Srbija!

Serbscy siatkarze: szacunek. Serbskie siatkarki: szacunek. Tak panie, jak i panowie wygrali mistrzostwo Europy w sposób niesamowity, dramatyczny i z momentami które mogą przejść do historii. Sposób w jaki Serbki wygrały wczorajszy pięciosetowy bój z Turczynkami ciężko wyjaśnić. Co zrobiły dziś, niecałe 20 godzin po zakończeniu półfinału – nieziemskie.

Serbki, które powinny słaniać się na nogach po wyczerpującym fizycznie i psychicznie meczu z Turcją niemal go powtórzyły. Już wczoraj kilka razy żegnaliśmy gospodynie. Już wiedzieliśmy sensacyjny awans do finału siatkarek znad Bosforu. Już było bodaj pięć punktów przewagi w tie-breaku. Ale nie. Serbki wzięły sobie do serca postawę panów. Można mówić, że dopisało im niesamowite szczęście gdy przy 12:12, albo 13:13 zagrywka jednej z Serbek ledwo przewinęła się przez siatkę i spadła tak blisko jej, jak to tylko było możliwe. Turczynki, które chyba łapały drugi (czy raczej piąty, albo ósmy w kontekście całego meczu) oddech już stanęły. Nie wytrzymały. Z resztą w końcu zadziałał efekt serbskiego kotła. Dziś też kibice dopisali. I dziś też już żegnaliśmy się z Serbkami. Już widzieliśmy sensacyjny tytuł Niemek. Już nasze zachodnie sąsiadki prowadziły 7:1 w 4. secie prowadząc 2:1 w meczu. Serbki już tylko patrzyły się po sobie zmęczone. Ale nie. Być może i wczoraj i dziś rywalki spuszczając nieco z tonu dawała szanse gospodyniom. Ale trzeba było te szanse wykorzystywać. I chwała Serbkom za to.

Tegoroczne mistrzostwa siatkarek nie przyniosły nam batalii piekielnie mocnych ekip. Kluczowe mecze były albo jednostronne, albo falowane. Serbki mają już chyba kartę stałego klienta w windzie z piekła do nieba. Znowu do nich wracam, ale jestem pod ogromnym wrażeniem. Po raz kolejny mogliśmy zobaczyć tego ducha, który dwa tygodnie temu ucieleśnił się w postaci Ivana Milijkovica. I chyba zobaczymy do jeszcze nieraz. Ducha, nie Milijkovica. Z resztą i jednego i drugiego. I obaj przyniosą sporo radości i emocji siatkarskim fanom.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk

Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl.
Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.

http://pawelkazimierczyk.natemat.pl