Strach Realu

”Chicharito” Hernandez w minionym tygodniu strzelił aż trzy gole, pod nieobecność Karima Benzemy to jego gra najbardziej rzuca się w oczy jeśli chodzi o piłkarzy Realu Madryt, Carlo Ancelotti po dwóch trafieniach swojego wiecznego rezerwowego w meczu z Celtą pokusił się o niespodziewaną deklarację. Mianowicie stwierdził, że pozycja Meksykanina w drużynie obecnie jest niepodważalna. Czy włoski trener ma wyrzuty sumienia, po tym jak zesłał ”Chicharito” na ławkę rezerwowych? Meksykański napastnik nie żywi do niego urazy, a ta futbolowa banicja tylko podrażniła jego dumę i uwolniła nowe pokłady energii. Snajper rodem z Meksyku ma niespożyte siły, na boisku biega bez wytchnienia, chce być wszędzie, najważniejsze jednak, że zaczął strzelać jak natchniony. Tak czy inaczej, kiedy do gry gotowy będzie Karim Benzema, czyli jeden z trójki ”nietykalnych”, najprawdopodobniej trener poświęci ”Chicharito” kosztem Francuza, a jego ciepłe słowa pod adresem Javiera Hernandeza okażą się mrzonkami.

W białej części Madrytu przed meczem z Celtą kibice trwali w niepewności, przez myśl mogły im przemknąć najczarniejsze scenariusze rywalizacji na Balaidos. Dziennik ”Marca” wyczulał graczy Realu na liczne atuty Celty:”totalna presja”-to znamienny tytuł z niedzielnego wydania madryckiego dziennika. Real ostatecznie uporał się z drużyną z Galicji, pokonał ją 4:2, ale nie pozostawił po sobie dobrego wrażenia. To Celta atakowała z furią, jednak przez hurraoptymizm i lekkomyślność swoich piłkarzy z formacji ofensywnych musiała uznać wyższość rywala. Gracze z Vigo przeprowadzali frontalne ataki na bramkę Ikera Casillasa, jednak nie kwapili się do bronienia własnego pola karnego gdy Real znalazł się w natarciu. Aby pokonać Królewskich trzeba osiągnąć pewną równowagę między obroną i atakiem, niestety Celta grała futbol beztroski, nie była drużyną zbilansowaną, więc gracze Carlo Ancelottiego rozrywali na strzępy tę pocieszną obronę.

Real nie urzekł nas swoją grą na Balaidos, ale James Rodriguez znowu pokazał, że absencja Luki Modrica wcale nie musi być pierwszym krokiem ku upadkowi. Jego dwójkowa gra z ”Chicharito” przy drugim golu mogła zaimponować, przypominało to coś na kształt futbolowego misterium, absolutnej perfekcji boiskowej. Wydawało się, że Modric będący łącznikiem między obroną i atakiem nie zostanie zastąpiony, a jednak James świetnie wyręcza chorwackiego króla środka pola. Gdyby jeszcze Isco mu dorównywał, kibice Realu byliby rozpieszczani aż zanadto, jednak młody Hiszpan notuje gwałtowny spadek formy, ostatnio nie dość, że ma mizerne statystyki, to jeszcze jego gra jest właściwie niezauważalna. Cristiano Ronaldo jest pazerny na gole jak mało kto, ostatnio można było zaryzykować tezę, że Leo Messi w pogoni za rekordami jest w stanie narazić na przeciążenie własny organizm. W rewanżowym meczu LM z PSG poruszał się po boisku jak śnięty, bardzo apatycznie, być może jego ciało zaczęło zdradzać wyraźne symptomy przemęczenia, Messi jednak mimo przemożnego głodu goli, nie jest aż tak chorobliwie zdeterminowany, by trafiać do siatki, jak Portugalczyk. Wczoraj Ronaldo mógł być lekko sfrustrowany, bowiem to ”Chicharito” wchodził w jego sektory boiska, to on nie miał żadnego respektu dla gwiazdora. Cristiano raz świetnie wymienił piłkę z Meksykaninem i był o włos od strzelenia gola, ale trafić się nie udało, a dla niego to ogromny ból. Poza tym w drugiej połowie meczu z Celtą zniknął z pola widzenia już zupełnie, piłkarz tej klasy, aktualny laureat Złotej Piłki, nie może mieć takich przestojów.

Real Madryt w starciu z Celtą został zepchnięty do rozpaczliwej obrony. Ani przez moment nie kontrolował tego meczu, może po strzeleniu czwartego gola, lekko ostudził zapędy gospodarzy, ale ci po chwili znowu ruszyli z impetem i  szczęście Ikera Casillasa, że jego bramka pozostała już niezadraśnięta do końca. Carlo Ancelotti zaordynował dwie zmiany, które potęgowały wrażenie, z jaką bojaźnią nastawił się na końcowe minuty tego trzymającego w napięciu spotkania. Pepe i Arbeloa za Chicharito i Jamesa, Carletto bał się Celty, choć jego najwięksi zwolennicy mogą powiedzieć trochę na usprawiedliwienie, że chciał, by kibice zgotowali owację dwóm najlepszym piłkarzom wczorajszego wieczora.

Trener Espanyolu Sergio powiedział, że powalczy z Barceloną o zwycięstwo, a ewentualną wiktorię zadedykuje Realowi Madryt. Zwyciężyć się nie udało, Barca zmogła lokalnego rywala 2:0, Leo Messi z głębi boiska posyłał bajeczne piłki do partnerów, więc o zmęczeniu genialnego Argentyńczyka nie może być mowy, nagromadzenie wielu spotkań w tak krótkim czasie musiało sprawić, że raz zawiedzie, zagra nie na swoim optymalnym poziomie, jednak przeciw Espanyolowi podziwialiśmy najbardziej oszałamiający pokaz geniuszu w jego wykonaniu. Razem z Neymarem niszczyli blok obronny ”Papużek”, pierwsza połowa tego meczu okraszona była polotem i finezją, jakie oferowali nam Katalończycy. Andres Iniesta i tym razem zagrał dość poprawnie, jednak nie zmienia to faktu, że jego kariera od około dwóch lat blednieje i Don Andres chyba nie zdoła jej już przywrócić dawnego blasku, od piłkarskiej agonii Iniesty i Xaviego już raczej nie ma odwrotu, obaj są graczami ze wszech miar zasłużonymi, ale także… wysłużonymi.

Batłomiej Najtkowski
barteknajtkowski.blox.pl


pubsport.pl