnego dnia z ust niemieckich pracowników słyszał ciągle powtarzane nazwisko ,,Malysz, Malysz”. To było po wygranych przez Polaka kwalifikacjach w Kuopio (tych po których go zdyskwalifikowano), na miesiąc przed wygraną w TCS. Dzięki niemu Polacy na emigracji zaczynają być w centrum uwagi, Niemcy gratulują im, choć są nieco zdezorientowani, wszak jakiś Polak zaczyna bić na łeb na szyję Schmitta. Za sprawą skoczka z Wisły nasi zachodni sąsiedzi uczą się też wypowiadać ,,ł”. Niestety jest też druga strona medalu. Trwamy kilkanaście miesięcy w ekstazie, nie zdając sobie sprawy, że nie potrafimy sobie z nią radzić. Testem, którego nie zdajemy są pierwsze niepowodzenia Adama, o ile miejsca w czołowej dziesiątce można tak nazwać. Hannawald w Harrachovie od polskich kibiców dostaje pokaźnymi porcjami śniegu, pokazujemy swoją słabość, nie umiemy przegrywać, choć nasz idol już umie. Nauczył się radzić sobie z presją, przezwyciężył lęk i załamanie z wcześniejszych lat. Umie się podnieść z niejednego dołka. Czas pokaże, że nas też zdoła nauczyć. Kilkanaście miesięcy potem ten sam znienawidzony Hannawald w Zakopanem dostaje owacje na stojąco po rekordowym skoku na 140m. Ludzie zaczynają cieszyć się pięknymi skokami, nie tylko świetnymi skokami Małysza. Razem z nim przechodzimy drogę spod drewnianego płotu w Wiśle na salony. Już nie musimy się wstydzić, Polska wchodzi do UE, a jedną z naszych najważniejszych wizytówek jest właśnie Małysz. Kiedyś poproszono go by na podium wystąpił z niebieską flagą w gwiazdki, nie chciał tego zrobić: ,,trenerze k…wa” – mówił do Tajnera. ,,Przecież ja skaczę dla rolników, dla tych co nie chcą do tej Unii, co oni pomyślą?” Ostatecznie wystąpił z biało-czerwoną, a unijna powiewała nad jego głową. No, a my nauczyliśmy się korzystać z dobrodziejstw Unii.

Małysz zmienia polski sport

Jego sukcesy cieszą, ale pozostaje pytanie, co będzie gdy skończy karierę. Nie mamy następców, nie mamy praktycznie nic, oprócz jego talentu. Mali chłopcy chcą skakać tak jak on, choć nie mają gdzie. Na szczęście ktoś zaczyna organizować namiastki szkolenia młodzieży. Szukamy następców mistrza. Co więcej nie zaczynamy też działać w innych dyscyplinach zimowych. Małysz wydaje się wpływać na sportowców w zupełnie niezwiązanych dziedzinach. Daje nadzieję, że ciężką pracą, nawet w trudnych polskich warunkach można stać się kimś. Jerzy Engel motywując piłkarzy przed ważnym meczem eliminacji MŚ 2002 mówi do piłkarzy: ,,Panowie, Małysz wygrał w Oslo, my też możemy”. Pokonujemy Norwegię 3-2 potem jeszcze raz 3-0 i jedziemy na mistrzostwa po szesnastu latach przerwy. Polski sport wkracza na drogę profesjonalizacji, oczywiście do dziś nie można powiedzieć, że wszystko jest wspaniale, ale jest lepiej, o niebo lepiej. Nagle okazuje się, że dajemy radę wejść do czołówki w piłce ręcznej, siatkówce, nasi zaczynają grać w NBA, Radwańska dochodzi do dziesiątki rankingu WTA, lekkoatleci regularnie przywożą wartościowe rezultaty z wielkich imprez, a Kubica robi ,,wejście smoka? do F1, z ZIO w 2010 roku przywozimy 6! medali w trzech dyscyplinach. Poprawia się infrastruktura, a my zaczynamy chodzić na sport, oglądamy go już nie tylko w TV.

Małysz zmienia polskie skoki

Co najważniejsze dla mistrza, zmienia się także perspektywa dla polskich skoków. W ciągu kilku miesięcy z niszowych stają się narodowymi, pod ,,Wielką Krokiew” przychodzi prawie sto tysięcy osób, rozpoczyna się przebudowa skoczni w Wiśle, powstaje kilka małych obiektów dla trenowania młodzieży. Znamienne, że w sezonie 2010/11 ostatnim sezonie Małysza, Kamil Stoch wygrał swoje pierwsze konkursy w PŚ, broniłem się przed symboliką przekazania pałeczki, ale dziś okazuje się, że jednak jej wyznawcy mieli rację. Drużyna, choć nie na medal, zaczyna się liczyć w stawce, polskie skoki nigdy nie będą już takie jak kiedyś. Nawet jeśli oglądalność spadnie, a w Zakopanem zamiast 30 będzie 15 tysięcy widzów to wciąż Polska będzie jednym z wiodących krajów w tej dyscyplinie.

Pod wpływem emocji przypisałem chyba Małyszowi zbyt wiele, a dużo z tego co zrobiono w ostatniej dekadzie pewnie udałoby się bez niego. Wiem jednak, że sukcesy Małysza otworzyły umysły polskich kibiców i sportowców. Gdyby nie Małysz to pewnie teraz nasze głowy nie byłyby uniesione w takiej dumie, a świadomość własnej siły i wiarę w siebie na takim poziomie jak teraz, miałoby dużo mniej osób. Dziękujemy Adamie!


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk

29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć „coś” ciekawego w każdej dyscyplinie sportu.
Obserwuj mnie na Twitterze

http://www.pubsport.pl/