Sportowe podsumowanie weekendu

Czas na kolejne podsumowanie sportowego weekendu.  Jak zwykle z dużym zainteresowaniem patrzyliśmy na europejskie stadiony piłkarskie. Trzymaliśmy kciuki za Agnieszkę Radwańską walczącą w kończącym sezon turnieju w Singapurze. Z kolei Andrzejowi Gołocie podziękowaliśmy za lata ogromnych emocji.

W Europie znów odbyło się kilka piłkarskich hitów. Największym było oczywiście starcie Realu Madryt z FC Barcelona. Sobotnie El Clasico dostarczyło przede wszystkim, jak zwykle, wielkich doznań piłkarsko – estetycznych. Kiedy na boisko wychodzą po jednej stronie zawodnicy pokroju Ronaldo, Jamesa, czy Benzemy, zaś po drugiej oglądamy Messiego, Neymara i Suareza, poziom po prostu musi być wysoki. Tak było w sobotę. Katalończycy zaczęli znakomicie, bowiem już na początku do bramki trafił Neymar. Potem gole strzelali już tylko gospodarze. Jeszcze przed przerwą z rzutu karnego wyrównał Cristiano Ronaldo. W drugiej odsłonie Pepe dał prowadzenie podopiecznym Carlo Ancelottiego. Kropkę nad „i” postawił Karim Benzema. Była to pierwsza porażka Barcelony w tym sezonie jeśli chodzi o rozgrywki La Liga. Oczy większości kibiców były skierowane przede wszystkim na Luisa Suareza. Urugwajczyk wrócił do gry po długiej przerwie, co było karą za ugryzienie Giorgio Chielliniego w meczu z Włochami na Mistrzostwach Świata w Brazylii. Były zawodnik Liverpoolu, jak na tak długi odpoczynek od gry, spisał się całkiem przyzwoicie i zaliczył asystę przy jedynej bramce dla Dumy Katalonii, ale nie pomogło to w uniknięciu porażki.

Wielki klasyk także w Anglii. Słabo spisujący się Manchester United podejmował Chelsea Londyn. To zespół Jose Mourinho był zdecydowanym faworytem.  Jednak gracze Luisa van Gaala zdołali urwać punkty rywalom. Goście objęli prowadzenie po trafieniu Didiera Drogby i wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Jednak to co najgorsze dla The Blues wydarzyło się w samej końcówce. Najpierw czerwoną kartkę obejrzał Branislaw Ivanović, a niedługo później do remisu doprowadził Robin van Persie. Mecz zakończył się podziałem punktów. W Niemczech trwa kryzys Borussi Dortmund. Tym razem drużyna prowadzona przez Jurgena Kloppa przegrała z Hannover 96 0:1. Można śmiało mówić o fatalnej dyspozycji dortmundczyków. Ta ekipa jeszcze niedawno zdobywało dwa razy z rzędu mistrzostwo Niemiec i grała w finale Ligi Mistrzów. Teraz plasuje się w tabeli Bundesligi tuż nad strefą spadkową. Meczem kolejki miało być starcie lidera z wiceliderem. W spotkaniu Bayernu Monachium z Borussią M’Gladbach emocji nie brakowało, ale gole nie padły. Bawarczycy nastrzelali się w ostatnich dwóch meczach, wbijając sześć goli Werderowi Brema i zdobywając siedem bramek w starciu z AS Roma. W niedzielę nie sforsowali obrony rywala. Za to prawdziwy wulkan goli wybuchł w meczu Eintrachtu Frankfurt z VfB Stuttgart. Goście po niesamowitym obrocie spraw i sytuacji zmieniającej się jak w kalejdoskopie wygrali 5:4.

W polskiej Ekstraklasie najciekawiej miało być w Gdańsku, gdzie w meczu przyjaźni Lechia podejmowała Śląsk Wrocław. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego nie dali gospodarzom żadnych szans wygrywając 4:1. Trzema bramkami popisał się Flavio Paixao. Lechia przed sezonem była uważana nawet za kandydata na mistrza Polski, ale jak na razie rzeczywistość brutalnie zweryfikowała ambicje gdańszczan. Tempa nie zwalnia Jagiellonia, która tym razem wygrała w Gliwicach. Ze zwycięstw cieszyły się także Legia, która po odniesionej nie bez problemu wygranej z Metalistem Charków w Lidze Europy, pokonała bydgoskiego Zawiszę, a także Lech, który skromnie zwyciężył Górnika Łęczna.

Agnieszka Radwańska na półfinale zakończyła swój udział w kończącym sezon turnieju WTA Masters Championship w Singapurze. Polka wygrała w fazie grupowej wprawdzie tylko jeden mecz (z Petrą Kvitovą), ale wystarczyło to do awansu do półfinału, co należy uznać za duży sukces. W meczu o awans do finału Polka nie miała wielkich szans z Rumunką Simoną Halep. Zdecydowanie więcej emocji było w drugim (patrząc chronologicznie – pierwszym) półfinale. Amerykanka Serena Wiliams w trzech setach pokonała Caroline Woźniacki. „Dunka polskiego pochodzenia” (napisałem w cudzysłowie, bo słuchając informacji po każdym jej meczu w większości mediów mam wrażenie, że jest to już nazwa własna) wygrała wszystkie mecze grupowe, ale do finału nie awansowała. Tam Amerykana nie dała najmniejszych szans Rumunce i zrewanżowała się jej za niespodziewaną porażkę grupową.

Nostalgicznie zrobiło się podczas bokserskiej gali w Częstochowie. Do ringu po raz ostatni wyszedł Andrzej Gołota. Osobiście nie umieszczam go na szczycie prywatnego zestawienia najlepszych polskich pięściarzy, ale nie ma chyba wątpliwości, że w wadze ciężkiej, mimo braku pasa mistrza świata, osiągnął zdecydowanie najwięcej z naszych rodaków. Dostarczył wielu niezapomnianych emocji, stał się niemal postacią popkultury, o czym świadczą poświęcone mu utwory muzyczne  wybitnego polskiego wokalisty Kultu – Kazika Staszewskiego, czy rapera Dempsey’a. Cztery walki o mistrzostwo świata. Ani jedna niewygrana (przynajmniej oficjalnie, bo większość uważa, że pojedynki z Byrdem i Ruizem były dla Polaka zwycięskie), walki z największymi postaciami królewskiej kategorii, legendarne już rywalizacje  Riddickiem Bowe’em zakończone ciosami poniżej pasa. To wszystko złożyło się na jego popularność. W sobotę stoczył czterorundową, niepunktowaną walkę z Danellem Nicholsonem. Po niej były już tylko puchar, tort i podziękowania ze strony przybyłych do częstochowskiej hali kibiców. Można kwestionować tego typu wydarzenia, ale moim zdaniem na takie pożegnanie Andrzej Gołota całą swoją bogatą karierą zasłużył.


pubsport.pl