Stagnacja przy Łazienkowskiej

Fot. Mateusz Kostrzewa/legia.com

Wczoraj Legia Warszawa rozegrała ostatnie spotkanie w ramach rozgrywek Ligi Europejskiej. Z Apollonem wygrała pewnie, 2:0, ale to i tak niewiele zmienia w ocenie drużyny po rozgrywkach grupowych. W lidze pierwsze miejsce niby jest, ale stylu, polotu i klasy ewidentnie w tym wszystkim brakuje. Mistrz Polski od półtora roku nie zrobił nawet jednego kroczku w przód. Więcej, zaryzykuję stwierdzenie, iż stacza się coraz niżej, niżej i niżej.   

 Legia długimi momentami gra najnudniejszą piłkę na świecie. Nie ma płynności, ruchu bez futbolówki, wyjścia na pozycję. Piłkarze Urbana akcje konstruują niezwykle wolno, mozolnie – nie ma w ich postawie nawet jednego, najmniejszego elementu zaskoczenia. Grają przewidywalnie, po prostu.

Nawet wczoraj, kiedy mistrzowie kraju wreszcie na boiskach europejskich tryumfowali, oba gole padły po stałych fragmentach.

Brakuje im lidera, który wziąłby odpowiedzialność za rozegranie na swoje barki.  Bardzo w tym względzie liczyłem na Helio Pinto, myślałem, że to on będzie takim zawodnikiem. Patrzę, siedem lat w Apoelu, drużynie niby przeciętnej, ale grającej nawet w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Czytam, że na Cyprze był liderem środka pola. Dobry będzie, myślę sobie. Głupi byłem, wszak nawet się nie zastanowiłem, dlaczego – skoro on taki świetny – w wieku 29 lat nie gra w Benfice czy Porto, tylko dogrywa transfer z mistrzem Polski. Pinto rozczarował. Gra identycznie jak – nie przemierzając – Nuri Sahin w barwach Borussi Dormund. Wolno, dla przeciwnika przewidywalnie. Rzecz w tym, że Sahin polską ligę zjadłby na śniadanie, a portugalski środkowy pomocnik nawet w niej nie jest w stanie sobie poradzić.

A Furman? – zapytacie – Przecież on taki młody i zdolny. A, no i interesują się nim Stuttgart, Fiorentina i inne duże europejskie firmy.
Śpieszę z odpowiedzią. Dominik to obecnie jeden z najbardziej przereklamowanych piłkarzy występujących na poziomie T-Mobile Ekstraklasy. Eksperci kreują go na gwiazdę, postrzegają jako przyszłego lidera polskiej kadry. No cóż, przyszłość to on może i ma, ale obecnie jest typowym ligowym przeciętniakiem. Przerzut, owszem, całkiem ładny i dokładny, podobnie jak uderzenie z dystansu. Ale co oprócz tego? Podaje Furman najchętniej do najbliższego partnera, w poprzek lub do tyłu (aż przypominam sobie Daniela Bruda, swego czasu też malowano mu świetlaną przyszłość, o tak). W odbiorze jest bardzo przeciętny. Fizycznie odstaje od reszty zawodników, a i trudno w jego wypadku o stwierdzenie, że technicznie jest na świetnym poziomie. Jak Legia gra dobrze, to Furman też. Jak jego drużyna gra słabiej, to on – niestety – również.

Radović większość jesieni spędził w gabinetach lekarskich, a i po powrocie trudno mu się jakoś otrząsnąć i zebrać do kupy. Ma umiejętności, więc czasami błyśnie. Ale jak na razie tylko czasami.

Warto odnotować, że Legia od pół roku gra bez napastnika. Dwaliszwili? Bądźmy poważni, Gruzin na boisku głównie przeszkadza. Gdy otrzymuje piłkę, zwykle natychmiast ją traci, próbując „dryblingów” (haha) między defensorami rywali. Na poziomie europejskim do okazji dochodzi bardzo rzadko, ale – co gorsza – jak już mu się to uda, bardzo często je marnuje.

Skrzydeł nie ma, bo Ojaama to typowy jeździec bez głowy, który na boisku nie widzi niczego oprócz ziemi i piłki. Kosecki po serii urazów jest zupełnie innym piłkarzem niż w poprzednim sezonie. Zresztą sam skomentował swoje dotychczasowe poczynania w dwóch słowach: Kompletna dupa (w wywiadzie dla Weszlo.com). Kucharczyk się nie zmienia. Cały czas jest waleczny, ale przy tym niezwykle nieporadny, raz za razem popełniający błędy techniczne.  Tylko Brzyskiego, który przecież często grywa jako lewy defensor, można oceniać pozytywnie.

Doszło do tego, że to obrona, jeszcze niedawno ostro krytykowana, jest najpewniejszą formacją mistrzów Polski.

Urban nie ma fantastycznej kadry, latem nie dostał wymarzonych transferów i to go w pewnym stopniu usprawiedliwia. W końcu z pustego, to i Salomon nie naleje. Ale na pewno przez półtora roku pracy powinien wypracować styl. Coś co mają nawet takie „tuzy” jak Cracovia czy Jagiellonia. A warszawska drużyna nie ma stylu, pomysłu, gra bardziej w myśl zasady: albo się uda, albo się nie uda. Ponadto należy zadać sobie pytanie, czy trener należycie wykorzystuje potencjał swoich zawodników? Może przy innym, lepszym szkoleniowcu Kosecki znowu grałby tak, jak w minionym sezonie, a Furman rzeczywiście pracowałby na transfer do Bundesligi?

Jak dla mnie czas Urbana dobiegł końca. Nie można czekać wiecznie. Szkoleniowiec dostał bardzo dużo czasu na zbudowanie wygrywającej i grającej ładnie dla oka drużyny. Wygrać czasem się uda, ale – jak już wspominałem – atrakcyjności w grze nie ma wcale. Czas zakończyć okres stagnacji i zrobić nowe otwarcie. Lepsze, miejmy nadzieję.

fot. Fot. Mateusz Kostrzewa/legia.com


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl