Szczęście sprzyja lepszym?

Wynik wczorajszego spotkania Wisły z bułgarskim Liteksem Łowecz, zupełnie nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. Tym razem to „Biała Gwiazda” miała niesamowite szczęście, jakimś cudem wygrywając pierwszy mecz w Łoweczu.

Wisła w poprzednich podejściach do Ligi Mistrzów często miała pecha.  Przegrany dramatyczny dwumecz z Panathinaikosem, wylosowanie Blaugrany w trzeciej rundzie eliminacji w sezonie 2008/2009. Zawsze czegoś do tego awansu brakowało. Gdy wydawało się, że to może być już ten sezon, to jednak zawsze brakowało tego szczęścia, czy to w losowaniu, czy to już podczas samego dwumeczu.

We wczorajszym meczu z Liteksem, Wisła miała jednak bardzo dużo szczęścia. Po pierwszych kilkunastu minutach, pomyślałem sobie: no to zapowiada się kolejne rozczarowanie i upokorzonie. Jaki byłem zdziwiony, gdy Michel Lamey dał prowadzenie gościom spod Wawelu. Ale Bułgarzy wciąż atakowali. Lecz pudłowali niemiłosiernie. Dwie poprzeczki, ogółem dwadzieścia strzałów, w tym osiem celnych. A jednak przegrali. Przegrali 1:2. Sprawę załatwił dynamicznym wejściem w pole karne i dobrym uderzeniem, Maor Melikson.

Zastanawiam się co robił w pierwszym składzie nowy nabytek Wisły, Junior Diaz. Grał po prostu dramatycznie. Brazylijczyk Tom, woził go na tym prawym skrzydle naprawdę, jak chciał. Kosarykanin, w wielu sytuacjach zachowywał się tak, jakby pierwszy raz grał na obronie. Niejednokrotnie zdarzało się, że poszedł „na raz”, co brazylijski skrzydłowy mistrza Bułgarii skrzętnie wykorzystywał. Niejednokrotnie nie nadążał za prawym skrzydłowym Liteksu. Niejednokrotnie dał się wręcz ośmieszać. Wrócę właśnie do Brazylijczyka, Toma. Naprawdę ten skrzydłowy mi strasznie zaimponował. Był szybki, kapitalnie dryblował, imponował dynamiką, błyskotliwością, a w dodatku strzelił gola. Teraz dyrektorzy sportowi klubów naszej rodzimej ligi już powinni spieszyć do Bułgarii i próbować ściągnąć Toma. Liga Bułgarska jest chyba jednak trochę mniej atrakcyjna sportowo i dużo mniej atrakcyjna finansowo, od naszej Ekstraklasy. Co do Juniora Diaza, to wydaje mi się, że to na pewno zawodnik całkiem niezły na polską Ekstraklasę. Ale tylko na polską Ekstraklasę. Nie na Europę. Mam nadzieję, że się mylę, ale dzisiejszy mecz pokazał, że Kostarykanin ma naprawdę poważne braki i musi bardzo wiele poprawić.

Trochę więcej spodziewałem się po Maorze Meliksonie. Co prawda izraelski piłkarz strzelił gola i to jakże ważnego gola, ale  dziś nie imponował tak dryblingiem, błyskotliwością, techniką, jak robi to w polskiej lidze. Dodatkowo, mało się wracał i zbytnio nie kwapił się do pomocy w grze defensywnej Juniorowi Diazowi.  Nie najlepiej zagrał również osamotniony w ataku, Genkov. Właściwie, to nikt z zawodników spod Wawelu się specjalnie nie wyróżniał.

W ogóle, spodziewałem się po Wiśle bardziej ofensywnej gry, tymczasem wiślacy nie grali intensywnym pressingiem, byli bardzo cofnięci i liczyli tylko na kontrataki. W tym spotkaniu to Liteks był szybszy i wyraźnie lepszy technicznie. Defensywni pomocnicy: Radek Sobolewski i Czarek Wilk skupiali się tylko na defensywie.

Na razie jakości w grze mistrzów Polski brak, ale ważne, że jest chociaż skuteczność.

Reasumując. Choć Wisła wygrała szczęśliwie, to jednak wygrała i należy się z tego cieszyć. Nie wybrzydzajmy. W końcu lepsze brzydkie zwycięstwo, niż piękna przegrana.  Miejmy nadzieję, że przy Reymonta już nie będzie żadnych wątpliwości kto jest lepszy i to piłkarze Liteksu Łowecz będą musieli po raz kolejny uznać wyższość mistrzów Polski.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl