Sporting kroczy udeptaną ścieżką

W czwartek poznaliśmy pary półfinałowe Ligi Europy. Wśród czterech drużyn, jest jeden zadziwiający zespół – Sporting Lizbona. Portugalski rodzynek, którego przygodę z rozgrywkami miała zakończyć Legia Warszawa… Mam wrażenie, że podobny scenariusz już kiedyś widzieliśmy. 

W poprzedniej edycji LE, Lech Poznań młócił takie drużyny jak Manchester City  czy Red Bull Salzburg, wychodził z grupy i czuł się panem świata. Kibice marzyli o kolejnej wielkiej firmie wyjeżdżającej z Bułgarskiej z bagażem trzech bramek. Losowanie nie było jednak „łaskawe” i Kolejorz trafił na „słaby” Sporting Braga. Tyle, że ten Sporting Braga okazał się dla Lecha za silny. Oczywiście dwumecz był wyrównany i mógł potoczyć się inaczej, ale ostatecznie to Portugalczycy awansowali dalej. Co działo się potem w Polsce? Lech się stoczył, a Braga którą po rywalizacji z poznańskim klubem pogardzała większość kibiców, awansowała aż do finału. Po drodze piłkarze Domingosa Pacienci pokonali Liverpool, Dynamo Kijów oraz Benfikę.

Podobną ścieżką podążył w tym roku Sporting z Lizbony. Rozpoczął od wyeliminowania, jakkolwiek dziwnie to brzmi, faworyzowanego zespołu z Polski, potem „zaliczył” jeszcze ekipę z Anglii i z Ukrainy. Jest w półfinale i zmierzy się z Athleticiem Bilbao, drużyną pod kilkoma względami podobną do Benfiki Lizbona, którą rok temu na tym samym etapie odprawiła Braga. I Athletic i Benfica grają futbol ofensywny, miły dla oka. Taki, który chce się oglądać, a z kibicowania tym zespołom można być dumnym. Jeżeli chcesz zainteresować piłką nożną swoją dziewczynę to puść jej mecz Biblao z Manchesterem United. Tak jak rok temu Benfica miała „zjeść” Bragę, tak teraz Biblao ma zmiażdżyć Sporting.

Problem z każdą taką „ofensywną” drużyną jest jednak niezmienny od dekad. Proporcja między obroną i atakiem jest u nich zaburzona całkowicie. Taki Athletic mimo, że w dwumeczu z United dominował niesamowicie, dał sobie wbić  trzy gole z niczego. W kolejnej rundzie podobnie – z Schalke podopieczni Bielsy stracili 4 bramki. Póki co udaje im się strzelić o jedną, czy dwie więcej, ale kto wie, co będzie jeśli przyjdzie słabszy dzień w ataku lub lepsza obrona rywala. Z tego względu nie skazuję na pożarcie Sportingu Lizbona, to jest ekipa, którą regularnie skreśla się już przed meczem. Tak było w pojedynkach z Legią, the Citizens, a nawet Metalista Charków niektórzy uważali za faworyta.

Z niecierpliwością czekam na półfinały, może nawet bardziej niż na Ligę Mistrzów. Będzie to takie „okno wystawowe” mojej ulubionej, południowej piłki.

PS. Z opisanego wyżej obrotu spraw wyciągam też jeden ważny dla polskiej piłki wniosek. W Lidze Europy niewiele dzieli ogromny sukces od porażki. Skoro dwa lata z rzędu drużyny, które miały przegrać z przedstawicielami T-Mobilie Ekstraklasy dochodzą do półfinałów, to znaczy, że może tam dojść też przedstawiciel T-Mobile Ekstraklasy. Wejście na pewien przyzwoity poziom (który od święta osiągają nasze drużyny) i pozostanie na nim przez kilka miesięcy to niemal pewny sukces w tej drugiej europejskiej lidze.  Angielskie kluby lekceważą te rozgrywki konsekwentnie, pozostali poza dwoma trzema wyjątkami są w zasięgu dobrze grającej Wisły, Legii czy Lecha. Tylko o czym tu mowa skoro przykładowa Legia gra dwa dobre mecze na 2 miesiące, a do tego dobre to nie znaczy w jej przypadku wygrane.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk

29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć „coś” ciekawego w każdej dyscyplinie sportu.
Obserwuj mnie na Twitterze

http://www.pubsport.pl/