Sprawdzam!

4. kolejka PlusLigi trwa, kilkanaście spotkań w tym sezonie już za nami. Dwie porażki odniosła Skra, komplet zwycięstw ma Bydgoszcz, po raz kolejny nie może wypalić projekt pod tytułem wielka siatkówka w Trójmieście. Ale nie o tym będzie. Przed rozpoczęciem rozgrywek nie ciszej niż o kolejnych wspaniałych siatkarzach, którzy zasilili polskie kluby było o innowacji w systemie rozgrywania spotkań – wideoweryfikacji. Nie mam wątpliwości co do tego czy jest to krok w dobrym kierunku – jest. Ale nie można rozsiąść się wygodnie w fotelu i popijając winko napawać się sukcesem. Nie będę tutaj raczej proponował zmian. Ale mam kilka spostrzeżeń. A że pamięć jest zawodna – warto je sobie zanotować.

Pierwszy mecz sezonu. Częstochowianie podejmują Jastrzębski Węgiel. Pierwsza wideoweryfikacja w historii PlusLigi bez emocji. Zbigniew Bartman sądził że po jego ataku piłka trafiła w boisko – sędzia pokazał inaczej. I, jak się okazało, – miał rację. Koniec sprawy. Bez zbędnych nerwów i emocji. Było trochę akcji po których zawodnicy z trenerem nie skakali od razu sędziemu do gardła, tylko patrzyli się po sobie, czy aby na pewno mają rację. Wydawało się że jest pięknie. Druga wideoweryfikacja tamtego spotkania też dała pewne uspokojenie wśród siatkarzy. Mimo że sama w sobie była ona w pewien sposób subtelnie kontrowersyjna. Sędziowie uznali że piłka po ataku (nie pamiętam nawet czyim) powędrowała prosto w antenkę. Zawodnicy zespołu atakującego uznali że piłka dotknęła pierwej blokującego skrzydłowego. Sędziowie sprawdzili powtórkę – faktycznie najpierw był blok, a potem antenka. Wszystko ok, jedziemy dalej. Ale, ale. Czy przypadkiem kwestia tego czy piłka dotknęła bloku czy też nie, nie jest nieweryfikowalna? Wszyscy zgadzali się co do tego, że była antenka (czyli aut), lecz wątpliwością było to czy piłka dotknęła bloku. Tak więc z danych podawanych nam przez komentatorów i prasę wynika że jest to sytuacja, której nie można sprawdzić. A tu klops. Okazało się że to dane prasowe zaciemniły rzeczywistość. Jak zajrzymy do regulaminu to okazuje się że jest tam paragraf:
„Przedmiotem wideo weryfikacji mogą być wyłącznie następujące sporne sytuacje podczas meczu:
a. (…)
b. kontakt piłki z antenką (w szczególności kolejność kontaktu – po bloku czy po ataku);”
Tak więc sytuacja okazała się wzorcową. Nie jest to więc żadna uwaga względem systemu, tylko względem dziennikarzy słowa pisanego i mówionego, którzy upraszczając sytuacją mogli doprowadzić kibica do lekkiego skołowacenia.

Trochę tej naszej ligowej siatkówki widziałem, ale od razu przeskakuję z pierwszego meczu, do dzisiejszego spotkania na szczycie Kędzierzyn-Resovia. Choć wynik 3:0, to emocji mnóstwo. Także tych związanych z wideoweryfikacją. Do najciekawszej pod tym względem akcji meczu jeszcze przejdę, najpierw sytuacja pierwsza chronologicznie. Zespół z Kędzierzynia sądzi że blokujący zawodnik dotknął siatki (piłka po ataku powędrowała w aut). Telewizja nie ma podglądu na powtórki sędziowskie, ale ma swoje powtórki. I na nich wyszło, że dotknięcia siatki nie było – był za to blok. Nie wiemy czy drugi sędzia mający podjąć decyzję widział to. Ale przypuśćmy że tak. Sędzia ma przed oczami twardy dowód na to, że została podjęta zła decyzja, lecz siatkarze pytali o coś innego – tym bardziej że o dotknięcie piłki przez blok po prostu spytać nie mogą. I co? No właśnie nie wiem jaką elastycznością rządzą się te reguły. W regulaminie dot. wideoweryfikacji niczego takiego nie ma.

No i w końcu hit. 2. set, 23:23. Akcja kończy się punktem dla Kędzierzynian. Ale kapitan Resovii Marcin Dobrowolski zaraz po gwizdku sędziego jest już przy nim i zgłasza sytuację do weryfikacji – według Rzeszowian w pewnym momencie tej długiej akcji zawodnik ZAKSy dotknął siatki. W tej sprawie często niełatwo ocenić sytuację na podstawie nawet wielu powtórek (albo, co gorsza wydają się one być sprzeczne). Długo drugi sędzia stał przy stoliku wpatrując się w ekran, aż w końcu podszedł do boiska i pokazał punkt dla Resovii. Ale Paweł Zagumny tylko na to czekał i zaraz zgłosił „kontrweryfikację”. Według Gumy zanim nastąpiło ów dotknięcie siatki jeden z Rzeszowian przekroczył linię środkową. A przynajmniej tak się wydaje, że o tę sprawę chodziło – wszak taki błąd faktycznie nastąpił, co pokazały telewizyjne powtórki. Jednak zanim została podjęta decyzja na korzyść ZAKSy drugi sędzia podszedł do boiska i utrzymał w mocy wcześniejsze rozstrzygnięcie. Dopiero po ponownej rozmowie z kapitanem Kędzierzyna, a także z sędzią głównym wrócił się do stolika, by w końcu pokazać punkt dla ZAKSy. I tu pojawiają się pytania. Na przykład takie, czy Zagumny zmuszając sędziego do dwukrotnego spaceru do stolika z powtórkami nie poprosił o dwie niezależne wideoweryfikację(a do dyspozycji miał już tylko jedną) oraz czy temu sprawdzaniu może nie być końca – gdyby Rzeszowianie chcieli kontestować decyzję z jeszcze wcześniejszej fazy tejże akcji mieliby do tego prawo – a przynajmniej na to wygląda. W tej sytuacji nie było już spokojnego przyjęcia do wiadomości werdyktu. Tutaj było kilka minut przepychanek słownych. Podkreślam – kilka minut. Nie wpływa to korzystnie na płynność gry, a przecież to był jeden z argumentów za powtórkami.

Powtórzę za wstępem – wprowadzany w PlusLidze system to świetny pomysł. Ale takich różnych dziwnych sytuacji trochę było i trochę, zupełnie nowych i niespodziewanych, pewnie będzie. Dyskusjom może nie być końca. Niech służą one siatkówce.

i


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl