„Super Mecz” od kulis

W swoim ostatnim wpisie dotyczącym wtorkowego „Super Meczu” na PGE Arenie podzielę się tym, czego w telewizji nie można było zobaczyć lub nie każdy zdążył to dostrzec.

Pierwsza rzecz, kluczowa dla moich relacji z tego wydarzenia to ta, że… nie byłem akredytowany na spotkanie w pierwotnym terminie. Przeszło tydzień przed 20 lipca otrzymałem informację o negatywnym rozpatrzeniu mojego wniosku. Jednakże później organizatorzy przysyłali mi przeróżne wytyczne i wskazówki dla akredytowanych dziennikarzy. Postanowiłem więc wysłać wiadomość z zapytaniem, o co w tym wszystkim chodzi. Czynność tę ponowić musiałem aż sześciokrotnie, by na dzień przed swoimi 18. urodzinami dowiedzieć się, że jednak jestem na liście dziennikarzy, którzy pracować będą przy „Super Meczu” na PGE Arenie. Dlaczego? Nie wiem, być może ta magiczna bariera pełnoletniości okazała się kluczowa w tej sprawie. Mogę zatem mówić o „szczęściu w nieszczęściu”. Gdyby nie choroba Tito Vilanovy, nie uczestniczyłbym w tym wydarzeniu.

To nie koniec paradoksów. Po tym czasie musiałem się jeszcze kilka razy dopominać o informację, gdzie i kiedy można odebrać „przepustkę”. Oprócz tego, przestałem dostawać materialy od organizatora. Prawdę mówiąc, o wielu rzeczach bym nie wiedział, gdyby nie mój kolega  pracujący dla m.in. iGola, Kuba Sośnicki, który z niczym problemów nie miał. No, może poza noclegiem, ale tu już mogłem uruchomić swoje „kontakty”, więc odnieśliśmy symbiotyczne korzyści.

We wtorek rano pojechaliśmy z Kubą po odbiór naszych akredytacji. Ponieważ wszystko poszlo szybko i gładko, a do konferencji prasowej pozostawały nam dwie godziny, postanowiliśmy spróbować wejść na stadion, by zobaczyć, co ciekawego na nim się dzieje. Pani w biurze prasowym nie była pewna, czy będzie to możliwe, ale pytaliśmy każdego ochroniarza, a także panią z komitetu organizacyjnego. Za każdym razem otrzymywaliśmy odpowiedź twierdzącą, więc byliśmy bardzo bliscy szczęścia. Wystarczyło tylko… trafić w odpowiedni korytarz prowadzący na płytę stadionu. Zajęło nam to dobre kilkanaście minut, lecz gdy już się wszystko powiodło, pokusiliśmy się o taki oto materiał:

Żałuję, że uparłem się, iż musi on być na żywo, bo gdybyśmy go nagrali i przeslali z lekkim poślizgiem, nie byłoby takich zacięć w obrazie…

Konferencji prasowej chyba opisywać nie trzeba, bo była ona dostępna do obejrzenia na żywo w telewizji. A ten pan z TV Trwam z pierwszym pytaniem i prośbą o podpisanie piłki jako głównej nagrody w turnieju dla biednych dzieci w Toruniu wywolał niemałe poruszenie nie tylko u widzów przed teleodbiornikami, ale także i wśród przebywających dziennikarzy…

Przed Filharmonią Bałtycką i hotelem, gdzie zatrzymała się cała ekipa Barcy gromadziły się tłumy liczące na to, że ktoś wyjdzie, rozda kilka(set) autografów i zapozuje do zdjęć.

Hotel Gdańsk

Gratuluję wytrwałości i wiary tym fanom, ale chyba ich planów nie udalo się zrealizować.

Wracając do konferencji, mogę tylko żałować, że nie udało mi się zadać pytania Alexisowi (miały być 3 ostatnie pytania, a ja byłem piaty w kolejce), ale i tak ktoś stojący przede mną „ukradł” mi je. Miałem spytać o to, co nasi „dostojni goście” wiedzą o Lechii. Zazdroszczę trochę Kubie, który zdołał przemówić do Alexa Songa.

Z konferencji udalo się jednak wynieść coś istotnego. No cóż, może dla mnie. W końcu nie codziennie zdarza się spotkać Michała Pola 🙂

Szkoda, że jednak nie doszło do wywiadu, na który się umawialiśmy. Myślałem, że pan Michał przebywa gdzieś w tych sektorach VIPowskich. Dopiero po kilku dniach zobaczyłem na FanPicu, iż siedział kilka rzędów wyżej… Tu aż prosi się o kwestię z facebooka pt. „tyle przegrać!”

Jeszcze jedno. Trzeba się pochwalić. Chwilę potem, jak zrobiłem poniższe zdjęcie:

GO MESSI

Dokładnie to samo poczynili redaktorzy „Ole! Magazynu” (widoczni w lewym górnym rogu). Myślą, że są pierwsi, bo wrzucili fotkę na swój fanpage? Nic z tych rzeczy! Pewnie gdyby nie to, że zatrzymałem się przy tym samochodzie, nie zwróciliby na niego najmniejszej uwagi!

Skoro już wspominałem lożach VIP, to powrócę jeszcze na moment do niej. Jak się na tym wielkim zdjęciu dobrze poszuka, można znaleźć kilka ciekawych osobostości, niekoniecznie związanych z piłką nożną. Był redaktor Stanowski, który na pierwotny termin meczu miał rzekomo mieć wykupioną całą tę lożę. Cóż, chyba 30 lipca się nią podzielił i to ze znaczną ilością osób. A sam też miał niezłą obstawę:

stano2

„Super Mecz” nie był dla mnie okazją do pierwszej wizyty na PGE Arenie w Gdańsku, ale do zajęcia miejsca na trybunie prasowej i owszem. Choć usytuowana jest ona dość wysoko, wszystko widać było pięknie. Nawet przygotowującego się do transmisji Jacka Laskowskiego, albo „rozgrzewających się” piłkarzy Barcelony. Widocznie uznali, że najszybciej rozgrzeją ich cheerleaderki reprezentacji Polski…

Przebiegu spotkania opisywać nie muszę, tym bardziej, że już to zrobiłem. Poza tym, pewnie wielu z Was widziało je w telewizji. Gdy zobaczyłem kilkadziesiąt godzin później, że niemalże 5 mln widzów oglądało to spotkanie w TVP, poczułem się – jeszcze raz – bardzo dumny i szczęśliwy, że mogłem je widzieć na własne oczy. I to w fantastycznych warunkach pracy! Tak to ja mogę oglądać nawet naszą T-Mobile Ekstraklasę!

Czy może być coś, co mi się nie podobało? Owszem, choć to przecież niuanse, o których nikt nie mówi. Zrobiliśmy z Kubą małe rozeznanie, kto siedzi wokół nas. Widzieliśmy „dziennikarzy” siedzących sobie jak w kinie – popcorn, cola, czasem jakieś zdjęcie wypasionym smartfonem… Zapytaliśmy jednego z nich, z jakiej redakcji jest. Uzyskaliśmy odpowiedź, która nas nieco rozśmieszyła, ale też i zaszokowała: „Mój kolega, co pracuje w sportowej redakcji nie mógł przyjechać, więc zająłem jego miejsce„. Normalnie ręce i nogi opadają! Tylu prawdziwych, rzetelnych dziennikarzy chciało dostać się na ten piękny bursztynowy stadion i zobaczyć na żywo piłkarzy Barcelony w Polsce, tymczasem przyznano akredytacje… no właśnie, komu?! Gdybym nie pojechał na ten mecz, a uslyszałbym taką historię, pewnie trafiłby mnie szlag i to taki porządny…

Postanowiłem, że skoro po meczu gracze Barcelony spieszyć się będą na samolot i nie będą udzielać wywiadów w mix zone, podejdę do Jacka Laskowskiego, by zebrać jego opinie o spotkaniu. Co prawda trochę się naczekałem (panowie z Olé! Magazynu zajęli mu kilka dobrych minut), ale w końcu udało mi się porozmawiać z nim przez około kwadrans – 7 min nagrywanego wywiadu + luźniejsza rozmowa. Ten jakże krótki odstęp czasu pozwolił mi sformułować bardzo pozytywny wniosek. Tak jak do tej pory miałem do dziennikarza TVP ogromny szacunek i podziw, tak po tych kilkunastu minutach wzrosły one jeszcze kilkakrotnie. Pan Jacek to naprawdę bardzo sympatyczny człowiek. Gdy poprosiłem o pokazanie stanowiska komentatorskiego, nie było żadnego problemu. Ma ogromną wiedzę i doświadczenie. Jak sam przyznaje, są one dla niego kluczem do dobrego wykonywania tego zawodu. „Każdy mecz, nawet jeśli oglądamy jego fragment wnosi coś nowego.” – mówił. Zdecydowanie jest wzorem do naśladowania. Mam nadzięję, że za jakiś czas uda się jeszcze namówić pana Jacka na dłuższy wywiad.

„Super Mecz” wspominać będę bardzo pozytywnie. Nie tylko dlatego, że był to pierwszy mecz piłkarski, na który mój wniosek akredytacyjny został przyjęty. Cóż, muszę przyznać, iż zacząłem z „wysokiego C”. Może dlatego tak to wszystko przeżywałem, bo wiele rzeczy na stadionie odczuwałem po raz pierwszy? Za to właśnie przeżycie dziękuję „ojcu redaktorowi”, Damianowi Ślusarczykowi, a także Kubie Sośnickiemu, bo wiadomo, we dwójkę raźniej:

Ktoś pomyśli „dzieci wybrały się na mecz towarzyski i srają, bo zobaczyli Messiego„. Owszem, bardzo się cieszę, że mogłem zobaczyć Argentyńczyka w akcji na żywo, bez „szklanego ekranu”. Nie wiem, kiedy taka okazja przydarzy mi się ponownie, więc cieszyłem się tymi minutami. Widziałem też Neymara, do którego wciąż nie mogę się przekonać. Trochę się pokiwał z gdańszczanami, ale mnie jeszcze nie zachwycił. Czekam na jego chrzest bojowy w La Liga i Lidze Mistrzów.

Aha, no i niecodziennie zdarza się, by twoim szoferem był… sam redaktor Grzegorz Ignatowski… Podziękowania także dla niego!

Wszystkie moje artykuły na temat tego wydarzenia przeczytać można TUTAJ.  

PS. Żeby nie bylo tak pięknie, trzy dni później dopadła mnie „szara ligowa rzeczywistość”, tj. odrzucono mój wniosek o akredytację na mecz ligowy Lechii z Jagiellonią…

PS2. „Super Mecz”, choć towarzyski, był ogromnym przeżyciem dla wielu kibiców, dla mnie osobiście, ale chyba też dla… trenera Michała Probierza:


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl