Stagnacja w Poznaniu

 Przeszło tydzień temu byliśmy świadkami otwarcia zimowego okienka transferowego. Jednak jeśli chodzi o ruchy na rynku  polskich klubów, zapowiada się ono wyjątkowo nieciekawie. A niektórym zespołom, na przykład Lechowi Poznań, wzmocnienia są bardzo potrzebne, można by wręcz rzec, że są konieczne.

Runda jesienna w wykonaniu Kolejorza była przeciętna. Niby wyniki piłkarze Mariusza Rumaka osiągali nie najgorsze, uplasowali się na drugim miejscu, tracąc do liderującej Legii  cztery punkty. Mimo tego, gra poznaniaków w ofensywie była słabiutka. Nierzadko zauważalny był brak ruchu do piłki z przodu, przy futbolówce lechici potrafili utrzymać się przez dłuższy czas, ale robili to głównie na własnej połowie i oczywiście nie przynosiło im to żadnego pożytku. W wielu spotkaniach brakowało im pomysłu na rozegranie akcji, postaci, które miały napędzać grę Lecha, nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań. Kolorytu grze  zespołu czasami dodawał 17 – letni zaledwie Karol Linetty – chłopak przebojowy, dobry technicznie, bardzo perspektywiczny, ale nie oszukujmy się, wciąż trochę za słaby na pierwszą jedenastkę drużyny, która ma mistrzowskie aspiracje. Od święta błysnęli Gergo Lovrencics czy Alexandar Tonev . Zdarzało się to jednak wyjątkowo rzadko. Ogólnie rzecz biorąc, gra ofensywna Lecha była BEZNADZIEJNA.

Jeszcze jakiś czas temu Rafał Murawski prezentował  przyzwoity poziom, jednak od dłuższego czasu jest to boiskowy statysta, piłkarz, który próbuje rozgrywać piłkę, ale niekoniecznie mu to wychodzi. Bezpowrotnie minęły czasy, kiedy „Muraś” kreował grę, raz po raz uderzał z dystansu, stwarzał zagrożenie. Stał się defensywnym pomocnikiem – ociężałym, często podejmującym niewłaściwe decyzje. To już nie jest poziom reprezentacji, to już nie jest nawet poziom aspiracji (?!) Lecha.

Łukasz Trałka? Nie wyróżnia się, nie czaruje, nie zaskakuje. Były zawodnik Polonii Warszawa to ten typ zawodnika, jakim obecnie jest Rafał Murawski. Ale można się było tego spodziewać, kiedy Mariusz Rumak ściągał go latem na Bułgarską, w końcu w Czarnych Koszulach wyższego poziomu ten zawodnik nie prezentował.

Mateusz Możdżeń? Jego historia wydawała się być jak piękny sen.  Debiutował w meczu z Wisłą Kraków we Wronkach, gdzie zagrał bardzo dobre spotkanie. Pierwszą bramkę strzelił z Manchesterem City, przy 42- tysięcznej publiczności w Poznaniu, którą pięknym uderzeniem z dystansu w samo okienko bramki strzeżonej przez Shay?a Givena, wprawił w euforię. Zaczął grać w pierwszym składzie, wyróżniał się, robił postępy. I nagle, koniec. Jakby zatrzymał się w rozwoju.  Powiem więcej, cofnął się w rozwoju. Jakiś czas temu, rok, może trochę mniej, mimo swojej ówczesnej nierównej formy, potrafił dograć ładną, prostopadłą piłkę, minąć rywala na pełnej swobodzie. Dzisiaj nie ma wahań dyspozycji – cała jesień do zapomnienia.

Bramki niespodziewanie zaczął strzelać Bartosz Ślusarski. Dotychczas obiekt drwin, żartów, ja również go nie doceniałem. Ale cóż, zasłużył na to swoją nieporadnością i nieskutecznością. W tym sezonie jednak rzeczywiście zaczął momentami przypominać napastnika. I tak, nie jest to napastnik, na którego Rumak zawsze może liczyć, jakimi byli w stolicy Wielkopolski Lewandowski, Rudnev czy Rengifo. Najlepiej świadczy o tym fakt, że czasami szkoleniowiec wolał wybrać do pierwszej jedenastki dość bezproduktywnego Bartosza Bereszyńskiego, aniżeli „Ślusarza”.

Jednak podczas gdy Lech straszył beznadzieją w ofensywie, zewsząd płynęły głosy, że zespół buduje się od obrony. Kolejorz tracił bardzo małą ilość goli i rzeczywiście z całej ligowej stawki pod względem gry w defensywie prezentował się najlepiej. Obrońcy popełniali małą ilość błędów indywidualnych, wyczuwalna była ta niewidzialna nić porozumienia między nimi. Niespodziewanie przyszła kontuzja najważniejszego filara defensywy, piłkarza, który po słabiutkim minionym sezonie, przeżywał istną drugą młodość. Manuel Arboleda nabawił się zerwania więzadeł krzyżowych – diagnoza brzmiała dla piłkarza jak i Mariusza Rumaka tragicznie. Jak się okazało, bez Kolumbijczyka z polskim paszportem obrona Lecha w żądnym stopniu nie przypomina tej zgranej, pewnej i najlepszej w lidze defensywy. Hubert Wołąkiewicz z najpewniejszego punktu drużyny, stał się kopaczem nieporadnym, popełniającym błąd za błędem. Marcin Kamiński pokazał, że nie jest żadną alternatywą dla Arboledy. Spalił się. Boję się, że niedługo ktoś będzie musiał napisać o Marcinie to, co ja dzisiaj naskrobałem o Mateuszu Możdżeniu. Gdy widziałem Kamińskiego w zeszłym sezonie, widziałem filar reprezentacyjnej defensywy w przyszłości. Gdy oglądałem go w tej kampanii, widziałem poziom drugoligowca, piłkarza dającego ogrywać się raz po raz, sprawiającego wrażenie zagubionego.

Ekipa Kolejorza cierpi więc na brak jakości piłkarskiej – zarówno z przodu, jak i z tyłu. Może na tle Pogonii Szczecin wygląda to nieźle, ale na tle Legii – absolutnie nie, nie ten poziom, różnicę pomiędzy oboma zespołami doskonale uświadomił nam jesienny szlagier pomiędzy oboma zespołami, przypomnę, wygrany przez Legię 3:1. W Poznaniu, przy Bułgarskiej.

Jeśli Lech pragnie walczyć o tytuł  i chociaż wypracować jakieś podstawy pod budowę silnego, europejskiego zespołu, musi dokonać solidnych  wzmocnień. Jeszcze niedawno te fundamenty były, w postaci Stilicia, Krievetsa, Rudneva czy nawet Grzegorza Wojtkowiaka. Jednak jeśli sprzedaje się taką liczbę istotnych piłkarzy w ciągu jednego okienka, nie ma co liczyć na sukcesy. Działacze Lecha muszą zainwestować, muszą pokazać, że ich działalność w Poznaniu ma jakikolwiek sens i jakąkolwiek przyszłość.

Pozytywem jest to, że na boisku w barwach Kolejorza coraz częściej pojawiają się młodzi, w niektórych przypadkach zdolni i utalentowani zawodnicy. Drewniak, Linetty – to jest przyszłość. Super, że grają, pięknie, że podnoszą poziom. Ale niestety, to jedyny pozytyw, a na dwóch czy trzech piłkarzach drużyny się nie zbuduje.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl