Sześć lat później*

Sześć lat to niby tak niedawno temu, a czuję jakby minęła już cała epoka. To już tyle czasu upłynęło od najwspanialszej edycji Ligi Mistrzów jaką pamiętam! Ciekawe czy taka się jeszcze powtórzy? Ależ to był powiew świeżości! Takie sobie FC Porto zgarnęło główne trofeum, zaczęła się era Jose Mourinho, ale jego ówcześni piłkarze też zrobili jakieś mniejsze, lub większe, kariery. To tam grali Deco, Maniche, Carvalho, Costinha, Paulo Ferreira, Nuno Valente, którzy szybko zostali wiodącymi postaciami reprezentacji Portugalii. Było też w półfinale Deportivo La Coruna, które rozegrało bodaj najpiękniejszy mecz tej edycji. Po przegranej w Mediolanie z Milanem 4-1, rozbili Rossonerich na Riazor aż 4-0. To było coś niesamowitego. To spotkanie pozostało mi w pamięci jako ‚pojedynek panów’. Komentował tę potyczkę Maciej Iwański i co chwilę padało: „PANcaro, PANdiani, Juan Valeron (fonetycznie: PAN Valeron), i sędzia PAN Urs Meier. Co było jednak najpiękniejsze w tamtym sezonie to AS Monaco. Wzięło mnie na wspomnienia akurat dotyczące tej drużyny. Kim byli, jakie kariery zrobili ówcześni bohaterowie Księstwa?

Pierwszy fantastyczny, mecz Monaco rozegrało jeszcze w fazie grupowej. U siebie, na stadionie Louisa II, rozbili… Deportivo 8-3, a Dado Prso strzelł cztery gole. Kto by wtedy pomyślał, że obie drużyny dojdą do najlepszej czwórki? Później było wspaniałe, niezapomniane wyeliminowanie Realu Madryt w ćwierćfinale. Piękna zemsta Fernando Morientesa, który stał się wtedy jednym z moich ulubionych piłkarzy. Wyglądał jak śmierć. Nieprzyjemna twarz, straszne oczy. Nazwisko kojarzy się z Morią, więc też nie najlepiej. Wypchnęli go Królewscy, bo mieli w ataku Ronaldo, Raula, Owena. A on został królem strzelców tamtej edycji, strzelał gole Casillasowi i z satysfakcją patrzył na to Santiago Bernabeu, które go nie chciało.

W ataku królował Hiszpan razem ze wspomnianym Chorwatem Prso. Wyglądał chłop jak Janosik, grał, też jak prosty zbój, rozpychał się, strzelał, rywali nie mijał, ale tratował. Był skuteczny. Za nimi ten wspaniały, ten przebojowy Mały Książe. Oj Ludovic Giuly! Jego gola piętką przeciwko Realowi będę pamiętać nawet w ewentualnym życiu pozagrobowym. Stałe fragmenty gry to Jerome Rothen. Jeśli chodzi o bycie specjalistą od dośrodkowań, przyćmił wtedy Davida Beckhama. Blond czuprynka faluje – Hieronim mija rywali, chwila spokoju, odchylenie, dośrodkowanie z zegarmistrzowską precyzją i Morientes lub Prso cieszą się z gola. Tak to najczęściej wyglądało. Na boku obrony szalało czarne TGV, czyli Patrice Evra. Wyglądem i grą przypominający Michaela Reizigera, ale zdecydowanie lepszy od Holendra. Wreszcie w bramce Flavio Roma, który wtedy spisywał się wyśmienicie. Ach, cóż to była za drużyna!

Nie wszyscy byli tak wspaniali. Pamiętam trio Lucas Bernardi-Gael Givet-Jaroslav Plasil. Wkurzali mnie niemożebnie. Nie potrafiłem dostrzec w nich wirtuozerii, widziałem głupotę i nieporadność. Z czasem Bernardi zniknął, potwierdzając słuszność moich wątpliwości, Givet (Blackburn) przestał mnie denerwować, a do Plasila (dziś Bordeaux) nie jestem przekonany nadal.

Co ciekawe, z tej drużyny największą karierę zrobił ten, który wtedy znaczył niewiele – Emmanuel Adebayor (Manchester City). Przebił się też Evra (Manchester United). Droga supersnajpera Shabaniego Nondy (Galatasaray) była już pochyła. W 2004 roku zasłynął tym, że w jednym z meczów zdobył gola… 14 sekund po wejściu na boisku. Morientes po sezonie wrócił do Realu, nie zachwycał, tułał się po Valencii i Marsylii w poszukiwaniu straconej formy. Nigdy jej już nie znalazł. Prso wybrał Glasgow Rangers, gdzie był gwiazdą, prowincjonalnych jednak rozgrywek. Kilka lat temu skończył karierę. Giuly grał w Barcelonie i radził sobie nieźle, ale wielką gwiazdą nie został. Ostatnie lata spędził w Paris Saint Germain. W tej samej drużynie utknął też ten, który miał bodaj największy potencjał. Jerome Rothen przez lata grał w Paryżu, nie mogąc nic zdobyć, formy nie było. Wypożyczono go do Ankaragucu, wrócił do Francji, ale nie mógł się przebić. W tym tygodniu PSG rozwiązało z nim kontrakt. Ciekawe, że z dwóch świeżych, świetnych, pełnych nowych nazwisk, drużyn najwięcej znaczą dziś dwaj młodzi wówczas trenerzy – Mourinho (Real Madryt) i Didier Deschamps (Olympique Marsylia).

* Jak tylko mogę w tekście umieścić aluzję do Kultu to ją umieszczam.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl