„Spraw, żebyśmy wygrali Bundesligę!” – Nikolaj Jacobsen [WYWIAD]

W absolutnym hicie 12. kolejki Velux Champions League Vive Tauron Kielce zmierzyło się z liderem Bundesligi – Rhein-Neckar Loewen. Po pasjonującym spotkaniu kielczanie triumfowali na własnym parkiecie 28:27. Na pomeczowej konferencji „stypy” wśród niemieckiego zespołu jednak nie dało się odczuć. Goście nie spuszczali głów, wszak rozegrali świetne zawody i mocno postawili się faworytom z Kielc. Ofiarą naszych pytań padł Nikolaj Jacobsen, szkoleniowiec Rhein-Neckar Loewen.

Maciej Szarek: Na wstępie, gratulacje za świetny mecz. To była kolejna ciężka batalia przeciwko Vive. Co zadecydowało o dzisiejszym wyniku? 

Nikolaj Jacobsen: Myślę, że tak jak powiedziałeś, był to ciężki mecz pomiędzy dwoma świetnymi zespołami. Dużo działo się zwłaszcza w obronie. Kielce zmieniały swoją defensywę z 6-0 na 5-1 i 6-0 z powrotem, my też próbowaliśmy kilku taktycznych sztuczek. Sądzę, że to wspaniałe mierzyć się w takiej taktycznej batalii. W ostatecznym rozrachunku, wierzę, że moi chłopcy zasłużyli na jeden punkt. Walczyli przecież przez całe 60 minut. Jestem z nich bardzo dumny.

Starcia pomiędzy Kielcami a „Lwami” zawsze są niesamowicie zacięte. Historia gier obu drużyn tylko potwierdza tą tezę. Można powiedzieć więc, że obie ekipy pasują do siebie jak ulał?  

Tak. Obie ekipy zawsze chcą grać bardzo szybko. Dziś było podobnie. Zwykle naszą grą dyryguje Andy Schmid, ale tym razem świetnie grał Mads Larsen. Co do historii, zgadzam się – to są zespoły, których pojedynki zawsze generują olbrzymią dawkę emocji.

Jaki wpływ ma złoty medal Euro wywalczony przez Niemców na piłkę ręczną za naszą zachodnią granicą? Nastąpiły jakieś zmiany w podejściu sponsorów, zainteresowaniu fanów?

Jeszcze nie teraz. Oczywiście chciałbym, żeby większa ilość sponsorów poważnie wsparła niemiecki handball, bo to jest nam potrzebne. Kibice zaś nigdy problemu nie stanowili. Na każdym prawie meczu są głośno i jest ich komplet. Na pewno to złoto da potężnego „kopa” tutejszemu szczypiorniakowi. Jestem tego pewien.

Obecnie jesteście liderami Bundesligi, ale wasza przewaga nad THW jest praktycznie zerowa. Także Flensburg wciąż ma apetyt na tytuł, co pokazał środowy mecz (Flensburg wygrał z RNL 25:22). Jak ocenia Pan wasze szanse w tej rywalizacji?

Myślę, że mamy dokładnie takie same szanse jak pozostałe dwie ekipy. Na ten moment to my należymy do TOP3 w niemieckiej piłce ręcznej i to między nami rozegra się walka o tytuł. Mamy przed sobą jedenaście kolejek i liczymy na jedenaście zwycięstw. Ale i tak musimy patrzeć także na bramki, bo jeżeli Kiel również wygra wszystko do końca, decydować będzie bilans bramkowy.

I z powrotem z Bundesligi do Ligi Mistrzów. Czy po dzisiejszej porażce wciąż realnie myślicie o drugim miejscu?

Nie, już nie bardzo. Mamy przed sobą arcytrudny wyjazd do Barcelony, więc patrzymy raczej w kierunku trzeciego miejsca. To wydaje się dużo bardziej realne. Jest jeszcze jeden powód – w TOP16 nie chcemy zagrać z THW. Przeciwko nim mierzymy się w kółko w lidze, więc zupełnie wystarczy. Wolimy zagrać z zagranicznym zespołem. Będąc na 3. miejscu, najpewniej powalczymy z waszymi „przyjaciółmi” z Płocka.

Zostając przy Lidze Mistrzów, co sądzi trener o postawie wszystkich niemieckich zespołów na arenie międzynarodowej? Nie dominujecie już tak, jak przed kilkoma laty…

O tak! Są zespoły jak Kielce, Veszprem czy od niedawna Vardar. Zawsze była Barcelona. Teraz to właśnie one tworzą czołówkę. Ponadto, wschodnioeuropejska piłka ręczna rozwija się bardzo prężnie. Być może, że pierwszy raz od wielu lat Final4 odbędzie się bez udziału niemieckich drużyn.

Dziękuję bardzo za Pańską cierpliwość i na samiutki koniec – jakie by było pańskie życzenie? Na wypadek gdybym był dżinem…

Spraw, żebyśmy wygrali Bundesligę! (śmiech)

Już się robi! Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Rozmawiał Maciej Szarek

Fot. morgenweb.de