Sześciomecz olimpijski

Baku, Doha, Madryt, Rzym, Stambuł, Tokio – oto miasta których przedstawiciele złożyli w MKOlu aplikacje do organizacji Letnich Igrzysk XXXII Olimpiady w 2020 roku. Zanim przedstawię te kandydatury postaram się w skrócie na czym polega cały proces wyboru gospodarza. Znawcy tematu mogą śmiało pominąć najbliższy akapit. Aczkolwiek można sobie odświeżyć co nieco, ostatnio na tym etapie przewodu wyborczego byliśmy niespełna dwa lata temu.

Zakończył się etap zgłoszeń. Zasadniczo polega on na tym żeby się zgłosić, aczkolwiek jeśli ma się w planie jakieś udziwnienia to trzeba o nich wspomnieć już teraz. Do takich udziwnień należy niestandardowy termin igrzysk. Taki jak październik – w tym miesiącu odbędą się igrzyska jeśli gospodarzem zostanie wybrana katarska Doha. Miasta muszą teraz przygotować mini-książkę aplikancką. Ma mieć ona wymiary 21cmx27,9cm, musi być dwujęzykowa (angielsko-francuska)… dobra to są nieważne szczegóły formalne. Maja być w niej zawarte odpowiedzi na 11 zagadnień postawionych przez MKOl: ogólnej wizji, obiektów sportowych i niesportowych, kwestii środowiska i pogody, miejsc noclegowych, transportu, medycyny i walki z dopingiem, bezpieczeństwa, technologii i energii, prawa (ze szczególnym uwzględnieniem przepływu osób przez granice), poparcia społecznego i rządowego oraz finansów. W tych jedenastu kategoriach są potem oceniane kandydatury przez specjalną komisję MKOlu. Każdy z tych punktów jest oceniany w skali 0-10. Trzeba uzyskać średnią większą/równą 6.0 aby z miasta aplikującego stać się miastem kandydującym. Te wydają pełną książkę zgłoszeniową, goszczą w swoim mieście przedstawicieli MKOlu, przygotowują finałową prezentację i spośród nich drogą głosowania zostanie wybrany gospodarz. To mówi teoria. Aczkolwiek przy wyborze gospodarza na rok 2016 Doha, mimo średniej 6,9 nie została zakwalifikowana do fazy finałowej ze względu na zbyt późne zgłoszenie udziwnień o których pisałem kilkanaście zdań temu. Nie należy też wykluczać, że wobec względnie niewielkiej ilości aplikacji wszystkie zostaną przepuszczone do głosowania, zaś oceny komisji MKOlu będą jedynie pewną wskazówką dla elektorów. Wskazówką niekoniecznie kluczową, wszak Rio ledwo prześlizgnęło się do rundy finałowej (średnia 6.4), a zostało wybrane mimo że Madryt i Tokio miały te współczynniki powyżej ośmiu. Ponadto mówi się, że przecież nie można uwalić tylko jednego miasta (ze względów, nazwijmy to, politycznych), więc najsłabsza kandydatura może dostać dar od losu dzięki mocnym rywalom. Może też się okazać, że inna średnia będzie tym razem wymagana do zakwalifikowania do rundy finałowej. Podsumowując: z grubsza wiadomo o co chodzi, ale co się stanie nie wie nikt.

Do czasu losowania kolejności prezentacji finałowych miasta podawane są w kolejności alfabetycznej. Zatem do dzieła:

Baku – stolica Azerbejdżanu, 1,1 mln mieszkańców w mieście, 2,1 mln w aglomeracji. Drugie podejście. Aplikacja na rok 2016 nie przeszła pierwszej fazy (współczynnik 4,3), dziś prognozy są podobne, choć po to Azerowie próbują po raz drugi, aby ich aplikacja była coraz mocniejsza. Na niezłe oceny mogą liczyć w kategoriach finanse(ropa!), aczkolwiek Komitet Olimpijski zwraca uwagę na wykorzystanie inwestycji po igrzyskach, oraz transport – to po prostu jest ich mocną stroną, tutaj mieli najlepszy wynik cztery lata temu. Problem może być z bazą hotelową oraz sportową. Dziś w stolicy Azerbejdżanu stoi jeden duży stadion i jedna duża hala. Aczkolwiek nowe obiekty powoli wychodzą z makiet do rzeczywistości. A poza tym, abstrahując już od punktacji, liczy się coś takiego jak pozycja kraju w światowym sporcie. Azerowie mogą pochwalić się 16 medalami w 4 startach na LIO(z tendencją rosnącą – 1 medal w Atlancie, 7 w Pekinie). W sumie może i można by jakoś ten fakt przełknąć tym bardziej, że Azerowie sportem dość mocno żyją, zaś ta garstka medalistów to bohaterzy narodowi. Kolejnym minusem jest sytuacja polityczna – po pierwsze zamrożone konflikty zbrojne na Kaukazie, a po drugie nie zawsze dobrze szanowane prawa człowieka w tym kraju. Miło by było, gdyby MKOl zdobył się na jakiś niezobowiązujący szantaż wobec Azerów w tej kwestii, ale taki scenariusz można raczej włożyć między bajki. Obstawiam że wszystkie miasta aplikancie dostaną status kandydata i pójdą pod głosowanie, ale więcej jak kilka oczek w tej elekcji raczej Bakijczycy nie zbiorą.

Doha – stolica Kataru, 350 tys. mieszkańców w mieście, 1 mln w aglomeracji. Drugie podejście. Aplikacja na rok 2016 mimo dobrego współczynnika nie przeszła do rundy finałowej ze względów formalnych. Trochę podobnie do Baku: kasa jest, ale sport? Katar w swojej olimpijskiej historii ma dwa medale. Jeden zdobył pochodzący z Somalii biegacz, drugi jest dziełem ciężarowca, który urodził się jako Angel Popov. Cały kraj liczy 1,7 mln mieszkańców, czyli około pięć razy mniej niż jest biletów w wolnej sprzedaży na LIO. Mniejsza o jesienny termin – Katar po prostu nie ma w sobie nic co może stworzyć wielkie sportowe święto. Oprócz pieniędzy – oby nie użyli ich w nieodpowiedni sposób. Przekonamy się o tym w 2015 roku podczas mundialu piłkarzy ręcznych. Przekonamy się o tym w 2022 roku podczas mundialu piłkarzy nożnych. Bardzo możliwe że imprezy, które mają pokazać, że jest się zdolnym do organizacji sportowego święta mogą w przyszłości pogrążyć szanse Dohy na organizację igrzysk. Aż w końcu skończy się naftowy boom na świecie i o Katarze zapomnimy.

Madryt – stolica Hiszpanii, 3,25 mln mieszkańców w mieście, 6 mln w aglomeracji. 4. podejście(2. miejsce na rok 1972, 3. na rok 2012, 2. na rok 2016). Po kandydaturach uchodzących w powszechnej opinii za lekko egzotyczne przyszedł czas na faworytów. Madryt otarł się o zwycięstwo cztery lata temu i idzie za ciosem. Aczkolwiek w tak zwanym międzyczasie doszedł dość mocno do głosu kryzys finansowy co może rzutować na zaufanie MKOlu wobec Hiszpanii, a także na poparcie społeczeństwa, którego część może bystrze zauważyć, że państwo ma chyba chwilowo trochę inne, pilniejsze, potrzeby. Niewykluczone że nie wygrywając poprzednich dwóch elekcji Hiszpanie przegapili swój najlepszy moment. Opcja Madrycka nie wpisuje się też w filozofię objeżdżania nowych miejsc z olimpijskim cyrkiem. Europa zachodnia nikogo nie rusza. No i w pamięci członków MKOlu są pewnie niedawne przecież igrzyska w Barcelonie. Aczkolwiek nie należy sądzić, że Hiszpanom w końcu się uda. Po pierwsze mogą liczyć na głosu członków MKOlu, dla których przede wszystkim liczy się technicznie dobra oferta, a po drugie należy spodziewać się poparcia ze strony Ameryki Łacińskiej. Nie oszukujmy się – czasem z tym głosowaniem jest trochę jak z Eurowizją, czyli głosujemy na naszych dobrych znajomych.

Rzym – stolica Włoch, 2,75 mln mieszkańców w mieście, 4 mln w aglomeracji. Podejście nr 7. Dotychczas dwa były udane – w roku 1960, a także w 1908. Wówczas jednak wybuch Wezuwiusza sprowokował przesunięcie środków finansowych na odbudowę Neapolu i Włosi musieli się igrzysk zrzec. Ostatnio Rzymianie próbowali 16 lat temu – przegrali jednak z Atenami. Kandydatura Rzymu ma sporo podobieństw do opcji Madryckiej. Przede wszystkim w kwestii finansowej, i poparcia społecznego, które może nie być najwyższe. Na minus może działać fakt, że Rzym już był, a także całkiem niedawno był Turyn. A igrzyska z roku 2006 nie przeszły do historii jako te najperfekcyjniej zorganizowane. Na korzyść zaś może działać potężna baza noclegowa i, mimo że przed chwilą wspomniałem o przeciętnym logistycznie Turynie, doświadczenie w organizacji wielkich imprez. Ale zasadniczo nie sądzę by Włosi mogli dostać te igrzyska. To wydaje się być ot taka solidna kandydatura, jakich Europa jest zawsze w stanie kilka spłodzić.

Stambuł – największe miasto Turcji, 11 mln mieszkańców w mieście, 13 mln w aglomeracji. Podejście nr 5. W 2004 i 2012 Turcy polegli w przedbiegach, w 2000 w pierwszej rundzie (wśród 5 kandydatów), w 2008 roku w drugiej(również wśród pięciu kandydatów). Nie brzmi optymistycznie, aczkolwiek lepiej niż historia kandydatur Rio de Janeiro przed tą skuteczną. Więc te wcześniejsze próby to żaden negatywny argument, lecz doświadczenie, które może w końcu zaprocentować. Finanse? Turcja nie przejęła się zbytnio kryzysem i gospodarka rozwija się jak głupia. Miejsca noclegowe? Stambuł zajął siódme miejsce w klasyfikacji najczęściej odwiedzanych miejsc świata w roku 2010 (Rzym na ten przykład jest dopiero dziesiąty). Gdzieś ci ludzie śpią. Doświadczenie? Eurobaskety, eurovolley’e, a w koszykówce to i mundial, Formuła 1, mistrzostwa świata w zapasach, a lada dzień ME w pływaniu na krótkim basenie. Od nieco ponad dziesięciu lat każdy rok Turcja okrasza jakąś poważną imprezą mistrzowską na skalę europejską lub światową. Areny sportowe? Ktoś kto trochę się interesuje sportem wie, że ponad połowa poważnych tureckich przedstawicieli sportów drużynowych pochodzi z samego Stambułu. Trochę hal jest, będzie też co z nimi zrobić po igrzyskach. Minusy? Cóż, Turcja wciąż nie jest krajem, przynajmniej w obiegowej opinii, wysoko rozwiniętym, a także bezpiecznym. Nie chcę napisać dzikim, ale na pewno jest na świecie trochę osób które śmiało by tego wyrażenia użyły. Mogąc być też obawy w kontekście solidności, która czasem może być podobna do tej Ateńskiej, która znienacka zafundowała pływalnię pod gołym niebem. Wracając jednak do pozytywów można zauważyć że jest to chyba najbezpieczniejsza i potencjalnie najbardziej bezbolesna opcja na wejście w świat muzułmański.

Tokio – stolica Japonii, 9 mln mieszkańców w mieście, 13 mln w aglomeracji. Spośród dotychczasowych czterech prób dwie był udane – ta na rok 1964 oraz na 1940 – wówczas jednak swoje dość ciężkie trzy grosze wrzuciły działania wojenne. Ostatnia próba dotyczyła roku 2016 – Tokijczycy zajęli tam trzecie miejsce za Rio i Madrytem. Japonia jak Japonia – wiadomo że są w stanie zrobić porządnie i elegancko. Należy spodziewać się bardzo wysokiego współczynnika, a stawiając sprawy jasno – najwyższego spośród wszystkich zgłoszeń. Aczkolwiek może nie być tak bardzo różowo. Media donoszą że długie łapska kryzysu finansowego dotarły i do Japonii. Ostatnie klęski naturalne tez niekoniecznie wspomogą poparcie dla tej kandydatury, aczkolwiek paradoksalnie mogą i tez pomóc stawiając igrzyska pod sztandarem szansy na odbudowę silnego państwa. Wracając jeszcze do solidności Japończyków – igrzyska w ich rękach to igrzyska w dobrych rękach, ale może zadziałać trend szukania czegoś nowego i ciekawego. Tokio wydaje się być trochę takie nudne i smutne. Tym bardziej gdy skontentujemy stolicę Japonii ze kolorowym Stambułem.

No i udało mi się po niemal tygodniu od ogłoszenia zgłoszeń sklecić taki przegląd aplikujących miast. Wyścig dopiero się zaczyna, aczkolwiek w środowisko internetowym już wrze od emocji. Swoje typy przedstawili już niektórzy bukmacherzy. U Williama Hilla notowania są następujące: Tokio 2:1, Madryt i Rzym 9:4, Stambuł 6:1, Baku i Doha 14:1. Brytyjski serwis SportsCoral stawia na Rzym: 9:4. Dalej kolejno Tokio 5:2, Madryt 3:1, Stambuł 5:1, Doha 8:1, Baku 20:1. Skoro na starcie mamy dwóch różnych liderów, to możemy spodziewać się fascynującej walki. Tym bardziej że właściwie liderów mamy trzech. Co najmniej trzech. A miało być nudno. Miała być kandydatura Durbanu i rywalizacja która miała się skończył hasłem „pierwsze Igrzyska Olimpijskie w Afryce”. Nieobecności tej kandydatury dziękujemy, gdyż z miejsca nadała wyścigowi trochę więcej rumieńców. Durban pewnie pojawi się za cztery lata. I może wtedy będzie miał rywala z własnego podwórka. Ale to za cztery lata. Na razie szykujmy się na twardą walkę euro-azjatycką.

PS Chyba widać kto jest moim faworytem, prawda?


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl