Szachtar Powerhouse

Zeszłotygodniowe zwycięstwo na Stadio Olimpico z Romą otworzyło nowy temat do dyskusji. Czy Szachtar zabawi trochę na elitarnym zachodnioeuropejskim przyjęciu zwanym Ligą Mistrzów?

Wiele na to wskazuje, bo wynik 3:2 jest doskonałą zaliczką przed rewanżem u siebie. Rzymianie musieliby mieć mnóstwo szczęścia i wspiąć się na wyżyny umiejętności, aby ograć w Doniecku tak trudnego rywala. A patrząc na ostatnie problemy zespołu, zmianę trenera, fatalną postawę w obronie i psychologiczne trudności poszczególnych zawodników nie sposób wierzyć, by Roma awansowała dalej.

Tym samym może okazać się, że Szachtar dłużej zabawi w Lidze Mistrzów. Zachodni obserwatorzy zastanawiają się czy konsekwentnie budowana od 1996 roku drużyna zaznaczy swoje miejsce na Starym Kontynencie na dłużej. Opinie są podzielone, bo wielu dziennikarzy wątpi w szanse na zatrzymanie utalentowanych Brazylijczyków w Wyższej Lidze Ukraińskiej na dłużej. Piłkarze pokroju Jadsona czy Luiza Adriano mogą dać się skusić ofertom z Premier League lub Primera Division.

Fakt pozostaje jednak faktem, wygrana w ostatnim Pucharze UEFA w historii, w 2009 roku wcale nie przełożyła się na wielką wyprzedaż w zespole i znacznie osłabienie jedenastki. Szachtar ma pieniądze i gra o najwyższe cele, więc jest w stanie odrzucać oferty i przekonywać swoich zawodników do pozostania w Doniecku. Tylko giganci piłki pokroju Barcelony lub Manchesteru United mogliby chyba mieć szansę na wyciągnięcie talentów z Ukrainy. A na razie o ich zainteresowaniu ambitnymi graczami ze wschodniej Europy nie słychać.

Szachtar dodatkowo jest doceniany w plebiscytach i rankingach. Od kilku lat mieści się w czołówce klubów świata według statystyków futbolu z IFFHS. Ostatnio został nawet przez nich wybrany drużyną, która w ostatniej dekadzie poczyniła największe postępy. Wyniki zdają się w tym wypadku potwierdzać zdanie historyków i statystyków, bo konkurencji dla Szachtara nie widać. CSKA czy Zenit swojej szansy nie wykorzystały w takim stopniu, a na zachodzie żaden kopciuszek jeszcze takich sukcesów nie osiągnął.

Po wielkim Dynamie z ostatniej dekady XX wieku przyszedł czas kolejnej siły z Ukrainy. Polaków może to trochę boleć, że bliski sąsiad tak regularnie ma powody do świętowania wielkich sukcesów i wspaniałych meczów swoich drużyn, a my musimy pasjonować się góra rozgrywkami w Lidze Europejskiej i eliminacjami do Ligi Mistrzów. Kiedy w mediach na zachodzie poczytamy o na przykład „Lech Powerhouse” nie wiadomo. Na razie warto śledzić losy reprezentanta całej Europy Środkowo-Wchodniej w elitarnych rozgrywkach i może wyciągać pozytywne wnioski.


pubsport.pl