Szamotulski: Do kadry dorzuciłbym boiskowego chuligana

– Przed laty wielu ludzi krzywo na mnie patrzyło, a teraz nikt nie robi sensacji, że bramkarz wydziera się na obrońców. Są też takie przypadki jak Łukasz Fabiański – moje absolutne przeciwieństwo. Nikt mu jednak nie broni mu być cichym, spokojnym gościem. Co tydzień udowadnia w Premier League, że w swoim fachu jest doskonały. Gdyby turnieje wygrywali golkiperzy, my kończylibyśmy największe turnieje na podium. Poważnie! – mówi Grzegorz Szamotulski, 13-krotny reprezentant Polski i enfant-terrible naszego futbolu.


Selekcjoner przed ostatnimi meczami eliminacji deklarował, że nie ma zamiaru powoływać już nikogo nowego, tylko wziąć tych samych zawodników co wcześniej. Dla atmosfery. Ty, ze swoim szalonym charakterem, odnalazłbyś się w tej szatni?

– Ciężkie pytanie, to mnie zaskoczyliście… Wiadomo, że nie gram już od kilku sezonów w piłkę, czas nie stoi w miejscu, a piłkarze jako grupa zawodowa też się trochę pozmieniali. Charaktery inne, ludzie inni, więc nie odwołam się do lat 90-tych. W siedem lat nabiłem 13 meczów w reprezentacji i zawsze miałem poczucie, że to nagroda za ciężką pracę. Wątpię, żeby znalazła się choć jedna osoba, która nie chciałaby wejść do szatni i zająć miejsca wśród aktualnych grajków.

A masz tam swoich faworytów? Kiedyś mówiłeś, że Kamil Grosicki to twój największy faworyt, występowałeś z nim w jednej drużynie.
– Ha! „Szybki-prędki”. Wiadomo, że „Grosik” to jakościowy zawodnik, ale Ameryki nie odkryję – mamy ich trochę. Dajmy na to Glika, który stanowi podporę i notuje znakomite występy. No i „Lewy.” Tutaj już nic zupełnie nie trzeba tłumaczyć. Nasze wyniki to w głównej mierze jego dobra postawa, ale gra cały zespół i ktoś musi mu rzucić jakąś piłę. Milik i Mila mają to coś i wychodziło im to w ważnych momentach.

W jednej z rozmów podkreślałeś, że w każdej drużynie powinno być ze dwóch chuliganów. Wskazywałeś na Marcina Wasilewskiego, który ma charyzmę, jest zabijaką…
– A jak! Tyle, że ma swoje lata, niestety. Dwa lata temu widziałem w nim dobrego kandydata na kapitana, ale nie będę się rzucał, że selekcjoner nie widzi go w kadrze. Zwłaszcza, że wszyscy zdają egzamin. Nie można Adamowi Nawałce zarzucać złych wyborów. To tylko wyłącznie jego ocena, więc moje prywatne zdanie nie ma tu znaczenia. Chociaż dalej dostrzegam tam jakieś miejsce dla „Wasyla”. Dorzuciłbym chuligana!

A wśród bramkarzy? Oceniałeś w przeszłości najlepiej Boruca, tuż przed Szczęsnym. Pozmieniało się, bo broni na stałe Fabiański. Wypróbowałbyś jeszcze w kadrze kogoś nowego? Podoba ci się Drągowski.
– Podobać to mi się może co najwyżej jego gra! Na razie jest jednak tylko melodią przyszłości. Ma za sobą jeden dobry sezon w ekstraklasie, ale najwyraźniej nie jest jeszcze takim kozakiem, skoro nie jeździ na zgrupowania. Co do powoływanych – to dobra trójka, na którą stawiałbym dalej i pewnie długo się jeszcze to nie zmieni. Wyobrażam sobie scenariusz, że za rok dalej broni Fabian. Nie musi już nikomu udowadniać, że potrafi, bo to widać co tydzień w Premier League. Daje pewność, ale musi być czujny.

Z charakteru to twoje zupełne przeciwieństwo. Sam miałeś reputację szalonego bramkarza z temperamentem, który przerastał niektórych trenerów.
– Wielu ludzi krzywo na mnie patrzyło, a teraz to wszystko staje się dość powszechne. To codzienna sprawa, że bramkarze pokrzykują na obrońców. Ja wtedy robiłem za gościa, który był lekko oderwany od rzeczywistości. Różne były zdania, ale teraz na nikim nie robi wrażenia, jak ktoś się powydziera na linii. Jak choćby taki Drągowski. Nie każdy musi taki być – „Fabianowi” jego spokój nie przeszkadza, żeby wybiegać w pierwszym składzie reprezentacji, więc niech się nie zmienia.

„Gdyby o tytule mistrza świata decydowali bramkarze, turnieje zdecydowanie wygraliby Niemcy” – to twoje słowa. Gdzie byłaby Polska z naszymi golkiperami?
– Spokojnie w półfinale Euro! Top trzy na kontynencie! Mówię teraz całkowicie poważnie. Ścisła czołówka. Mają dobre statystyki w klubach i niedowiarkom mogę pokazać statystyki mierzone obecnymi narzędziami, którymi badają ich występy w klubach. To już jest zresztą powszechne w Polsce, nie tylko na Zachodzie.

A propos takich nowinek – jesteś gadżeciarzem? Odnalazłbyś się w dzisiejszej piłkarskiej rzeczywistości, gdzie każdy non-stop siedzi w telefonie, na tablecie?
– Gdzie tam! Telefon ma dzwonić, ja mam go odbierać. I tyle! Nie jestem nastolatkiem, mam dużo rzeczy na głowie. Treningi, dzieci do szkoły trzeba zawieźć. Ograniczam się do tradycyjnej technologii, gdzie nie powiem – jakość ma znaczenie. Niby prosta rzecz , bo telewizor. Ma być obraz, a to nie jest takie oczywiste. Jak oglądałem Legia z Kukesi, ten mecz wyjazdowy – łapałem się za głowę. Jakość sygnału z Albanii była tak tragiczna, że trzeba było się nagimnastykować. Mam na szczęście w swoim Samsungu tryb sportowy, gdzie mogę zobaczyć powtórkę każdej akcji, w której kibice głośniej krzyczą, bo dekoder to wtedy nagrywa. Bez transmisji pierwszej połowy, miałem co prawda nagrane głównie zamieszki po rzucie kamieniem, ale można powiedzieć, że i mi technologia się w życiu przydaje.

Na pewno przyda się w czerwcu 2016 podczas Euro we Francji.
Szkoda by było jakby nie weszli, zasługiwaliśmy na ten awans. Oby we Francji też było z fartem, bo bramkarze na pewno będą mieli więcej roboty.

źródło: Four Four Two


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/