Sportowi „Nieudacznicy”

Są sportowcy, do których przylgnęła łatka nieudaczników. Kilka nieudanych występów, kilka dużych wpadek i przez całą karierę trzeba nasłuchiwać naśmiewań ze strony kibiców. A wtedy trudno jest to zmienić nawet dobrymi wynikami, bo i tak bardziej pamiętne będą te koszmarne wpadki.  Opisywani przeze mnie sportowcy nie są lub nie byli słabymi zawodnikami. Wielu młodych ludzi chciałoby zrobić taką karierę jak oni. Ale i tak większość osób kojarzy ich nie z ważnymi golami, lecz z błędami popełnianymi na boisku, nieporadnością, a nawet dowcipami. Oczywiście słowo „nieudacznicy” opatrzyłem cudzysłowem.

Grzegorz Rasiak

Piłkarz, który rozegrał ponad 30 meczów w reprezentacji.  W 2006 roku pojechał nawet na Mistrzostwa Świata. Pokazał się w europejskich pucharach z Groclinem. Po wyjeździe do Anglii także nieźle sobie radził. Wprawdzie Premier  League okazała się mieć za wysokie progi, ale na jej zapleczu Rasiak strzelał bardzo dużo goli. Mimo to, kibice nie stronili od żartów dotyczących polskiego napastnika. Nazywali go „drewnem”, wytykali nieporadność i brak boiskowej gracji. W Internecie powstało sporo filmików dotyczących wychowanka Warty Poznań i bynajmniej nie pokazywały one jego piłkarskiego kunsztu. Jednak zwróćmy uwagę na to, że ci wszyscy śmiejący się do rozpuku kibice z pewności będą mieli problemy, kiedy ktoś poprosi ich o wskazania innego polskiego piłkarza, który przez sześć lat grał na dobrym poziomie w ojczyźnie futbolu, choćby w drugiej klasie rozgrywkowej (nie licząc oczywiście bramkarzy).

Jakub Wawrzyniak

Jest 6 września 2011 roku. Reprezentacja Polski pod wodzą Franciszka Smudy rozgrywa w Gdańsku mecz towarzyski z Niemcami. Prowadzimy 2:1. Doliczony czas. Wydaje się, że wreszcie pokonamy naszego wielkiego rywala. Kibice na trybunach i przed telewizorami czują, że na ich oczach tworzy się historia. I nikogo nie interesuje, że nie jest to mecz o punkty. Nagle goście przeprowadzają akcję, przy której lewy obrońca gospodarzy Jakub Wawrzyniak… poślizgnął się, co kosztowało Polaków utratę bramki, a w efekcie także zwycięstwa. Chociaż Wawrzyniak rozgrywał potem dobre mecze, sytuacja z Gdańska już zawsze będzie mu wypominana.  Z Legią Warszawa dwa razy sięgał po mistrzostwo Polski, cztery razy zdobył krajowy puchar. Ostatnio występował w mocnej lidze rosyjskiej, a teraz zasilił mającą duże ambicje Lechię Gdańsk. Jednak, gdyby zrobić sondę uliczną pt. Z czym Ci się kojarzy Jakub Wawrzyniak?, większość osób wskazałaby na towarzyski mecz z Niemcami i ostatnią akcję tego spotkania.

Robert Mateja

17 stycznia 1999 roku, jeszcze przed erą Małyszomanii, na skoczni w Zakopanem trwają zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. Po pierwszej serii prowadzi reprezentant Polski Robert Mateja. Jednak w drugiej serii skacze najkrócej, nie osiąga nawet stu metrów i spada na 16. miejsce. Kiedyś na pewnym forum internetowym jeden z użytkowników wspomniał o tym konkursie. Ktoś inny napisał wtedy, że jeśli Mateja prowadził po pierwszej serii, to na pewno nie był to cykl walki o Kryształową Kulę, tylko eliminacje do prekwalifikacji przedskoczków w ramach zawodów odbywających się przy okazji rodzinnej uroczystości i w dodatku z udziałem jedynie pana Roberta. Zapewniam jednak, że taki konkurs odbył się w PŚ, choć pod Wielką Krokwią nie było jeszcze tak wielu kibiców w biało-czerwonych strojach. Wielkim sukcesem było także 5. Miejsce na MŚ w Trondheim w 1997 roku. Cztery lata później w PŚ Mateja stanął na podium zawodów drużynowych wespół z Adamem Małyszem, Łukaszem Kruczkiem i Wojciechem Skupniem. Ponadto Mateja był pierwszym Polakiem, który pokonał granicę 200 metrów. Zdobył także letni Puchar Kontynentalny i pięć tytułów mistrza Polski. Mimo całkiem dobrych wyników, kibice pamiętają skoki na odległości, które byłyby krótkie podczas zawodów na skoczniach normalnych, zaś Mateja osiągał je na obiektach do lotów. Tak już jest, że kibice mają krótką (a może po prostu wybiórczą) pamięć i lepiej pamiętają skok w okolicach setnego metra na skoczni, na której można skoczyć dwa razy więcej niż miejsce w czołówce na Mistrzostwach Świata.

Andrzej Gołota

Postać kultowa. Chyba nie będzie przesadą, kiedy nazwie się tego pięściarza postacią popkultury. Może w tym zestawieniu znalazł się trochę na wyrost, gdyż w końcu wielu uważa go za idola, a zarwanych nocy przez jego walki było więcej niż przez płacz własnych dzieci, ale jest też duża grupa ludzi pamiętających nie spektakularne walki, a szybkie porażki, jak choćby ta z Lamonem Brewsterem w 53 sekundy. Wytykają ucieczkę z ringu przed Mikiem Tysonem, w organizmie którego wykryto wówczas niedozwolone substancje. Pamiętają ciosy poniżej pasa, kiedy rywalem Polaka był Riddick Bowe. Jednak Gołota to przede wszystkim pięściarz, który cztery razy walczył o tytuł zawodowego mistrza świata w wadze ciężkiej. Żaden nasz rodak nie zdobył tego tytułu w wadze królewskiej. Poza tym „Wielka Nadzieja Białych” to także udana kariera amatorska okraszona brązowym medalem Igrzysk Olimpijskich w Seulu.

Powyższe przykłady sportowców tylko pokazują, że w sporcie, jak w życiu – żeby zdobyć uznanie trzeba bardzo mocno pracować, ale by narazić się na śmieszność wystarczy jeden nieudany moment, który rzutuje na całą karierę i bywa podstawą do oceny. A przecież na pewno wielu młodych ludzi marzących o  karierze sportowca chciałoby osiągnąć takie wyniki jak wspomniani w tym tekście panowie.


pubsport.pl