Szkoda kasy na takie zabawy…

Po raz drugi z rzędu Manchester City żegna się z Ligą Mistrzów już na etapie fazy grupowej. Choć zespół prowadzony przez Roberto Manciniego trafił do grupy śmierci, stawiało się go w roli faworyta do wyjścia z grupy. Tymczasem The Citizens mają na swoim koncie ledwie 3 punkty za 3 remisy i walczą o to, by na wiosnę móc zagrać w Lidze Europy.

Dlaczego tak się dzieje? Nie wiadomo. W Premier League drużyna z Etihad Stadium nie doznała ani jednej porażki w tym sezonie i jest wiceliderem tabeli. Lecz gdy przychodzi do gry w Champions League, czyli rozgrywek stworzonych dla takich zespołów jak właśnie City, ci się paraliżują i wyglądają zupełnie jak nie oni. Wrześniową porażkę w bardzo emocjonującym starciu z Realem jeszcze dało się wytłumaczyć, bo grali na terenie jednego z najlepszych klubów na świecie.

Jednakże stracone później punkty z Borussią i jedno oczko zdobyte w dwumeczu z Ajaxem to już oznaka słabości drużyny na europejskiej scenie. Ostatnią deską ratunku miał być mecz na własnym stadionie przeciwko Realowi Madryt. Ta świadomość, że udało im się przed dwoma miesiącami powalczyć z Królewskimi, strzelić im kilka bramek w połączeniu z dopingiem własnej publiczności miała rozwiać wszelką tremę i w końcu obudzić ten właściwy, pożądany, chętnie oglądany Manchester City, który widzimy na angielskich boiskach.

Przez pierwszą połowę nie było go w ogóle widać. Ta część spotkania była pod wyraźną kontrolą przyjezdnych. Dało się zauważyć, że dobrze grało się Cristiano Ronaldo. To był jeden z takich meczów, w których Portugalczyka oglądało się z przyjemnością. Aż szkoda, że nie poszczęściło mu się przy żadnej z okazji strzeleckiej, bo zasługiwał na wpisanie się do listy strzelców.

Trener Mancini najwyraźniej w przerwie przeprowadził męską rozmowę ze swoimi piłkarzami, bo tuż po niej, zaczęli się oni prezentować znacznie lepiej. Coraz częściej przedostawali się w okolice pola karnego Realu i poprawili statystykę strzałów. Widocznie wszyscy zdali sobie sprawę, co miałoby się stać w przypadku, gdyby nie zgarnęli całej puli w tym meczu. Musieli wprawdzie uważać na groźne kontrataki (Ronaldo wciąż szukał drogi do bramki Harta), ale nareszcie pojawiła się u nich wola walki, ambicja i chęć uszczęśliwienia kibiców.

Zostali za to „nagrodzeni” faulem Alvaro Arbeloi, rzutem karnym i bramką Sergio Aguero. To była ich szansa. W tym momencie należało powiedzieć sobie „teraz albo nigdy”. Spodziewałem się szturmu na bramkę Ikera Casillasa, ale ostatecznie doszło do zaledwie dwóch prób. To zdecydowanie za mało w ciągu 20 minut, jakie mieli na walkę o pozostanie w Lidze Mistrzów.

W pewnej chwili wydawało się, że gospodarzom brakowało pomysłu na stworzenie porządnej, korzystnej akcji podbramkowej. Przy piłce utrzymywali się o połowę dłużej niż rywale, ale nie było kogoś, kto pociągnąłby zespół zarówno sportowo, jak i mentalnie. Gdzieś jakby powstała taka wyrwa pomiędzy linią obrony i linią ataku, a tam właśnie przydałby się taki wódz.

Szczególnie w drugiej części spotkania na Etihad Stadium zrobiło się interesujące widowisko. Nie brakowało walki w środku pola – kości trzeszczały, a presja wyniku dodawała kolorytowi każdej akcji. Ale przyznam szczerze, że większe emocje odczuwałem podczas pierwszego starcia pomiędzy tymi zespołami, na Santiago Bernabeu. Niemniej jednak czuję się zadowolony, dumny i usatysfakcjonowany, ponieważ udało mi się namówić mojego tatę na udostępnienie mi nPremium3 HD, na którym miałem przyjemność oglądać środowy mecz. Myślę, że nie żałuje podjętej decyzji.

Po raz kolejny okazało się, że pieniądze w piłce nie zawsze są gwarancją sukcesu. W Manchesterze City wiedzą o tym jak mało kto. Spośród finansowych giganów wypadli najgorzej w Lidze Mistrzów. Ten pieniężny przeszczep przyjął się póki co np. w Maladze i PSG, które już są pewne gry w 1/8 finału. Dlaczego nie przyjął się u The Citizens? Naprawdę, ciężko znaleźć jakąś sensowną i racjonalną odpowiedź na to pytanie. Już chyba nawet lepiej, żeby do Ligi Europy wszedł Ajax, bo wątpię, by podopieczni Roberto Manciniego poważnie potraktowali te rozgrywki. Chyba woleliby mieć wolne czwartki niż walczyć w nie o Puchar UEFA, bo to byłaby obraza dla ich możliwości – zarówno sportowych, jak i finansowych…


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl